z:http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3757

michalkiewiczStanisław Michalkiewicz

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    7 października 2016

Wreszcie trzecie pokolenie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej złapało wiatr w żagle, a ściślej – pozyskało sobie mięcho armatnie, przy pomocy którego będzie mogło otworzyć sobie kolejny okres dobrego fartu.

Pierwszy okres dobrego fartu pierwsze pokolenie wspomnianej wspólnoty miało w latach 40-tych. Wspomina o tym Janusz Szpotański w „Towarzyszu Szmaciaku”: „W Urzędzie dają broń i władzę, a wkoło kraj, jak Zachód dziki!” Wprawdzie „broń i władzę” polskojęzycznym rozbójniczakom wydawały Żydy, których Stalin przysłał do naszego nieszczęśliwego kraju, by tresowały tubylców do komunizmu, ale cóż; nie ma rzeczy doskonałych.

Ani doskonałych, ani trwałych. Bo kiedy Sowieciarze upodobali sobie w Arabach, dla Żydów skończył się okres dobrego fartu, od czego zaraz stracili smak do tego całego socjalizmu i w ogóle – cudnego raju i zaczęli kombinować, jakby tu się z niego wydostać na szeroki świat. To pragnienie wyszło naprzeciw marzeniom polskojęzycznych rozbójniczaków, by się spod żydowskiej kurateli wyzwolić i „stare rodziny” mafijne zakładać już na własną rękę. Tedy „towarzysz Wiesław” poradził „syjonistom” by udali się „do Syjamu”, zaś hałasy, jakie z tego powodu powstały w socjalistycznym internacjonale uciszyła sama Golda Meir, zwracając uwagę, że towarzysz Wiesław umożliwił Żydom opuszczenie cudnego raju, a pod jakim pretekstem – to nieważne, bo przecież jakiś musiał znaleźć. Tedy rozbójniczaki zaczęły kombinować na własną rękę; napożyczały pieniędzy u lichwiarzy, najwyraźniej w nadziei, że Sowieciarze rozpętają zwycięską wojnę i długów nie trzeba będzie spłacać.

Stało się jednak inaczej; wojna nie wybuchła, więc wszystko się skawaliło i nawet tubylcy, którzy do socjalizmu zaczęli już nabierać smaku, na widok takiej spektakularnej klapy zaczęli się buntować, aż trzeba było ich poskramiać przy pomocy niezwyciężonej armii. Wprawdzie rozbójniczaki zmusiły ludność tubylczą, by znowu na nich tyrała, ale – powiedzmy sobie szczerze – profity z tego były niewielkie. Tak się jednak złożyło, że i Sowieciarze poszli po rozum do głowy i zamiast upierać się przy rozsypującym się porządku jałtańskim, zaproponowali Amerykanom wspólne ustanowienie nowej Jałty w nadziei, że tego nowego porządku nie trzeba będzie przed nikim bronić, bo nikt nie będzie go atakował. Ale – jak pisał Lenin – żeby zrobić krok naprzód, czasami trzeba najpierw uczynić dwa kroki wstecz. I tak się stało. Sowieciarze musieli poświęcić większość zdobyczy Stalina i wycofać swoje imperium z Europy Środkowej, co rozbójniczaków z tak zwanych „bratnich krajów” (bo – jak mówi poeta – „każdy kraj ma Gestapo”) postawiło w obliczu konieczności przygotowania się do transformacji ustrojowej. Wiadomo było bowiem, że ustrój, jakiego świat nie widział, po wycofaniu Sowieciarzy nie przetrwa ani dnia dłużej. W nowym zaś ustroju będzie się liczył stan posiadania, który trzeba zawczasu zgromadzić – oczywiście przy pomocy rozkradania „wspólnego” majątku państwowego, jako, że inny, wskutek budowania komunizmu, zasadniczo nie istniał.

Transformacja ustrojowa, w ramach której rozbójniczaki, kierowane przez RAZWIEDUPR, zaoferowały tubylcom kierowaną demokrację w zamian za uwłaszczenie na państwowym majątku, zapoczątkowała drugi okres dobrego fartu. Dzięki rabunkowi państwowego majątku, rozbójniczaki położyły fundamenty pod wiele starych rodzin i w ten sposób pojawiło się trzecie pokolenie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, te wszystkie panny Nowackie, te wszystkie Zandbergi i tym podobne.

