za:  http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=16139&Itemid=119

Paweł Siergiejczyk

CZYTAJĄC ŚW. MAKSYMILIANA

 Zawsze wierni, nr. 4 (179) sierpień 2015

Pewnej lipcowej soboty w 1938 roku św. Maksymilian udzielił swym braciom w Niepokalanowie następującej rady:

“Żeby praca, którą wykonujemy, nie była absorbu­jąca i zbyt szablonowa, to chociażby kilku­minutowe codzienne czytanie o Matce Bożej poda nam dużo praktycznych wskazówek, jak mamy postępować. Dobra jest i wiele praktycznych wskazówek nasunie każdemu książka Ku większej miłości Niepokalanej – czytana nie dlatego, żeby dużo przeczy­tać z ciekawości, ale raczej mało, a dobrze; to, cośmy przeczytali, należy wprowadzać w życie. Myśli w niej są tak piękne i wiele, na­wet bardzo wiele nasuwają refleksji w umy­śle, co razem stwarza dziwnie miły spokój i kieruje umysł do częstszego odnawiania dobrej intencji kierowanej do Niepokalanej.

Wystarczy chociaż pięć minut czasu dziennie poświęcić na to czytanie, ale tak stanowczo i żadnego dnia nie opuszczać tych kilku mi­nut, i to będzie właśnie gwarancją w postę­powaniu do doskonałości. Będzie to również zdrowym pokarmem dla dusz naszych, be doda polotu we wzbijaniu się do szczytów upragnionej przez nas świętości i coraz ści­ślejszego jednoczenia się z Niepokalaną”.

Pracujemy mniej, tekstów mamy więcej, ale…

Czytanie to dzisiaj umiejętność powszech­na, chociaż w czasach św. Maksymiliana wcale jeszcze taką nie była. Wystarczyło jednak kilkadziesiąt lat, by – przynajmniej w Polsce – całkowicie zniknął analfabetyzm. To oczywiście wielki skok cywilizacyjny, ale czy na pewno jest się z czego cieszyć? To, że wszyscy potrafią czytać, nie oznacza, że wszyscy czytają rzeczy dobre i mądre. Wręcz przeciwnie: jest tak jak z prawem Kopernika­ – Greshama o gorszej monecie, która wypiera lepszą. Im więcej mamy tekstów, tym gorszej są one jakości.

A od czasu, jak rozpowszechnił się in­ternet, świat zalała niezmierzona powódź tekstów całkowicie bezwartościowych, któ­rych – co gorsza – często nie sposób od­różnić od tych, które posiadają jakąś wartość.

Sławna metafora Norwida – “za panowania Panteizmu-druku” – może już dzisiaj tylko budzić uśmiech politowania, bo cóż to był za “panteizm” w czasach naszego wieszcza w porównaniu z bezkresem internetowego bełkotu.. .

Dlatego czytanie stało się dziś czynnością, która wymaga szczególnie jasnych wskazówek moralnych. To oczywiste, że żaden człowiek nie jest w stanie przeczytać wszystkiego, co się dziś pisze. Niby czasu na czytanie jest znacznie więcej niż dawniej, gdy większość ludzi ciężko pracowała fizycznie, a i dostęp­ność tekstów pisanych jest nieporównanie większa. Ale cóż z tego, skoro niemal wszyscy tracimy czas i pieniądze na druki lub teksty internetowe, które żadnego pożytku nam nie przynoszą, a jedynie zaśmiecają umy­sły. Taka sytuacja powoduje, że likwidacja analfabetyzmu nie jawi się już jako wielka zdobycz cywilizacyjna, lecz jako nowe nieszczęście­ ludzkości skażonej grzechem pierworodnym.

Dusze “genetycznie zmodyfikowane”

Bo właśnie z grzechów, a zwłaszcza z grze­chu pychy, wynika dzisiejszy zalew bezwar­tościowych tekstów: zarówno u tych, którzy czytają, choć najczęściej nie jest to im do ni­czego potrzebne, jak i u tych, którzy piszą, choć najczęściej nie mają nic ważnego do przekazania.

