Justyna Socha

fot: JS fot: JS

Lekarz wymusił szczepienie u dziecka osłabionego po serii chorób, wskutek czego doświadczyło ciężkich powikłań poszczepiennych. Rodzice złożyli skargi do Ministerstwa Zdrowia i innych urzędów, ponieważ lekarz zignorował swój obowiązek i nie zgłosił niepożądanego odczynu poszczepiennego.

Skargi nie odniosły skutku, za to rodzice musieli zeznawać na policji, bo placówka medyczna… doniosła na nich do prokuratury za to, że odmówili szczepienia kolejnego dziecka w obawie przed powikłaniami. Absurdów jest więcej, ponieważ z inicjatywy przychodni rodzice otrzymali wezwanie do… Sądu Rodzinnego na sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Czy to zemsta za podjęcie kroków prawnych przeciwko lekarzowi za wystąpienie ciężkich powikłań poszczepiennych u ich poprzedniego dziecka? Przychodnia ponadto wyrzuciła obydwoje dzieci, odmawiając ich leczenia.

Rozmawiałam o tym z panią Iwoną, zdruzgotaną matką, której dziecko źle reagowało na szczepionki, a po ostatniej traciło przytomność, miało bezdechy i drgawki.

– Pani dziecko doświadczyło niepożądanych odczynów poszczepiennych i ciągle chorowało…

– Zaczęło się od wysypki. W styczniu 14 dni spędziliśmy w szpitalu, później przez cały rok co 1,5–2 miesięce córka brała antybiotyk. Zdarzały się miesiące, że wyciek z uszu trwał prawie bez przerwy przez miesiąc – już myśleliśmy, że przeszło, a tu nagle uszy zalane ropą. W takim stanie dziecko dostało trzecią dawkę szczepionki…

Nigdy nie wybaczę sobie, że zgodziłam się na to szczepienie! Przecież córka była przewlekle chora, ale natrętnie byliśmy pytani w przychodni o szczepienia zarówno przez pielęgniarkę, jak i lekarza. Przesuwałam szczepienia z uwagi na fakt chronicznych zachorowań, do tego zaszłam w ciążę i mój lekarz prowadzący odradzał szczepienie MMR ze względu na ryzyko zarażenia wirusem szczepionkowym. Uległam w sprawie trzeciej dawki szczepionki przeciw WZW B, bo za namową lekarki uwierzyłam, że wszystko będzie dobrze. Mówiła, że to trzecie szczepienie tą szczepionką, jest najbezpieczniejsze. Ba! Lekarka dawała sobie ręce uciąć za jej bezpieczeństwo.

– Jak córka zniosła to szczepienie wykonane pod presją i przymusem?

– Efektem szczepienia były ataki skoków gorączki, omdlenia i co najgorsze bezdechy… Na drugi lub trzeci dzień córka straciła przytomność, myśleliśmy, że się zakrztusiła, ale w takim przypadku pierwszym bezwarunkowym odruchem jest np. kaszel, a córka nam zemdlała… Drugi atak miała po niecałych trzech tygodniach (w piątek byliśmy u lekarza, w sobotę córka „odpłynęła”, miała bezdech, wysoką gorączkę). Trzeci w październiku. Kończyły się tak samo – temperatura spadała po lekach i okładach, córka wracała do nas, odespała i po 20 minutach jakby sytuacji nie było. Czwarty atak był w listopadzie – w tym przypadku znaleźliśmy się w szpitalu, ponieważ temperatura nie chciała spaść, bezdech i utrata przytomności były dłuższe oraz zaczęły sinieć rączki. Ostatni atak był w styczniu i zdarzył się podczas snu córki. Dobrze, że nie spaliśmy i usłyszeliśmy z pokoju obok dziwne dźwięki. Córka miała drgawki tak silne, że „skakała” po łóżku, ja pobiegłam po mokre i zimne ręczniki, a mąż wziął ją na ręce, jak ją uniósł, zesztywniała, miała szczękościsk i zaciśnięte oczka. Potem doszła czkawka. Co by było, gdybym zgodziła się na tak agresywną szczepionkę MMR?

– Co na to medycy?

– Po pobycie w szpitalu zaczęłam się doszukiwać, ponieważ nie dostałam żadnej odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje. W szpitalu lekarze odrzucili możliwość powiązania tego ze szczepionką – po raz kolejny usłyszałam, że jest najbezpieczniejsza wśród szczepionek. Jednakże w ulotce jest napisane, że wysokie gorączki są niepożądanym odczynem poszczepiennym oraz że mogą wystąpić bezdechy u wcześniaków. Moje dziecko nie jest wcześniakiem, ale bezdechy wystąpiły.

 

Pani Iwona zgłosiła niepożądany odczyn poszczepienny (NOP) u lekarza po pierwszej wizycie w szpitalu, lekarka zapisała to w dokumentacji, jednak nie zgłosiła go do sanepidu. Rodzice zgłosili działanie niepożądane do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, a na lekarza złożyli skargi do Izby Lekarskiej, Ministerstwa Zdrowia i sanepidu. Przypomnę, że takie zgłoszenia są niezwykle ważne dla bezpieczeństwa wszystkich dzieci, bo na ich podstawie są wycofywane wadliwe i niebezpieczne serie szczepionek, a nawet całe szczepionki.

