z:      http://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/9606-tylko-u-nas-grzegorz-braun-bezprawie-i-niesprawiedliwosc

 Grzegorz Braun

fot: FB fot: FB

A jednak przykro patrzeć na niegdysiejszych represjonowanych i sekowanych, prześladowanych jeszcze za PRL i wyszydzanych za III RP, którzy dziś z taką łatwością sięgają po analogiczne narzędzia represji i wykluczenia. Jeszcze przedwczoraj sami brani za cel kampanii zniesławień i nienawiści, dziś bez skrupułów posługują się środkami masowej dezinformacji.

Dawniejsze ofiary cenzury, manipulacji i przemilczenia, teraz bez najmniejszej żenady, jako swoje najlepsze prawo egzekwują możliwość zawłaszczania sceny i monopolizowania przekazu. Jako oczywistość traktując własny monopol – w najlepsze korzystają z dysproporcjonalnej przewagi, jaką daje im kontrola dostępu do „środków publicznych”, wymiernych zarówno w gotówce, jak i rozmaitych innych walorach decydujących o pozycji w hierarchii dziobania na rynku politycznym i medialnym.

Repertuaru możliwości nie wyczerpują niestety prasowe i telewizyjne nagonki, połajanki czy też zamilczanie na śmierć przeciwników politycznych, bo przecież w niektórych przypadkach sięga się także po policyjną i sądową sankcję.

Nikt się tu zatem nie spieszy, by odwoływać decyzje, uchylać prawa i unieważniać wyroki zapadłe jeszcze za poprzedniego reżimu. I to zarówno w wymiarze powszechnie obowiązującego prawa, jak i w przypadkach indywidualnych – nowy rząd zdeklarowanych patriotów z dobrodziejstwem inwentarza przejął schedę po rządach jawnych zdrajców i zaprzańców. Nie ma jakoś mowy o unieważnieniu słynnej ustawy 1066, legalizującej działanie u nas obcych służb z bronią w ręku. A na dokładkę dołożono nam ustawę pozwalającą na legalizację użycia ostrej amunicji przez obce armie na polskim terytorium. Że nie nastręcza to większych rozterek czołowym politykom nowego układu, to jakoś przynajmniej zrozumiałe – jeśli „żoliborska grupa rekonstrukcji historycznej sanacji” działa z inwestytury amerykańskiej, to musi w lot zgadywać życzenia faktycznego suzerena. Ale mimo wszystko zadziwia zgodna w tej sprawie aprobata większości opiniotwórczych ośrodków i osobistości obozu patriotycznego.

Skoro więc instalowanie obcych wojsk i tolerowanie samowolki obcych służb na terytorium Rzeczypospolitej, przy jednoczesnym upartym utrzymywaniu stanu powszechnego rozbrojenia Polaków da się przedstawiać jako strategiczny sukces i przejaw patriotycznej dbałości o bezpieczeństwo państwa, to bez trudu można każdy głos krytyki przypisać działaniu „ruskiej agentury” albo sklasyfikować jako kliniczną aberrację. Otulina propagandowa działa – paradoksalnie zarówno od strony „Gazety Wyborczej”, jak i „Gazety Polskiej” władza liczyć może na pełną aprobatę i zgodne utrzymywanie ciszy w eterze, kiedy wykonywane są kolejne kroki na ścieżce prowadzącej do utraty suwerenności na własne życzenie. Kartel medialny III/IV RP na co dzień stwarzający całkiem udatnie pozory zaangażowanej dociekliwości i skrajnej polaryzacji opinii, od czasu do czasu potrafi przejawić niesłychaną jedność i samodyscyplinę, nie zadając żadnych kłopotliwych pytań, kiedy akurat naprawdę by się to przydało. W mediach głównego ścieku nie ma więc jakoś chętnych, by się dowiedzieć np., co naprawdę mówił prezydent Duda do przedstawicieli organizacji żydowskich w Nowym Jorku ani jakie właściwie sprawy wymagały ostatnio tak bezprecedensowych „konsultacji międzyrządowych” z udziałem premier Szydło i czołówki ministrów jej gabinetu najpierw w Tel Awiwie, a zaraz po tygodniu w Londynie? Cokolwiek się tam naprawdę dokonuje, to dokonuje się w doskonałej próżni medialnej, przy zgodnej, milczącej aprobacie wszystkich etatowych „niezależnych” i „niepokornych”.

