za:    http://wirtualnapolonia.com/2015/08/20/miroslaw-kokoszkiewicz-czy-z-kazdym-warto-rozmawiac/

Mirosław Kokoszkiewicz

Kiedy już odliczano czas, jaki pozostał do zaprzysiężenia nowego prezydenta zainteresowanie opinii publicznej wzbudziły dwa listy, jakie Andrzej Duda napisał do czytelników „Gazety Polskiej” i „Gazety Wyborczej”. Nie będę się tu rozwodził nad słusznością i sensem tego ruchu. Domyślam się, że prezydentowi chodziło o to, aby tuż przed złożeniem przysięgi potwierdzić to, co mówił bardzo często podczas kampanii wyborczej, czyli o swojej woli i determinacji do prowadzenia dialogu ze wszystkimi Polakami, nawet, jeżeli dzisiaj znajdują się po przeciwnych stronach barykady. To, o czym chce dzisiaj napisać pragnę zadedykować dziennikarskim funkcjonariuszom propagandy stacjonującym przy ulicy Czerskiej, którzy ów list ochoczo wykorzystali do ataku na prezydenta Andrzeja Dudę. Przede wszystkim przypominam, że list był adresowany do Czytelników, a nie publicystów „Gazety Wyborczej”.

Gdyby tam na Czerskiej zatrudniona była, choć jedna osoba myśląca to z reakcją odczekano by jakiś czas po czy swoim starym zwyczajem opublikowano by jakiś list od anonimowego, najprawdopodobniej nieistniejącego czytelnika, który to list stałby się pretekstem do ataku, ale jednocześnie dał alibi do wypowiadania się w reakcji na głos, choć jednego adresata listu Andrzeja Dudy. Tymczasem Czerscy w tej swojej niepojętej dla zwykłego zjadacza chleba megalomanii zaczęli prześcigać się w komentarzach aż w końcu wybrzmiał ich chóralny skowyt. Kurski, Michnik, Wójcik i Fusek nagrali nawet filmik i natychmiast te swoje szyderstwa i wylewaną żółć zamieścili na stronie Wyborczej.

W tym jednym momencie ci myślący i bardziej inteligentni czytelnicy gazety Michnika – o ile tacy w ogóle istnieją – dowiedzieli się, że tak naprawdę traktowani są jak banda głupców i zmanipulowane nachalną propagandą mięso armatnie, którego głos się nie liczy i nikt na ten głos nie czeka. Tam nie myśli się o publicystyce, która byłaby jakąś formą poważnego dialogu z czytelnikami. Oto ktoś wystosował list, na który ochoczo wypowiedziało się stado lewackich belfrów nie czekając nawet na reakcje tych, do których słowa Andrzeja Dudy były skierowane. Zadałem sobie trud i przejrzałem komentarze internautów pod tą odpowiedzią Czerskich. Ani jedna osoba nie zakrzyknęła: – Hola, hola panowie, jakim to prawem odpowiadacie nie czekając choćby na jedną opinie czytelnika? Dlaczego traktujecie nas jak motłoch? To przecież był list do nas, a nie do was?

Czytelnicy Wyborczej to jakaś straszliwie zapyziała i zakompleksiona grupa osób, którzy po latach prania mózgów uwierzyli, że noszenie wizerunku Michnika w klapie świadczy o przynależności do grona ludzi mądrych i światłych. Im nie przeszkadza, że nikogo tam nie interesuje ich zdanie. Oni są stale gotowi konsumować te ośmiorniczki, comber z królika i krwistą polędwicę ustami swoich przedstawicieli. Oni wychodząc z domu podczas ulewy nie wezmą parasola, jeżeli Michnik nie ogłosi, że pada deszcz. Na szczęście grupa połykaczy michnikowej propagandy stale maleje. Tych, którzy przez ostatnie lata wyprostowali kręgosłupy i zrezygnowali ze słuchania tej starej zacinającej się płyty liczy się już setkami tysięcy. Ta płyta zacina się ciągle w tym samym miejscu na refrenie, którego słowa brzmią:
Adam Michnik…mamy powody się obawiać, że sformułowania prezydenta Dudy mogą zapowiadać zwrot w stronę rozwiązań antydemokratycznych oraz wybór ideologii narodowej megalomanii i nietolerancji
Jarosław Kurski: Chce Pan, Panie Prezydencie, „lepiej zabezpieczyć naszą suwerenność i tożsamość kulturową”. Nie uważamy, że jakieś wrogie siły dybią na jedno i drugie, uważamy natomiast, że prawdziwym niebezpieczeństwem jest kompleks niższości wobec świata leczony narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Środowisko „Gazety Wyborczej” cierpi już nie tyle na kompleks niższości ile na paniczny strach przed tym wszystkim, co polskie, katolickie i narodowe. W swych kosmopolitycznych i lewackich mózgownicach nie mogą pomieścić tego, że są ludzie, którzy kochają swoją ojczyznę, odwieczną wiarę ojców oraz szanują wspaniałą historię własnego narodu. Oni doskonale rozumieją, że sami nie mają się do czego odwołać. Ich przodkowie to w większości swołocz, która przybyła tu za armią czerwoną w śmierdzących walonkach z pepeszami zawieszonymi na powrósłach. Dla Stalina byli idealnym materiałem na nadzorców zniewolonego polskiego narodu.

Parafrazując słowa marszałka Józefa Piłsudskiego – coraz więcej Polaków wysiada z czerwonego michnikowego tramwaju na przystanku Bóg Honor Ojczyzna. Jest tylko kwestią czasu, kiedy ten stetryczały motorniczy zostanie sam w pustym tramwaju otoczony jedynie garstką  skompromitowanej jak on adiutantury. Panie Prezydencie Andrzeju Dudo, należałoby się poważnie zastanowić, czy rzeczywiście warto z każdym rozmawiać?

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Dla Wirtualnej Polonii autor,

Mirosław Kokoszkiewicz