za:    http://przedsoborowy.blogspot.se/2015/03/to-juz-dwa-lata.html

Wprawdzie dwa lata w perspektywie istnienia Kościoła to niewiele, ale my czas od abdykacji Ojca Świętego Benedykta XVI z pewnością dobrze zapamiętamy. Jak pisałem w poprzedniej wypowiedzi, trwa wojna między katolikami a posoborowcami. Jest to wojna domowa z uwagi na trwającą wciąż “unię personalną” pomiędzy Kościołem katolickim a Kościołem Posoborowym. Wojny domowe są najtragiczniejsze, bo dzielą w poprzek rodziny, bliskich, przyjaciół i znajomych. By zwyciężyć, trzeba walczyć skutecznie. By walczyć skutecznie, trzeba zapomnieć o niedawnej jeszcze relacji i zdehumanizować wroga.

Stąd właśnie zachowania takie jak u Tymoteusza Scotta CSB, posoborowego bazylianina, który na twitterze udzielił “dobrej rady” kardynałowi Rajmundowi Burke’owi: Zamknij k***a gębę.

Niestety, trudno w tym momencie nie mieć pretensji do … Benedykta XVI. To on jest moralnie odpowiedzialny za rozwój sytuacji w Kościele. Jeśli musiał abdykować (z dowolnych przyczyn), to powinien zabezpieczyć Kościół przed kolejnym konklawe, wpływając na obsadę kolegium kardynalskiego. Tymczasem zdaje się, że albo w tej sprawie nic konkretnego nie zrobił, albo co najwyżej sądził, że sukcesja jest odpowiednio zabezpieczona.

Zauważmy, że urzędujący papież jest jedyną osobą, która nie tylko może, ale i powinna planować elekcję kolejnego wikariusza Chrystusowego. Wszelkie spiski kardynalskie za życia aktualnego biskupa Rzymu w tej materii są zakazane, ale on sam owym prawem nie jest związany. Zaniedbania Ratzingera w tej kwestii są niezrozumiałe i być może zdeterminują z perspektywy czasu ocenę jego pontyfikatu. Panowanie Benedykta XVI miało tę niepodważalną zaletę, iż niezaprzeczalnie chciał on być papieżem katolickim. Wypełniał również funkcję lidera Kościoła Posoborowego, uczestnicząc w rozmaitych spotkaniach ekumenicznych, międzyreligijnych itp. Nigdy nie zapomnimy, że dał Kościołowi “Summorum Pontificum”. Ale Bóg i historia rozliczą go (jak każdego człowieka) z ogółu działań.

Mimo snucia rozmaitych rozważań na temat abdykacji Ojca Świętego, nic choćby prawdopodobnego na ten temat nie dowiedzieliśmy się. Z radością patrzę na zdjęcia Papieża Seniora, będącego w bardzo dobrej formie fizycznej i psychicznej w przededniu swych 88 urodzin. Ale nie mogę pogodzić się z jego dezercją, która jakże zaogniła wojnę między katolikami a posoborowcami.

Posoborowie ma świadomość, że na wielu frontach przegrywa te zmagania. Tak naprawdę, to poza oklaskami ze strony ludzi niezwiązanych z Kościołem katolickim lub wprost mu wrogich, wsparcia znikąd nie dostaje. Rewolucja w zakresie udzielania Komunii Św. cudzołożnikom usankcjonowałaby stan faktyczny, ale nie wiąże się z jakimś ruchem społecznym, który powstałby, ożywiłby się i nawet w skali posoborowia był widoczny. Młodzi ludzie, których potencjalnie sprawa dotyczyłaby, zazwyczaj są na tyle daleko od wszelkiej religijności, że nie doceniliby starań posoborowców. Natomiast po stronie katolickiej mamy autentyczne zainteresowanie obroną tradycyjnej doktryny Kościoła, wyrażane przez wszystkie pokolenia wiernych, świeckich i duchowieństwo. Przez dziesiątki lat posoborowie korzystało z argumentu: skoro są przy nas nowe ruchy i młodzież, to znaczy, że mamy rację. Teraz i ten miecz aktywizmu świeckich zwraca się przeciwko nim, zgodnie ze słowami Pisma: Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Co i daj nam szybko Panie Boże. Patrząc na klakierów Franciszka z Tygodnika Powszechnego i innych struktur “Kościoła Otwartego” w Polsce mogę im z czystym sumieniem sparafrazować klasyka: Wyginiecie jak dinozaury, jeśli nie zrozumiecie, że legalizacja nadużyć przyniesie wyłącznie złe owoce.

W Kościele katolickim nigdy nie będzie zgody na Komunię dla cudzołożników. Ale być może będzie ona w Kościele posoborowym i wówczas trzeba będzie zakończyć unię personalną łączącą te dwie wspólnoty eklezjalne. Coraz więcej konserwatywnych katolików jest na to gotowych. Jeden błąd abdykacji Benedykta XVI nie zdeterminuje dalszych losów Kościoła i świata.