za:  http://wirtualnapolonia.com/2015/12/05/10-obrazow-ktore-kazdy-szanujacy-sie-polak-znac-musi/

Cudze chwalicie, swego nie znacie – chciałoby się napisać. A może nawet nie, że nie znacie (bo pewnie obrazy polskich arcymistrzów pędzla obiły się Wam o oczy), ale nawet nie wiecie, jak wiele geniuszu na swoim podwórku posiadacie. Sam przekonałem się o tym dopiero po niedawnej wizycie w Muzeum Narodowym w Warszawie.

siemiradzki-dirce-chrzescijanska-900x437
Ta zainspirowała mnie do stworzenia zestawienia arcydzieł, które każdy szanujący się Polak nie tylko znać musi, ale i zobaczyć na własne, niefiltrowane ekranem smartfona, tabletu czy ekranu komputera oczy powinien.
Zachwycamy się Monetem, Van Goghiem, Cezanne’em czy Renoirem, bo taką fascynację poniekąd podsuwa nam internet (oczywiście w przerwach, kiedy nie zachwyca się kotami i memami), gdzie co rusz pojawiają się ciekawe wyimki z ich życiorysów czy współczesne, domorosłe wariacje na temat ich największych dzieł. Rzadko kiedy w ekscytacjach pojawiają się jednak prace polskich twórców, co jest o tyle zasmucające, że historie im towarzyszące są częstokroć zdecydowanie ciekawsze niż to, co podsuwa nam na ścianę Edge Rank Facebooka czy widzimisię algorytmu Page Rank Google’a. Nadszedł czas, by to zmienić.
Przed Wami najciekawsza dziesiątka polskich obrazów, które odpowiednio „sprzedane” mogą spopularyzować polskie malarstwo nie tylko wśród krytyków sztuki, ale też przeciętnych zjadaczy chleba z Europy i świata. Z pewnością nieobecność kilku popularnych dzieł może oburzyć część czytelników – tych jednak zachęcam do przelewania negatywnych emocji na cyfrowe płótno, jakim są komentarze pod tym wpisem. Bawcie się dobrze.

10. Śmierć Barbary Radziwiłłówny – Józef Simmler

Kiedy wystawiono go po raz pierwszy – w warszawskiej Zachęcie 1860 roku – oglądający obraz doznawali spazmów rozpaczy. Przedstawia zwieńczenie jednej z najbardziej niezwykłych opowieści w całej historii monarchii w Polsce. Miłość zakazaną, praktycznie wbrew wszystkim panującym zasadom, rozpoczętą przypadkiem, kontynuowaną za plecami żony Zygmunta Augusta i jakże tragicznie zakończoną. Dopiero po śmierci pierwszej małżonki Zygmunt, miast związać się z przedstawicielką jednego z królewskich rodów na Zachodzie, postanowił w sekrecie, bez zgody rodziców i zaciągnięcia opinii rady wziąć ślub z ponoć spodziewającą się potomka szlachcianką.
Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Nazwisko Radziwiłł w XVI wieku nie robiło takiego wrażenia jak obecnie, a ujawnienie mezaliansu wywołało skandal i kampanię przeciwko unieważnieniu małżeństwa tych dwojga. Barbarę Radziwiłłównę nazywano (nawet publicznie!) „wielką nierządnicą litewską”, atakowano ją słownie podczas oficjalnych spotkań i wyliczano domniemanych kochanków przy każdej nadarzającej się okazji. Radziwiłłówna mocno podupadła na zdrowiu, po długiej i ciężkiej chorobie umierając w 1551 roku po pół roku od koronacji, którą ostatecznie udało się Zygmuntowi Augustowi wywalczyć. Widoczny na obrazie smutek króla był tak wielki, że poprzysiągł iść pieszo za trumną w orszaku żałobnym z Krakowa aż do Wilna (ponad 600 kilometrów). I słowa dotrzymał.

Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Józef Simmler, Śmierć Barbary Radziwiłłówny (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

Ciekawostka: Po wystawieniu obrazu, ludzie zaczęli się obawiać, że zostanie kupiony przez bogatych magnatów i zawiśnie nad czyimś kominkiem. A jako że wzbudzał tak wielkie emocje, nie chcieli do tego dopuścić, organizując zbiórkę pieniędzy w celu jego wykupienia i powieszenia w miejscu, gdzie każdy będzie mógł go oglądać. Z zebranych przez miłośników sztuki składek „Śmierć Barbary Radziwiłłówny” odkupiono i przekazano do nowo powstałego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.

9. Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale – Walenty Wańkowicz

Najsłynniejszy portret olejny polskiego wieszcza, który stał się ikoną romantyzmu, symbolem polskości i natchnieniem dla poetów oraz malarzy. Dzieło Wańkowicza zdobyło uznanie nie tylko krytyki (która chwaliła romantyczny przekaz , symbolikę – burzowe chmury, rzuconą niedbale lirę i byroniczną pozę, w której autor uchwycił Mickiewicza), ale także samego portretowanego. Rozochocony tymi peanami Wańkowicz namalował kilka replik „Portretu na Judahu skale” w mniejszych nieco rozmiarach, które również zyskały popularność i uznanie. Malarz nie mógł tym samym zrobić lepszego PR-u poecie, który dla wielu stał się ikoną nie tylko ze względu na twórczość ale i wizerunek unieśmiertelniony na portrecie. Tak jak dzisiaj na ścianach wiesza się plakaty popularnych gwiazd kina czy estrady, tak wówczas każdy chciał mieć na ścianie swojego wieszcza.
Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)
Walenty Wańkowicz, Portret Adama Mickiewicza na Judahu skale (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

8. Babie lato – Józef Chełmoński

Powstały i po raz pierwszy pokazany w 1875 roku obraz wywołał skandal. Chełmoński namalował go zainspirowany tym, co zobaczył na Ukrainie rok wcześniej. Oglądamy na nim Ukraińską chłopkę, która leżąc na ziemi bawi się nitkami babiego lata. Co w tym takiego kontrowersyjnego, że krytycy nie przebierali w słowach, nazywając go „dziełem pornograficznym”? Coś, co dzisiaj wydaje nam się śmieszne, ale wówczas siało zgorszenie z siłą i skutecznością siewnika rolniczego. Chodziło o odkryte i, przede wszystkim, brudne nogi przedstawionej na obrazie chłopki. Ludzie nie mogli zrozumieć, dlaczego zamiast obrazów przedstawiających tematykę ważną czy symboliczną, Chełmoński zdecydował się na portretowanie tego, co można zobaczyć wyjeżdżając kilka kilometrów za miasto. Niezrozumiany malarz, którego intencją było przemycenie do polski nowego nurtu – naturalizmu – obraził się na Warszawę i wyjechał na Zachód.
Józef Chełmoński, Babie lato (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)
Józef Chełmoński, Babie lato (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

7. Bociany – Józef Chełmoński

Ćwierć wieku po wyjeździe Chełmoński wrócił na ziemie polskie z Paryża , osiedlając się w mazowieckiej wsi Kuklówka, gdzie zajął się malowaniem obrazów o tematyce wiejskiej. Wystawione w Zachęcie w 1900 roku „Bociany” wzbudziły zachwyt krytyków i odwiedzających, którzy zgodnie nazwali obraz malarza polskim arcydziełem. I nikt już się nie zająknął o uwiecznionych na płótnie brudnych stopach. Może to dlatego, że naturalizm zaczął być odbierany nieco cieplej, a może dlatego, że mężczyzna z ubłoconymi nogami nie robił na nikim takiego wrażenia – wszak chłopi mogli pozwalać sobie na więcej. „Bociany” to obraz, który od zawsze poruszał Polaków, będąc niejako XIX-wieczną Polską (na mapie wciąż nieistniejącą) w pigułce. Nic dziwnego, że przez lata można go było zobaczyć wszędzie – na pocztówkach, plakatach, w podręcznikach do języka polskiego czy historii (o plastyce nie wspominając).
Józef Chełmoński, Bociany (fot. Piotr Ligier / MNW)
Józef Chełmoński, Bociany (fot. Piotr Ligier / MNW)

6. Żydówka z pomarańczami – Aleksander Gierymski

Obraz Gierymskiego w ostatnich latach zyskał spory rozgłos ze względu na historię, jaką przeszedł. Ulubione dzieło polskiego artysty (pisał o nim, iż była „diablo plastyczna i kolorowa”, „może najlepszym obrazem”) zostało zrabowane w czasie II wojny światowej, a odnalezione w małym domu aukcyjnym pod Hamburgiem 65 lat później. „Pomarańczarka” (zwyczajowa nazwa dzieła) miała zostać zlicytowana 27 listopada 2010 roku, jednak po interwencji Muzeum Narodowego w asyście Ministra Kultury, została zdjęta z aukcji.
Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, prace konserwatorskie (fot. Anna Lewandowska i Karolina Wojtaś-Kudon / MNW)

Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, prace konserwatorskie (fot. Anna Lewandowska i Karolina Wojtaś-Kudon / MNW)

Wyceniony na 4400 euro obraz (taka była cena wywoławcza), wrócił do Polski po negocjacjach ze stroną niemiecką oraz wypłacie rekompensaty pieniężnej jego posiadaczom (wymagało tego niemieckie prawo – po 50 latach ukradziony obraz przechodzi na własność osoby, w której rękach w danej chwili się znajduje). Kwota odstępnego była tak duża, że w akcję zaangażowała się Fundacja PZU, która wyłożyła pieniądze na odzyskanie „Żydówki z pomarańczami”, transport do kraju oraz restaurację dzieła. Obraz został przekazany Muzeum Narodowemu w Warszawie, gdzie można go oglądać wraz z innymi pracami Gierymskiego w Galerii Sztuki XIX wieku, którą, nawiasem mówiąc, PZU niedawno objęło swoim mecenatem.

Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, po zakończeniu prac konserwatorskich (fot. Bartosz Bajerski / MNW)

Aleksander Gierymski, Pomarańczarka, po zakończeniu prac konserwatorskich (fot. Bartosz Bajerski / MNW)

Ciekawostka: „Pomarańczarka” ma siostrę bliźniaczkę – „Żydówkę z cytrynami”, namalowaną przez Gierymskiego tego samego roku. Chociaż obrazy wydają się na pierwszy rzut oka identyczne, zestawiając je można pokusić się w zabawę w odnajdywanie różnić. Jest ich kilka, sami zobaczcie.

Żydówka z pomarańczami vs. Żydówka z cytrynami
Żydówka z pomarańczami vs. Żydówka z cytrynami

5. Murzynka – Anna Bilińska-Bohdanowiczowa

Obecność obrazu olejnego Anny Bilińskiej może zaskakiwać – wszak z ojczyzną wiele wspólnego na pierwszy rzut oka nie ma – jednak patrząc na jego historię, w której na pierwszy plan podobnie jak w przypadku „Pomarańczarki” wysuwa się odzyskanie dzieła z rąk niemieckich, nie powinna raczej nikogo dziwić. Temat obrazu, jakim jest studium czarnoskórej kobiety, wpisywał się w trendy końca XIX wieku, dla których charakterystyczne było portretowanie postaci egzotycznych. Po II wojnie światowej „Murzynka” została wpisana do katalogu strat wojennych malarstwa polskiego, jako że została skradziona z Muzeum Narodowego w chwilę po upadku powstania warszawskiego.
Anna Bilińska-Bohdanowiczowa, Murzynka (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

Anna Bilińska-Bohdanowiczowa, Murzynka (fot. Krzysztof Wilczyński / MNW)

Na światło dzienne wyszła ponownie we wrześniu 2011 roku, kiedy znalazła się w zapowiedzi sezonu aukcyjnego w jednym z domów aukcyjnych w Berlinie. Po interwencji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz potwierdzeniu autentyczności dzieła przez pracowników MNW, doszło do ugody między stroną polską, a ówczesnymi właścicielami. Stronie niemieckiej, podobnie jak w przypadku „Żydówki z pomarańczami”, ponownie została wypłacona rekompensata pieniężna i 21 marca 2012 roku „Murzynka” wróciła do Polski.

