za:   http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=16131&Itemid=119

Brodacka

Izabela BRODACKA

Najpierw wątek osobisty. Jestem wnuczką Włodzimierza Bocheńskiego, właściciela majątku Widybór położonego koło Pińska na Polesiu. Można ten majątek znaleźć na każdej mapie Białorusi. Nic dziwnego, że Kresy są mi bardzo bliskie. Jak się okazało większość naszych znajomych też ma kresowe korzenie, choć poznawaliśmy się w różnych przypadkowych okolicznościach – w górach, podczas rejsów, na wykładach. Musieliśmy wysyłać jakieś pozawerbalne sygnały sprawiające, że się zbliżyliśmy, bo nikt z nas się przecież swoim pochodzeniem nie afiszował. Inaczej mówiąc rozpoznawaliśmy się węchem jak psy. A swoją drogą słabość do psów i koni jest niezłym wyznacznikiem kresowego pochodzenia.

Właśnie wróciłam z Białorusi. Byłam tam kolejny raz. Za swój obowiązek uważam prostowanie kłamliwych, krzywdzących mitów i stereotypów rozpowszechnianych w Polsce na temat tej pięknej krainy. Przede wszystkim oburza mnie obelżywe określenie „ białoruskie standardy” wypowiadane przez ludzi, którzy nigdy na Białorusi nie byli i nie mają pojęcia jak różni się ona na korzyść od naszego kraju.

Chciałabym żeby polskie szosy wyglądały tak jak na Białorusi, żeby polskie miasta były odbudowywane z taką pieczołowitością, żeby w Polsce było tak czysto jak na Białorusi i żeby ludzie w Polsce byli tak życzliwi jak tutaj.

Tym razem podróżowaliśmy niezłym samochodem terenowym po lasach, bezdrożach, wsiach i przysiółkach poszukując śladów polskości. Ani razu nie spotkała nas najmniejsza przykrość. Każdy napotkany człowiek udzielał nam chętnie wyjaśnień, kierowano nas w ładne miejsca, zapraszano do domów, częstowano. Nikt nas nie legitymował, nie zapłaciliśmy ani jednego mandatu, osławieni białoruscy milicjanci, którymi straszą się nawzajem rzekomi znawcy Białorusi byli grzeczni i pomocni.

Białorusini są z natury życzliwi i pogodni. Bez najmniejszych resentymentów odnoszą się do śladów dawnej pańskiej przecież Polski i do ludzi, którzy poszukują tych śladów.

Nie wiem kim jest Łukaszenko, skąd bierze pieniądze i prawdę mówiąc nic mnie to nie obchodzi. Nie dopuścił on -jak sam mawia – как в Польше do wyprzedaży majątku narodowego, odbudowuje kraj zniszczony sowiecką niewolą, remontuje zabytki w tym polskie dwory, pałace i kościoły. Starzy ludzie nie są wyrzucani ze swych domów i mieszkań. Młodzi szukając lepszego życia przenoszą się do miast. Zmiana stylu życia to ewolucja nie rewolucja. Rewolucję już mieli – sowiecką. Doprowadziła ich ona na dno nędzy. Byli wysiedlani, wywożeni i prześladowani. Nie chcą do tego wracać. Co ciekawe nie mają pretensji do swoich rzekomych polskich „ciemiężycieli” od których wyzwoliła ich władza sowiecka, bo dopiero pod tą władzą doświadczyli prawdziwych prześladowań.

Nie mają zahamowań i kompleksów. Są przeświadczeni, że nie ma powrotu do dawnych stosunków społecznych, ale uważają, że połączył nas wspólny tragiczny los. Przetoczył się nad nami niszczący walec historii.

„I na co wam teraz wasze pałace?”- pytają. „Co wam z nich przyjdzie? Bierzcie je sobie za darmo”

Ich dziadkowie i rodzice mieszkają nadal w swoich kolorowych chatynkach bez wygód w małych wioskach. Młodzi kupują w rozwijających się miastach nowoczesne mieszkania, jeżdżą dobrymi samochodami, szukają pracy za granicą.

Poza głównymi szlakami wycieczek obejmującymi wspaniale odrestaurowane zamki Nieśwież i Mir dociekliwy turysta działa według następującego schematu. Jadąc doskonałymi i pustymi szosami natrafia na wioseczki przycupnięte wśród lasów i pól. Kępa starodrzewu nieodmiennie wskazuje polski dwór albo pałac, a raczej to co z niego zostało. Najczęściej są to same mury. Wśród ruin pasą się kozy. Jak w Grecji. Tyle, że tutaj zamiast 2000 wystarczyło 20 lat, żeby je doprowadzić do podobnego stanu. Władza sowiecka instalowała w nich szkoły i izby porodowe. Nie sprawdzały się w tej roli. Opuszczone niszczały w krzakach. Teraz krzaki są wygalane i obiekty odsłaniane. Niektóre pałace są starannie remontowane jak pałac Radziwiłłów w Lubczy, który możecie zobaczyć Państwo na załączonym zdjęciu [to w Warszawskiej Gazecie.. MD] . Inne czekają na inwestora.

25 kilometrów od Nowogródka położona jest wieś Szczorse należąca kiedyś do Chreptowiczów. Joachim Litawor Chreptowicz był kanclerzem wielkim litewskim, człowiekiem wielkich przymiotów ducha i umysłu. Zasłynął tym, że w swoich posiadłościach zniósł poddaństwo i nadawał chłopom ziemię. Ludzie nie posiadający ziemi byli zatrudniani w jego manufakturach. W Szczorsach Chreptowicz założył bibliotekę liczącą 8000 tomów. Pracował tu Franciszek Malewski, Joachim Lelewel, bywali filomaci. Adam Mickiewicz pracował tu nad Grażyną. W czasie wojny pałac został zniszczony i splądrowany, a książki zabrano do Kijowa. Władze Białorusi planują umieszczenie w tym pałacu filii istniejącego w Zaosiu koło Nowogródka muzeum Mickiewicza.

W Zalesiu położonym w połowie drogi między Wilnem i Mińskiem remontowana jest obecnie posiadłość księcia Michała Kleofasa Ogińskiego, znanego jako autor poloneza a-moll Pożegnanie Ojczyzny. Gotowa jest sala koncertowa, stoi w niej fortepian, w oranżerii odtwarza się egzotyczną florę. Oficjalne otwarcie muzeum planowane jest na 25 września. Zjadą do Zalesia liczni cudzoziemcy i Białorusini podziwiać posiadłość wielkiego białoruskiego kompozytora, którym jest Михаил Aгиньский. Nie ma co się gorszyć ani obrażać. Każdą narodowość spaja kultura. Państwo Białoruskie buduje swój język i poczucie tożsamości obywateli w oparciu o wielką kulturę, którą wydały te ziemie. Stworzyli ją ludzie tu mieszkający i żyjący. „Tutejsi”- jak mawiają do dziś dnia. Mickiewicz, Ogiński, Miłosz to też byli kresowi tutejsi.

Od pewnego czasu w salonach Warszawy obserwuje się tendencję do demitologizacji Kresów. Obraża się spokojnych żyjących tu ludzi przypisując im jakieś demoniczne cechy, a władzom prześladowania. Dotyczą one jednak bardzo wąskiej grupy zawodowych rewolucjonistów, z którymi nikt się tu nie identyfikuje. Usiłuje się poza tym podważyć rolę Kresów w polskiej kulturze.

Bezskutecznie, bo co najlepsze z Kresów się wywodzi.