[Przypominam wyjątki z pracy Ks. Tadeusza Kiersztyna. KAPŁAN przed plutonem egzekucyjnym

Będą mi niedługo potrzebne przy omawianiu książki Michała Krajskiego (syna Stanisława) Spisek przeciwko Intronizacji.  Wszyscy katolicy zainteresowani „Przyjęciem”, Intronizacją – i losem Polski, powinni tę książkę kupić i starannie przestudiować. Mirosław Dakowski]

===========================

Kiersztyn

ks. Tadeusz Kiersztyn

Objawiona nienawiść do Jezusa Króla Polski
      Zmiana na stanowisku metropolity krakowskiego budziła we mnie nadzieję. Nowy Arcybiskup Krakowa, okryty sławą po zmarłym Janie Pawle II, zasiadając na swym tronie w Katedrze wawelskiej może uzna prawa Pana Jezusa do korony Polski? Początki nowych rządów metropolią krakowską były dość obiecujące. Przede wszystkim nastąpiła wymiana urzędników na najważniejszych stanowiskach w Kurii, a ksiądz Kardynał czynił wrażenie człowieka otwartego i życzliwego.

Poczynając od 2005 roku, udawały się do księdza kard. Stanisława Dziwisza delegacje w mojej sprawie i w sprawie zamknięcia procesu. W czasie tych spotkań nigdy nie padły z jego strony nieżyczliwe słowa, lecz tematu też nigdy nie podjął, ograniczając się do grzecznościowych gestów. Odczekawszy nieco aż po ingresie przeminie pierwszy natłok wydarzeń, udałem się 5.11.2005 r. do ks. abpa Stanisława Dziwisza na rozmowę, by przedstawić mu prośbę o kanoniczne uregulowanie mej sytuacji. Prośbę tę przedstawiłem również na piśmie, do którego dołączyłem szereg dokumentów obrazujących moje dotychczasowe starania i źródło dotychczasowych moich trudności. Otrzymałem ustne zapewnienie od ks. abpa S. Dziwisza, że odpowiedź w mej sprawie dostanę na piśmie. Gdy czas oczekiwania na nią przedłużał się, rozpocząłem starania o powtórne z nim spotkanie. Ks. Sekretarz indagowany dwukrotnie przeze mnie w lutym i w kwietniu 2006 roku za każdym razem polecał mi nadal czekać.
Jednakże czas mierzony wydarzeniami intronizacyjnymi biegł o wiele szybciej i nie pozwalał mi na bezczynność. Angażując się w te wydarzenia, coraz bardziej narażałem się środowiskom wrogim Jezusowi Królowi Polski.

Na przełomie kwietnia i maja 2006 roku odbyła się “burzliwa” dziewięciodniowa adoracja w Katedrze wawelskiej, uwieńczona Aktem intronizacyjnym Jezusa Króla Polski. Mnożyły się pielgrzymki intronizacyjne i różne akcje promujące Intronizację. Coraz częściej zapraszano mnie do różnych ośrodków w Polsce z prelekcjami na temat Intronizacji Jezusa Króla Polski, w tym dwukrotnie do Warszawy na spotkanie z parlamentarzystami. Podczas tych spotkań przekazywałem Boże wezwanie do uznania Pana Jezusa Królem Polski, co według objawień udzielonych Rozalii ma być warunkiem ocalenia naszego narodowego bytu. Po tych spotkaniach docierały do mnie różne odgłosy, bądź przychylności, bądź wrogości. Zdawałem sobie sprawę, że narastająca w Polsce fala żądań Intronizacji Jezusa na Króla Polski zmusza poszczególne osoby i całe środowiska, nie wyłączając ludzi Kościoła, do opowiedzenia się po którejś ze stron. Niestety z Kurii krakowskiej zaczęła sączyć się w mym kierunku narastająca wrogość. Na domiar złego okazało się, że najbliższy przyjaciel o. A. Żaka, który teraz piastuje w Rzymie jedno z najwyższych stanowisk w Towarzystwie Jezusowym, człowiek najbardziej wpływowy z krakowskich jezuitów, o. Bogusław Steczek, był mocno związany poprzez Rzym z obecnym Metropolitą, co nic dobrego nie wróżyło moim staraniom.
Ponadto kwestia Intronizacji pod koniec roku 2006 osiągnęła w Polsce stan wrzenia, gdy media ujawniły treść projektu poselskiej uchwały o nadanie Panu Jezusowi tytułu: Jezus Król Polski. Siły wrogie tej inicjatywie, odrzucające Jezusa Króla Polski, obecne także pośród hierarchii przystąpiły wprost do furialnego ataku na propagatorów i zwolenników Intronizacji. Zdawałem sobie sprawę, że siłą rzeczy znajdę się w samym centrum zmagań i represji, ale nie przypuszczałem, że okażą się one tak brutalne.
Dotychczas architekci obrony Polski przed Jezusem Królem pośród kościelnej hierarchii starali się ukryć swą postawę przed Narodem albo milcząc, albo udzielając wymijających odpowiedzi. Jednakże zostali zmuszeni do ujawnienia swych przekonań, gdy posłowie projektodawcy uchwały, nadającej Panu Jezusowi tytuł: Jezus Król Polski, zwrócili się z pisemną prośbą do Episkopatu o zajęcie w tej sprawie stanowiska. Ani przyzwolenie, ani zakaz bądź ze względów politycznych, bądź ze względów religijnych, nie wchodziły w grę. Zdecydowano się na trzecią możliwość, będącą klasycznym półśrodkiem: postanowiono zamknąć proces Rozalii na terenie Archidiecezji krakowskiej, jednocześnie zobowiązując posłów do zaniechania działań w sprawie powyższej uchwały. Pozwoliło im to na zachowanie twarzy, a jednocześnie, przynajmniej chwilowo, oddalić widmo uznania Jezusa Królem Polski. Prawdopodobnie w tych rachubach zamkniecie procesu było z dwojga złego mniejszym złem, gdyż w Rzymie dalszy proces Rozalii można zagrzebać na wiele, wiele lat. Tak więc od siedmiu lat zablokowany proces z racji – jak sadzę – politycznych, a nie religijnych ruszył z miejsca, ale bez oznak przychylności ze strony ks. kard. S. Dziwisza, co potwierdziły potem wszystkie okoliczności związane z zamknięciem procesu S.B. Rozalii Celakówny.