4. Dirce chrześcijańska – Henryk Siemiradzki

Obraz Henryka Siemiradzkiego najlepiej oglądać bezpośrednio w Muzeum – nawet najbardziej szczegółowe zdjęcie nie jest w stanie oddać ogromu i szczegółowości tego dzieła, które XIX-wieczne społeczeństwo polskie interpretowało jako alegorię męczeństwa ojczyzny (trudno się dziwić, wszak rok wcześniej Sienkiewicz wydał „Quo Vadis”). Nic nie jest w stanie oddać wrażenia, jaki „Dirce chrześcijańska” robi na zwiedzających budynek przy Alejach Jerozolimskich 3 w Warszawie. Scena rozgrywająca się na arenie rzymskiego amfiteatru cesarza Nerona skupia całą naszą uwagę, a jej kompozycja sprawia, że odnosimy wrażenie uczestnictwa w krwawej i epatującej mocno erotyzmem scenie. To ostatnie może wydawać się skądinąd dziwne, gdyż naga kobieta jest równie martwa co sam byk, do którego została przywiązana (co zaskakujące, nie nosi jednak żadnych śladów obrażeń). Dzięki swojej tematyce obraz jednakowo działał na oglądających go patriotów, jak również na prostych ludzi, odnajdujących w nim jedynie zgrabne połączenie przemocy i cielesności.
Henryk Siemiradzki, Dirce chrześcijańska (fot. Piotr Ligier / MNW)

Henryk Siemiradzki, Dirce chrześcijańska (fot. Piotr Ligier / MNW)

Ciekawostka: Po latach od powstania obrazu odnaleziono fotografię zamówioną przez Siemiradzkiego, a wykonaną w rzymskiej rzeźni. Widoczne na niej martwe zwierzę miało pomóc w wiernym oddaniu zarżniętego na arenie byka, ale w kadrze znaleźli się również patrzący na niego z obojętnością mężczyźni. Malarz postanowił wykorzystać pełną kompozycję kadru, adaptując na potrzeby „Dirce” sylwetki rzeźników, którzy stali się mocą jego pędzla Rzymianami.

Siemiradzk.Dirce

 


3. Dziwny ogród – Józef Mehoffer

Powstały podczas letniego wypoczynku autora pod Krakowem w 1902 roku obraz (dokończony wczesnym rokiem 1903), przedstawia trzy osoby – żonę artysty, ich syna oraz opiekunkę na tle sadu. Na obrazie dominuje jednak ogromna ważka, z jednej strony pasująca do przedstawionego na płótnie miejsca, a z drugiej stwarzająca wrażenie domalowanej nieco na siłę. Jej rozmiary oraz sposób, w jaki została przedstawiona (jest całkowicie płaska) wydaje się zakłócać kompozycję secesyjnego dzieła. Krytycy sztuki doszukują się w niej jednak sygnalizacji obecności artysty w przedstawionej scenie, chociaż ogólnie przyjęto, że po prostu zastępuje ona słońce które nie zmieściło się na ciasno zamalowanym płótnie.
Józef Mehoffer, Dziwny ogród (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Józef Mehoffer, Dziwny ogród (fot. Muzeum Narodowe w Warszawie)

Ciekawostka: Osobom niezbyt interesującym się florystyką raczej nie rzuci się to w oczy, ale zestawienie okoliczności przyrody, stroju ludowego, w który ubrana jest niania małego Zbysia oraz kwiatów, które ten ostatni trzyma w ręce, daje nam obraz wręcz arcypolski. Zwłaszcza malwy dzierżone przez nagiego przewodnika tego pochodu przez ogród przywodzą na myśl naszą ojczyznę, gdyż swego czasu uważane były za synonim polskości. I wolności.

2. Hamlet polski. Portret Aleksandra Wielopolskiego – Jacek Malczewski

Jeśli już mówimy o symbolice, nie możemy zapomnieć o bardzo wymownym dziele Jacka Malczewskiego, który na portrecie wnuka margrabiego Aleksandra Wielopolskiego przedstawił dwie różne wizje losów ojczyzny. Po prawej stronie ubranego w zielono-żółty strój i przepasanego ładownicą (zamiast nabojów Malczewski namalował tubki farb) mężczyzny stoi skuta stara kobieta, na twarzy której maluje się przygnębienie. To oczywiście uosobienie Polski zniewolonej, niemogącej się wyzwolić spod jarzma zaborców. Ta druga, stojąca po lewej stronie obrazu jest młoda, silna (już po zerwaniu kajdan) i na dodatek półnaga – symbolizuje ojczyznę energiczną, zdolną do działania i wyzwolenia się spod niewoli.
Jacek Malczewski, Hamlet polski. Portret Aleksandra Wielopolskiego (fot. Piotr Ligier / MNW)

Jacek Malczewski, Hamlet polski. Portret Aleksandra Wielopolskiego (fot. Piotr Ligier / MNW)

Ciekawostka: Czytelne nawiązanie do twórczości Williama Szekspira dodatkowo podkreśla troskę o przyszłe losy ojczyzny, która w ciągu ponad 100 lat poprzedzających powstanie obrazu przeżyła wiele chwil z rodzaju „być albo nie być”. Malczewski uczynił z wnuka margrabiego (lawirującego między interesami zaborcy i ludności polskiej) polskiego Hamleta – osobę zmuszoną do wyboru pomiędzy kontynuowaniem tego, co robił jego dziadek, a całkowitym odrzuceniu jego budzącej kontrowersje postawy życiowej.