Atoli właśnie przed nim spiętrzyły się trudności, bo ludność tubylcza zaczęła kapować, że zachłystując się kierowaną demokracją, dała się wydymać, niczym ów stryjek, co to zamienił siekierkę na kijek. Rozbójniczaki nie wiedziały, jakby tu ponownie zmusić tubylców do tyrania tym bardziej, że na domiar złego, pan prezes Jarosław Kaczyński, któremu z rozdania przy okrągłym stole przypadło emploi płomiennego szermierza patriotycznej tradycji, pierwszy wpadł na pomysł politycznego wykorzystania nostalgii za Edwardem Gierkiem i zainicjował program rozdawnictwa, to znaczy – przekupywania tubylców ich własnymi pieniędzmi.

Wskutek tego rozbójniczakom zajrzała w oczy groźba Wielkiego Postu, więc postanowili zniszczyć znienawidzonego Kaczora nawet za cenę kolejnego rozbioru naszego nieszczęśliwego kraju. W tym celu RAZWIEDUPR dokonał totalnej mobilizacji agentury, organizując ją jak nie w Nowoczesne, to w rozmaite KOD-y – ale nadal nie było sposobu, by do wojny wciągnąć tubylców w charakterze mięsa armatniego. Nadęty pan prezes Rzepliński na żaden detonator się nie nadawał, podobnie jak cała reszta groteskowych przebierańców czy to z Trybunału, czy z niezawisłych sądów – aż tu nagle w sukurs przyszła stara, poczciwa aborcja.

To właśnie wokół niej udało się gdzie indziej zmobilizować proletariat zastępczy w postaci „kobiet”. Rzecz w tym, że tradycyjny proletariat w postaci pracowników najemnych, jeśli jeszcze daje się nabierać na rozdawnictwo, to na „rewolucję” już nie. To zaś stawia rozbójniczaków w obliczu konieczności znalezienia proletariatu zastępczego, który można by rzucić do walki w charakterze mięsa armatniego.

Sodomici to za mało, ale od czego u diabła są „kobiety”? Kobieta, wszystko jedno; bogata, czy biedna, kobietą być nie przestanie, więc trzeba tylko jej wmówić, iż jest oprymowana przez „męskie szowinistyczne świnie”, które dybią na jej „waginę” i „macicę”. W tej sytuacji żarty się kończą, bo „waginy”, a zwłaszcza „macicy” trzeba bronić, jak niepodległości, zwłaszcza przed „reżymem”, bo w innych okolicznościach przyrody wolno, a nawet trzeba rozkładać nogi już na pierwszy znak.

A ponieważ reżym właśnie zamarkował intencję zaszpuntowania i „wagin” i „macic”, RAZWIEDUPR postanowił spróbować z „kobietami”. W tym celu konfidenci, również ci, którzy jeszcze samego znali Stalina, zostali zadaniowani na okoliczność wsparcia powszechnego strajku „kobiet”, które w obronie „wagin” i „macic” nie tylko powstrzymają się od pracy, ale również – od obdarzania „partnerów” słodyczą swojej płci.

Kiedy piszę te słowa, nie wiadomo jeszcze, jakie ta akcja przybierze rozmiary, ale już po stronie „reżymu” dały się zauważyć wahania. Oto nie tylko princesse autoritaire, czyli pani Marta Kaczyńska opowiedziała się przeciwko penetracji „wagin” i „macic” przy pomocy nieubłaganego palca, ale również ze strony przywódców duchowych zaczęły napływać sygnały, że nie życzą sobie „karania kobiet” za aborcję. Skoro nie karać, to znaczy, że to nie naprawdę, tylko – tak sobie, żeby było ładniej. Ta ustępliwość „reżymu” oraz jego sojuszników” może tylko zachęcić RAZWIEDUPR i posłusznych jego rozkazom rozbójniczaków do przełamania frontu właśnie na tym odcinku – co zresztą odpowiada w całej rozciągłości obecnej strategii rewolucji komunistycznej. W każdym razie rozbójniczaki znalazły sobie wreszcie mięcho armatnie.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Share on Facebook