– Jak zareagowała na skargi przychodnia? Urodziła pani kolejne dziecko.

– Dyrektor przychodni poinformował mnie, że nie zgadza się na zapisanie mojej drugiej córeczki, urodzonej w tym roku, do przychodniu. Mąż poszedł zapisać córkę do przychodni, ale nie pozwolono mu wypełnić deklaracji. Dyrektor powiedział, że nie zgadza się na zapisanie córki, ponieważ „jesteśmy problematyczni”, a pracownicy przychodni nie mają czasu na korespondowanie z sanepidem, a zmuszeni są przez nas to czynić. Mąż poprosił o odmowę na piśmie – oczywiście nie otrzymał jej, natomiast nasłuchał się, że jeśli będziemy szczepić córkę wg kalendarza, to oczywiście może ją zapisać. W innym przypadku nie ma takiej możliwości. Następnie przyszło pismo z przychodni, że starsza córka zostaje usunięta z listy pacjentów przychodni. Jako powód podano brak zaufania wobec lekarzy oraz brak zgody na szczepienia. Podnoszenie w przypadku pierwszej córki kwestii szczepień jest niedorzeczne, ponieważ ma ona odroczenie do końca roku, o czym przychodnia doskonale wie. Uznano nas za problematycznych i roszczeniowych.

– Zamiast przyznania, że lekarze i urzędnicy złamali prawo, to Pani została wezwana na policję. Z jakiego powodu?

– Kazano mi się tłumaczyć, dlaczego nie wyraziłam zgody na szczepienie mojej córeczki w szpitalu. Ale to nie koniec. Teraz odebrałam wezwanie na posiedzenie sądu rodzinnego o ograniczenie praw rodzicielskich…. Ma się odbyć 14 czerwca.

– To szokujące. Jak się Pani czuje w obliczu tej systemowej przemocy?

– Boję się, ale się nie poddam. Teraz czuję się jak we mgle, już nie wiem, co robić. Chyba będę musiała wyjechać z tego kraju. Czuję się jak w Matrixie. Sytuacja ta wzbudza podejrzenie w kwestii intencji władz! Upominałam się o zdrowie i dobro mojego dziecka, zadawałam pytania i ujawniałam wątpliwości. Zamiast wyjaśnienia sprawy i wyciągnięcia konsekwencji wobec winnych, zderzam się z urzędniczą machiną i jestem za to karana. Kiedy prawo sobie przeczy, a każdy interpretuje je według własnego widzimisię, zastanawiam się, jaki jest cel takich działań? Czy ktoś chce osiągnąć korzyści kosztem zdrowia naszych dzieci? W czyim interesie działają przedstawiciele urzędów?

Historia pani Iwony, nie pierwsza taka, ale ta, o której mówi się głośno, wywołała duże oburzenie i falę krytycznych komentarzy pod adresem odpowiedzialnych urzędów. – Rozwijający się w szybkim tempie totalitaryzm medyczny pod wodzą Ministra Zdrowia, zaprzągł służby mundurowe oraz organy ścigania do zastraszania i terroryzowania matek małych dzieci. Matek, które powodowane doświadczeniem lub obawami, uchylają się od zaszczepienia dziecka. Nazwiska z „listy opornych” trafiają już na biurka komendantów policji, prokuratorów, do sądów rodzinnych. (…) Taka jest zemsta totalitarnego systemu medycznego na niepokornych, nieposłusznych. W Polsce. Nie w jakimś kolonialnym kraju trzeciego świata. W Polsce, która pod względem korupcji w służbie zdrowia jest w niechlubnej czołówce krajów. Jak widać, mamy też swoje sukcesy w poszanowaniu praw człowieka, praw pacjenta. Na usługach totalitaryzmu medycznego jest już policja, prokuratura i sądy. Czy w Polsce jest jeszcze jakaś demokratyczna władza, która zachowała resztki zdrowego rozsądku? Rodzice mają czekać spokojnie na ochronę „prorodzinnego” państwa czy brać sprawy we własne ręce? – pyta na portalu społecznościowym Małgorzata Dźwikowska.
Ta sprawa pokazuje, że konieczna jest nasza solidarność, żeby obronić się przed totalitaryzmem medycznym. Nasze nadzieje, że ten rząd pochyli się nad problemami, były płonne. Poszkodowane rodziny są już znaczącą siłą, która musi pokazać, z jak dużym oporem społecznym będą musieli się zderzyć wyznawcy tego totalitaryzmu, jeśli nie zaprzestaną podobnych działań. Każdy, kto się na niego nie godzi, powinien wziąć udział w międzynarodowym proteście przeciw przymusowi szczepień, organizowanym przez Stowarzyszenie STOP NOP, który odbędzie się 3 czerwca w Warszawie i ruszy o godz. 12:00 spod siedziby Ministerstwa Zdrowia przy Miodowej 15 ulicami stolicy. Jest ryzyko, musi być wybór!

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/felietony/justyna-socha/item/4879-chca-odebrac-niemowle-za-niezaszczepienie-to-skutek-totalitarnej-polityki-ministra-zdrowia