1. Bitwa pod Grunwaldem – Jan Matejko

42 metry kwadratowe powierzchni i 290 kilogramów wagi. Najsłynniejszy i, obok Panoramy Racławickiej, najważniejszy polski obraz, rozsławiający największe i najbardziej legendarne zwycięstwo nad Niemcami. Nie, nie chodzi tu o wydrukowane w formacie A0 zdjęcia bramek Milika i Mili ze Stadionu Narodowego, ale historię starszą o ponad 600 lat, utrwaloną na płótnie nie dalej jak 140 lat temu. Może inaczej – Jan Matejko „Bitwę pod Grunwaldem” zaczął malować w 1875 roku, a skończył już 3 lata później. Piszę już, gdyż jak na dzieło takich rozmiarów, namalowane z takim kunsztem, czas przygotowania był zaiste ekspresowy.
Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem (fot. Piotr Ligier / MNW)

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem (fot. Piotr Ligier / MNW)

Niewprawiony i niezaznajomiony z historią oglądający obraz może pomyśleć, że w jego centralnym punkcie z uniesionym mieczem pędzi na koniu Władysław Jagiełło. Tymczasem jest to brat stryjeczny Jagiełły, wielki książę litewski Witold Kiejstutowicz, przedstawiony jako pierwsza osoba, która zorientowała się, że szala zwycięstwa przechyliła się na stronę polsko-litewską. Polski król na obrazie stoi zaś w prawym górnym rogu płótna, w okolicach lasu, w których sprytne wojska polskie przeczekały Krzyżaków.

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, fragment (fot. Piotr Ligier / MNW)

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, fragment (fot. Piotr Ligier / MNW)

Kto jest kim na obrazie (oprócz wymienionych) znakomicie wyjaśnia krótkometrażowy dokument przygotowany przez MNW. Dopiero na nim obraz Matejki ożywa, a siła ciosu Jana Žižki i szturm Zawiszy Czarnego zdają się silne niczym uderzenia tarana.

Ciekawostka: W 2010 roku z okazji 600-lecia stoczonej bitwy obraz miał być wystawiony na Wawelu i w Berlinie, jednak po wstępnych badaniach okazało się, że jego stan nie pozwala na transport. Miast dalekiej podróży rozpoczął się dwuletni proces konserwatorsko-restauratorski, w czasie którego arcydzieło polskiego malarstwa połatano oraz oczyszczono z 210 (!) kilogramów brudu oraz poprzednich warstw konserwatorskich. Tak moi drodzy, przed renowacją, „Bitwa pod Grunwaldem” była ponad półtonowym gargantuicznym potworem.

POSŁOWIE

Wszystkie prezentowane tu dzieła można obejrzeć we wspomnianej kilka akapitów wyżej Galerii Sztuki XIX wieku w Muzeum Narodowym w Warszawie. Zaprawdę powiadam Wam, zobaczenie ich wszystkich na żywo daje zdecydowanie więcej satysfakcji, niż przeglądanie nawet najbardziej szczegółowych fotografii, na których zostały też uwiecznione, czy przebieżka po (nie ukrywajmy, naprawdę świetnym) widoku muzealnym w Google. Co ciekawe Galerię można zwiedzać nieodpłatnie we wtorki, a za sprawą mecenatu PZU 5 stycznia podczas dnia otwartego, na zwiedzających czekają również specjalnie zorganizowane wydarzenia, m.in. oprowadzania, podczas których o wspomnianych tu dziełach (i nie tylko) będzie można dowiedzieć się jeszcze więcej. A potem błyszczeć w towarzystwie.

Takiej okazji każdy szanujący się Polak przegapić nie może.

1,390 total views, 2 views today

(Visited 315 times, 1 visits today)