Skoro zatem „poważne” redakcje nie zaprzątają uwagi swych odbiorców sprawami tak ewidentnie podpadającymi pod kategorię „wagi państwowej” czy „dobra publicznego”, to tym bardziej nie poświęcą miejsca w druku czy czasu antenowego sprawom może mniej oczywistym i nie tak spektakularnym, a jednak dobitnie zaświadczającym stan państwa. Państwa, w którym prawo jest na usługach silniejszego, a sprawiedliwość jest przywilejem uznaniowo reglamentowanym przez rządzących. Sądowe i więzienne przypadki: Mateusza Piskorskiego i Zygmunta Miernika, i Piotra Rybaka, których bynajmniej nie podkreślam tu wspólnym mianownikiem ani też z rozmaitych względów nie zamierzam podawać jako budujących przykładów ad usum delphini, wystawiają obecnemu układowi władzy świadectwo jednoznacznie negatywne. A przecież w każdej z tych spraw o prawo i sprawiedliwość (sic!) upominają się zaledwie odizolowane grupy wsparcia, skutecznie marginalizowane w przekazie z Woronicza i z Wiertniczej, pospołu z Czerskiej i z Nowogrodzkiej.

Każdy z tych przypadków jest w jakimś sensie precedensowy, każdy przybliża nas do ustanowienia niepisanego, pozakodeksowego prawa „zwyczajowego”, któremu podlegać ma nasze życie publiczne. Piskorski siedzi w areszcie już ponad pół roku, a nie słychać jakoś o skonkretyzowaniu stawianego mu zarzutu „szpiegostwa”, wiadomo tylko, że przypisuje mu się „prorosyjskość”, notabene praktykowaną jawnie i ostentacyjnie. Jak długo jeszcze ma czekać na uczciwy proces? Miernik od kwartału odsiaduje karę 10 miesięcy więzienia za ciśnięcie tortem, po kolejnym postanowieniu sądu dbającego o bezkarność peerelowskich sowieciarzy. Jak długo ma czekać na ułaskawienie, za którym przemawiają wszelkie względy, poza ma się rozumieć, kategorycznym imperatywem absolutnej bezkarności i nieusuwalności postpeerelowskich sędziów? Rybak skazany został właśnie na 10 miesięcy więzienia za spalenie kukły, którą sąd w myśl prasowych podpowiedzi uparł się nazywać „kukłą żyda”. Przy okazji w mowie prokuratora pojawiła się nowa kategoria nieprawomyślnego działania – „ksenofobiczne wypowiedzi”, a wyrokujący sędzia z układu wrocławskiego wpisał happening Rybaka w tradycje „polskiego antysemityzmu”. Czy na „antysemityzm”, „ksenofobię” i „prorosyjskość” znajdą się już wprost stosowne paragrafy w ramach przygotowywanej „dobrej zmiany” kodeksu karnego? Czy za niezgłoszone na czas do urzędu wojewódzkiego wrzucenia do rzeki marzanny o niezatwierdzonym przez jakieś ministerstwo kształcie należy się spodziewać odsiadki?