Egzekutorzy w akcji
      Pierwszą ciemną chmurą zapowiadającą burzę był list Kanclerza Kurii, ks. Piotra Majera, do prof. A. Flagi, napisany w imieniu Kardynała na dwa tygodnie przed zamknięciem procesu. W liście tym ks. Kanclerz “ni w pięć ni w dziewięć” kwestionował moją osobę, stwierdzał że Biuro Postulacji S.B. Rozalii działa w Szczyglicach nielegalnie, a także przypisywał środowiskom patriotyczno- narodowym, upominającym się o wyniesienie Rozalii na ołtarze oraz o Intronizację Jezusa na Króla Polski, motywy polityczne. Te trzy oskarżenia miotane przez Kurię krakowską niczym pociski miały zniszczyć naszą satysfakcję i przyszłe korzyści dla Intronizacji Jezusa Króla, płynące z faktu zamknięcia procesu Rozalii. Oczywiście na list skierowany do Ks. Kardynała, będący mimo wszystko próbą wyjaśnienia tych pomówień, pan prof. A. Flaga nie otrzymał odpowiedzi. W miarę jak zbliżał się termin zamknięcia procesu, gęstniała atmosfera sekretu i niepewności, co wydarzy się podczas jego zamknięcia. Wytworzyła się sytuacja bardzo niezręczna, bo z jednej strony Kuria traktowała Fundację i Postulację jak intruzów, a z drugiej strony, by proces był ważnie zamknięty musiała uznać ich umocowanie kanoniczne w procesie.
Nadszedł 17 kwietnia 2007 r., dzień zamknięcia procesu. Ponieważ sesja końcowa procesu została utajniona, na “salę obrad” przybyły osoby mające z urzędu obowiązek lub prawo do wzięcia udziału w jej przebiegu. Dlatego dla przedstawicieli Fundacji Serca Jezusa oraz Biura Postulacji zaskoczeniem było, że oprócz Członków Trybunału, na sesję przybyło kilku zaproszonych jezuitów. Spotkały się zatem połączone siły Kurii krakowskiej z jezuitami, by przeprowadzić zamknięcie procesu S.B. Rozalii Celakówny. Gdy wszystkim urzędowym formalnościom stało się zadość i gdy akta zamykające proces zostały opatrzone podpisami i pieczęciami, szybko wyjaśniła się tajemnicza obecność jezuitów. To właśnie im ksiądz Kardynał zlecił troskę o dalsze prowadzenie procesu Rozalii oraz dbałość – jak to sam nazwał – o czystość jej posłannictwa!

