za:https://marucha.wordpress.com/2016/05/07/sprzedac-diablu-dusze-ze-strachu-i-nienawisci-do-rosji/

MacGregor

Mamy dziś bardziej wyprane mózgi i zryte berety niż kiedykolwiek w historii, o czym świadczy choćby postrzeganie Rosji jako sumy wszystkich strachów, przy jednoczesnym rozpędzaniu się na kolizyjnym z nią kursie.

Póki co głoszenie odmiennych w tej sprawie poglądów nie podlega jeszcze automatycznej karze ekskomuniki, ale jak tylko młody Wildstein przejdzie z redakcji katolickiej „Frondy” na stanowisko rzecznika Episkopatu Polski, to kto wie.

Sam już nie wiem, od czego zacząć i jak pisać, bo przecież dla większości Czytelników naszego portalu są to sprawy oczywiste, ale już dla wielu osób kierujących się emocjami nieskrępowanymi chłodnym namysłem – obrazoburcze i tożsame z targowicą.

Nie gardzę emocjami, wręcz przeciwnie, leżą one w naszej słowiańskiej naturze (nawet jeśli wielu najlepszych Polaków w historii to spolonizowani Niemcy), ale cechą POLSKIEJ kultury zawsze było ogarnięcie tych emocji wędzidłem rozumu (wg cokolwiek naciąganej opinii prof. Piotra Jaroszyńskiego, emocje Słowian wschodnich są jak rosyjski akordeonista, który mało harmoszki nie rozerwie, podczas gdy nasze emocje są jak muzyka Chopina, dotykająca najgłębszych strun duszy, ale jednak opanowana do najmniejszej nutki).

A zatem incipiam:

Przyjmijmy (w ramach logicznego zabiegu zwanego reductio ad absurdum), przyjmijmy powiadam, że Rosja rzeczywiście jest „egzystencjalnym zagrożeniem”, zaś znerwicowany Putin przebiera palcami po klawiaturze z przyciskami bomb atomowych skierowanych na Polskę, a redakcję „Gazety Polskiej” w szczególności, że rosyjscy drwale rąbią przecinki dla czołgów na wysokości Gołdapi (słynny „przesmyk suwalski”), zaś minister Szojgu gromadzi czołgi na Krymie, by z niego wyprowadzić atak na Białystok (poczciwcy częściej sięgający po gazetę red. Sakiewicza, niż po atlas Europy, nie mają do takiej wizji rozwoju wypadków najmniejszych zastrzeżeń).

W dodatku jak wiadomo Rosja jest nienasycona i graniczy z tym, z kim chce, w trzy dni dojdzie do Warszawy, mimo, że od dwóch lat nie może odepchnąć dzielnych mołojców od Mariampola. Rosja ma wszędzie swoich agentów…  i to oni zapewne zasiadają w kijowskim rządzie, w dodatku udając przywiezioną w teczce amerykańską agenturę (to zapewne Rosjanie wywieźli ukraińskie rezerwy złota oraz tzw. skarb Scytów do Ameryki, to oni będą prywatyzować pod czujnym okiem Balcerowicza – podobnie jak Rosjanie są obecnie w Polsce właścicielami mediów, banków i resztek zlikwidowanego przemysłu).

Co w takiej sytuacji należałoby czynić, jak się bronić? Otóż wg przeważającej dziś w Polsce communis opinio doctorum, najlepszym rozwiązaniem jest burzenie sowieckich pomników i zastępowanie ich rzeźbą sowieckiego sołdata-gwałciciela, demonstracyjne nazywanie Putina „chujłem”, niedopuszczenie, żeby jakieś Noczny Wołki złożyły kwiaty pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza w stolicy, nawoływanie do sankcji przeciw Rosji (które wprawdzie uderzają wyłącznie w polskich rolników, ale liczą się chęci ) oraz … o mały włos zapomniałbym, szpica w Szczecinie, PolUkrLitBrig w Lublinie oraz rotacyjna obecność US Army w Polsce.

Do tego F-16 i zakupione w Izraelu drony … patrolujące pustynię Negew. Koniecznie też trzeba szkolić i dozbrajać banderowców, którzy w starciu z regularną armią rosyjską sa równie skuteczni i bohaterscy jak w walkach z AK, ale już do „filtracji” separatystów, zwłaszcza tych w wieku przedszkolnym, nadadzą się jak mało kto.

Obowiązkowe jest też podbijanie bębenka o tym, co Rosjanie mogą nam zrobić (zajmą w trzy dni, obsypią Iskanderami, obrzucą atomówkami … przy takim crescendo trzeba co chwila wracać na początek i znowuż da capo al fine).

W Ewangelii św. Łukasza ( Łk 14. 31-32 ) czytamy:

Który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Nie nasza wojna z Rosją, do której bezustannie popychają nas jacyś szatani, poukrywani za maskami rzekomych przyjaciół, demokratów, liberałów różni się od tej w przypowieści jeszcze większą dysproporcją sił. A nawet jeśli Amerykanie mieliby zwyciężyć Putina, który uprzedził ich w zajęciu Krymu, to żadnemu z Polaków nie byłoby dane już tego dożyć.

Może więc w kwestii wojny z Rosją zamiast ekspertów o chazarskich rysach posłuchać się raz św. Łukasza ewangelisty? Może zamiast eskalować napięcie zacząć je de-eskalować? Może przywitanie kilkudziesięciu rosyjskich motocyklistów po polskiej stronie granicy ciepłym posiłkiem i dobrym słowem nie naraziłoby 40-milionowego państwa i 60-milionowego narodu (licząc z Polonią), do tego członka UE i NATO, na niebezpieczeństwo anihilacji?

Być może skutkiem ocieplania się relacji polsko-rosyjskich spadłaby sprzedaż „Gazety Polskiej”, ale skoro jej redaktorzy uważają, że nie tylko polskiego rolnika, ale i rodaka na Kresach można poświęcić dla wyższych celów, to czyż nie warto poświęcić jednej redakcji na ołtarzu zgody między narodami?

I jeszcze przykład z ostatniej chwili:

„Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz potwierdził, że delegacja z Polski nie weźmie udziału w obchodach Dnia Zwycięstwa, zaplanowanych na 9 maja w Rosji. Jak ustaliła „Codzienna”, na podobny krok zdecydowały się również władze Czech i Słowacji. Bojkot uroczystości w Moskwie zapowiedziała także Litwa”.

Pokazaliśmy Ruskim, gdzie raki zimują, prawda? To nic, że w Moskwie będą delegacje USA, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii. Oni, jak to dziady, pewnie muszą, ale my poniżać się nie będziemy. I tak jak kiedyś komuna zakazywała śpiewać o czerwonych makach na Monte Cassino, tak teraz przypominanie o wywieszeniu polskiej flagi na Bramie Branderburskiej 2-maja 1945 roku nie jest już pewnie mile widziane.

Będziemy za to świętować w gronie litewskich szaulisów, łotewskich weteranów SS oraz na marszu SS Galizien we Lwowie … co niewątpliwie spotka się z uznaniem i późniejszym wykorzystaniem Światowego Kongresu Żydów i agendy izraelskiego rządu do zuchwałych wyłudzeń pod wdzięczną nazwą HEART.

http://macgregor.neon24.pl