I jeszcze jeden, całkiem osobny przypadek – zdjęcie sankcji karnej nałożonej na trójkę weteranów akcji w Państwowej Komisji Wyborczej w listopadzie 2014 r. Rafał Mossakowski, Zenon Nowak i Grzegorz Senatorski zostali ostatecznie ułaskawieni przez prezydenta RP, o czym poinformowani zostali w żenujących i dodatkowo urągających powadze wymiaru sprawiedliwości okolicznościach. Chodzi o to, że prezydent, ułaskawiając, a więc uwalniając od kary, ale nie doprowadzając do uniewinnienia np. przez wniesienie kasacji, tym samym przypieczętował i potwierdził prawomocność wyroków ferowanych wcześniej przez postpeerelowski wymiar niesprawiedliwości. To wyraźny znak, że łajdacy, przestępcy i żyranci „zbrodniarzy w togach” mogą się czuć bezpiecznie – za cenę lojalności wobec nowych mocodawców. Inne działanie niewątpliwie stanowiłoby zbyt daleko idące naruszenie niepisanego kodeksu III/IV RP, którego naczelna zasada brzmi: „My nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych” (copyright Stanisław Michalkiewicz).

Oczywiście w każdym z ww. przypadków nie brak protekcjonalnych, pełnych wyższości i zdystansowania pouczeń ze strony warszawskich salonów i kanap. Podobnie zresztą, jak nie brakowało ich dwa lata temu, kiedy jeszcze kilkanaścioro uczestników akcji na PKW rozwożono po policyjnych dołkach, wówczas luminarze „niezależnych mediów” jednym głosem z „GWiazdą Śmierci” odcinali się od „prowokacji” i potępiali „niedopuszczalny styl” działania. Teraz szczyty podłości osiągają niewątpliwie niegdysiejsi „szermierze wolnego słowa”, którym przytoczone przykłady dają asumpt do drwiny w nieśmiesznych quasi-kabaretowych lub agitacyjno-propagandowych programach telewizyjnych. Nie dziwota, że na straży jedynie słusznej linii stają odruchowo funkcjonariusze frontów ideologicznych, którzy jeszcze za PRL-u uczyli się w lot podchwytywać mądrości aktualnych etapów, ale jednak robi wrażenie, kiedy tę strategię salonowej dintojry i rytualnego odcinania się przyjmują za swoją młode pokolenia postpeerelowskich arywistów.

I tak z miesiąca na miesiąc i z tygodnia na tydzień przybywa ludzi związanych z aktualnym układem władzy nie tylko wspólnotą interesu, ale również wspólną aprobatą dla niegodziwości, które jedni popełniają, a drudzy legitymizują. Przybywa takich szermierzy „dobrej zmiany”, co prawdopodobnie nigdy nie wybaczą nam, którzy jesteśmy tego świadkami, jak dalece zdołali praktyką zaprzeczyć własnej retoryce. Jak bardzo potrafili się upodlić, w ferworze walki o wielkie słowa, o wolność i prawdę, bez większych skrupułów sprzeniewierzając się im przy pierwszym rozliczeniu miesięcznych strat i zysków z tytułu partycypacji w systemie realnej władzy. Im bardziej ewidentna będzie ich degrengolada, im bardziej oczywista utrata jakichkolwiek praw do ferowania moralnych wyroków w polskich sprawach, bo prawa sitwy i środowiskowej dintojry przyjęli za swoje, tym bardziej będą starali się zohydzić i unieważnić przekaz swoich adwersarzy. I choć ci ostatni nie zawsze będą ludźmi z jednej i na dodatek jeszcze naszej ulubionej bajki, to nie wolno pozostawiać ich własnemu losowi, na pastwę postpeerelowskiego wymiaru niesprawiedliwości. Dopóki pan Mateusz Piskorski bez wyroku siedzi przy Rakowieckiej, co niżej podpisany oświadcza z antypodów politycznych, a zarazem jako wnuk więźnia tego samego aresztu, notabene zresztą prawnika – otwieranie tam muzeum pamięci stalinowskiego bezprawia będzie tylko kolejnym aktem hipokryzji, która okazuje się istotą „dobrej zmiany”.

Komentarz ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa! Nowy numer już w środę w kioskach!