Przy okazji chciałbym zapoznać Państwa z bardzo ciekawym dokumentem z 1996 roku świadczącym o zadziwiającej metamorfozie podejścia jezuitów do sprawy procesu Rozalii.
Osoby reprezentujące Fundację i Biuro Postulacji wyszły z sesji końcowej procesu Rozalii pokonane, z poczuciem wielkiej krzywdy. Jednakże oścień nienawiści nie przeciw nim był wymierzony. W dwa dni potem “pluton egzekucyjny” został uzbrojony w niepodpisaną Informację na temat działalności ks. Tadeusza Kiersztyna i jakby pazernemu złu tego było mało, w drugiej części Informacji zamieszczono (jedyną zresztą) oficjalną wiadomość o zamknięciu procesu Rozalii. Postąpiono tak w tym celu, by błoto, którym mnie obrzucano, skapywało na Rózię, na jej proces i misję – zaprawdę diabelski pomysł, by zniechęcić ludzi do ogłoszenia Pana Jezusa Królem Polski: Treść tej informacji, bez uprzedniej rozmowy ze mną, bez powiadomienia mnie o niej i bez możliwości ustosunkowania się do stawianych mi zarzutów, jest przemyślaną próbą dokonania moralnego mordu na mojej osobie przez kurialny “pluton egzekucyjny”.
Powyższą informację Kuria krakowska udostępniła bezzwłocznie zorganizowanej przez p. Annę Krzyk grupie osób świeckich, by mogły ją upowszechnić z odpowiednim komentarzem we wszystkich środowiskach, z którymi do tej pory współpracowałem lub które mnie znały i ceniły. Od tych osób droga okrężną dowiedziałem się o rozsyłanej po Polsce informacji i o wyjątkowo perfidnym załączniku, który z ofiary czyni winowajcę, a z oprawcy dobrodzieja. Posłużono się zatem tą samą metodą, którą Kuria wcześniej przetestowała w zwalczaniu Fundacji, udoskonalając ją o tyle, że pod Informacją nie było już podpisu, by ewentualna odpowiedzialność za nią spadła na wielu, a zatem na nikogo!
Gdyby ten tekst pisał sam diabeł, to mógłby być z niego dumny, gdyż nie zawiera on ani jednego prawdziwego stwierdzenia, oprócz informacji o możliwości zakupu zdjęć.
Znajomy ksiądz mnie ostrzegał, że według Marii Valtorty w czasach ostatecznych na dziesięć osób siedem będzie Judaszami. Ponieważ trzon tej grupy utworzonej przez p. Annę Krzyk stanowią osoby, które przez dłuższy okres czasu podawały się za moich przyjaciół, w pewnym momencie przejętych przez jezuitów, potwierdza się moje przypuszczenie, że Ostatnia walka już nastała.
      Uderzenie to jakoś przeżyłem. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak odnieść się do informacji oficjalnym listem napisanym w dniu 3 maja 2007 r.

Na powyższy list odpowiedzi nie otrzymałem. W naszych czasach powstał zwyczaj, że do terrorysty faktycznego, czy urojonego strzela się bez uprzedzenia, a z postrzelonym się nie rozmawia, lecz szuka się sposobności, aby go dobić. Ponieważ w walce ze mną komando świeckie okazało się za mało skuteczne i za mało przebiegłe, znów padł rozkaz użycia w walce ze mną “broni” cięższego kalibru. Informację na temat mojej rzekomej działalności wydrukowało w nr 22/2007 Źródło – tygodnik rodzin katolickich, szczycący się tym, że broni życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
Niezwłocznie do akcji przystąpili także jezuici, propagując po Mszach św. w Bazylice Serca Jezusa i na czuwaniach nocnych Informację. “Zadbali” także o czystość misji Rozalii, głosząc wiernym konieczność przeprowadzenia Intronizacji Serca Jezusa zamiast Intronizacji Jezusa Króla.
Jak tu się bronić, gdy wilki zewsząd atakują? Napisałem list z prośbą o pomoc do wszystkich Kardynałów, Arcybiskupów i Biskupów Polskich, dołączając Informację i moją na nią odpowiedź. Odpisali mi tylko trzej hierarchowie.
Napisałem także w sprawie wydrukowanego w Źródle paszkwilu list na ręce Redaktora naczelnego dr inż. Adama Kisiela – czekam na odpowiedź.

Z pomocą przyszły mi organizacje narodowo-patriotyczne od dawna walczące o uznanie Pana Jezusa Królem Polski. Organizacje te wysłały piękny list do Kongregacji w Rzymie oraz wykazały moje zasługi w liście skierowanym do kard. S. Dziwisza, później wydrukowanym w Źródle nr 20/2007. ponadto z pomocą modlitewną przyszło mi wiele osób i organizacji z Polski i z zagranicy. Wszystkim tym organizacjom i osobom serdecznie dziękuję za podtrzymanie w mych rękach sztandaru Jezusa Króla Polski. Natomiast do Jego przeciwników apeluję w imię Boga: Opamiętajcie się!

ks. Tadeusz Kiersztyn
Szczyglice, dnia 9 czerwca 2007 r.

=====================

  1. Tadeusz Kiersztyn zginął pod kołami TIR-a 22 sierpnia 2012 roku

Tekst wzięty z   http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19680&Itemid=46