 

Dlatego wskazówki założycie­la Niepokalanowa są tak aktualne w naszych czasach. Szczególnie jego hasło, by czytać “mało, a dobrze”. Święty Maksymilian mówił do swoich braci zakonnych, ale przecież nie tylko oni potrzebują “zdrowego po­karmu dla dusz“. Potrzebujemy go wszy­scy.

Tyle się dzisiaj mówi o zdrowej żywności, nie skażonej chemią czy mo­dyfikacjami genetycznymi, ale znacznie ważniejsze jest zdrowie duchowe, bo tutaj trucizny są nieporównanie bardziej szkodliwe. Nasze ciało i tak prędzej czy póź­niej umrze, bo taka jest na­sza natura, natomiast o nieśmiertelną duszę toczy się prawdziwa walka: spotka ją wieczna szczęśliwość czy wieczne potępienie?

Ale jak rozumieć te słowa: “czytać mało, a dobrze”? Oczywiście są ludzie, którzy z po­wodów zawodowych muszą czytać dużo: nauczyciele, naukowcy, dziennikarze. Tylko że nawet oni nie czytają jedynie tego, co jest im naprawdę potrzebne. Tak jak cała reszta, tracą czas na lekturę rzeczy niepotrzebnych, często wręcz szkodliwych, bo oddziałujących na najniższe instynkty człowieka: ciekawość, zawiść, zazdrość, pożądliwość. Wystarczy sięgnąć po jakąkolwiek gazetę w kiosku czy po większość książek uchodzących za “be­stsellery”, by się o tym przekonać. To, co się tam pisze, w żaden sposób nie podnosi du­chowo. Wręcz przeciwnie – rozbudza tylko emocje, które tak łatwo prowadzą do ducho­wego upadku.

Bezcenna literatura – tak mało czytana…

Dlatego tak ważny jest dobór tego, co się czyta, ale też radykalne ograniczenie ilości czytanych tekstów. Świadomy ka­tolik powinien interesować się tym, co ~ wokół niego dzieje, świadomy Polak po­winien znać sytuację swojej ojczyzny ora: krajów, które na nią oddziałują, ale to me znaczy, że dobrym  Polakiem-katolikiem jest ten, kto pół dnia  spędza na wertowaniu gazet czy surfowaniu po forach i portalach inter­netowych. Być może we  własnym mniemaniu  uchodzi on za człowieka znakomicie poinformo­wanego i uświadomionego, lecz tak naprawdę ani Kościół, ani Polska nie mają z niego żadne­go pożytku.

W rzeczywistości bowiem ważnych spraw dzieje się tak niewiele, że ich poznanie nie wymaga tyle czasu, ile tracimy na bez­wartościową lekturę medialnego bełkotu. Prawdziwą wartość ma tylko to, co poc­nosi nas duchowo. Przede wszystkim więc lektury religijne. Już samo zapoznanie stę z podstawowym kanonem myśli katolic­kiej, dostępnym na przykład w księgarniach Te Deum, przeciętnemu człowiekowi może zająć kilka, jeśli nie kilkanaście lat.

A przecież jest jeszcze tyle wartościo­wej beletrystyki, hagiografii, książek historycznych, katolickich poradników dla ojców, matek, dzieci itp., że naprawdę nie ma potrzeby marnować cennego czasu na wytwory współczesnego, antychrześcijań­skiego świata, które tylko powodują zamie­szanie w naszych sercach i umysłach.

Gdybyśmy choćby tylko częściowo zmie­nili nasze nawyki czytelnicze, jakże by nas to mogło przybliżyć do ideału katolickiego życia, a w rezultacie – do zbawienia! To ogromne wyzwanie dla współczesnych kato­lików w każdym wieku, każdego stanu i pro­fesji. Czy jesteśmy w stanie je podjąć?