Aldona Zaorska

fot: YouTube fot: YouTube

UB, a potem SB swoich szpicli wysyłało nie tylko na Watykan. Miało ich także wśród „zasłużonych działaczy polonijnych”. Dzięki otwarciu zbioru zastrzeżonego IPN przynajmniej część ich nazwisk stała się jawna. Oczywiście w Polsce większe zainteresowanie wzbudziły nazwiska znad Wisły niż znad Potomaku. Ale warto poznać i te drugie. Zwłaszcza gdy ich posiadacze pojawiają się w Warszawie w glorii polonijnych działaczy i zamorskich patriotów.

W USA i Kanadzie, gdzie Polonia była zawsze największa i najbardziej aktywna, ujawnia je dr Marek Ciesielczyk, już mocno znienawidzony za mówienie prawdy i zrywanie z niektórych twarzy patriotycznych masek. Dr Ciesielczyk podkreśla zresztą, że czyni to tyleż z chęci rozliczenia przeszłości i pokazania prawdy, ile z powodu teraźniejszości. Lewackiej hydrze nie udało się jeszcze odrąbać łba i wypalić pozostałości po nim, by nigdy nie odrósł, więc całkiem możliwe jest, że dawni polonijni TW nadal są szantażowani i muszą się włóczyć z KODziarzami oraz blokować zmiany w środowiskach polonijnych, by przynajmniej tam „było, tak jak było”. Dlatego prawda o Polonii ma dziś znaczenie identyczne jak prawda o „opozycji demokratycznej” w Polsce. Kim więc byli „patrioci” na usługach SB?

Zdzisław Petryka – działacz z Los Angeles. Oficjalnie występuje jako polonijny dziennikarz w Kalifornii w radiu Polska Fala Radiowa, jest redaktorem naczelny pisma „Wiadomości Polonijne”, działa w Domu Polskiego Seniora w Los Angeles. Ale to tylko jedna strona jego działalności. Jest i inna. Petryka to zgodnie z ankietą Tajnego Współpracownika TW „Zbysław”. Jako zdolny młody chemik w latach 50. wyjechał na stypendium, z tym że nie do Moskwy, a do Wielkiej Brytanii. Wtedy też zaczął donosić na środowisko emigracyjne w Londynie. Następnie wyemigrował do USA, gdzie 20 lat temu osiadł w Los Angeles. Poza dziennikarską działalnością, o której mowa wyżej, w ostatnich latach „Zbysław” zaangażował się w konflikt z miejscowym proboszczem. Jako TW donosił np. na Wolną Europę, na studiujących w Wielkiej Brytanii, co oczywiście narażało ich na bardzo wielkie niebezpieczeństwo. Wśród konkretnych osób, na które miał donosić, był także m.in. płk Kazimierz Iranek-Osmecki. Dr Ciesielczyk zwrócił też uwagę na inny aspekt zawodowej działalności Petryki. Otóż poza donosami na Polonię, „Zbysław” pracował w amerykańskim sektorze chemicznym, zajmując dość znaczące stanowiska. Nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że bezpieka z Warszawy przez cały ten czas miała go w ręku. Wystarczyło, żeby przesłała komu trzeba stosowne „kwity”, a Petryka byłby skończony zarówno wśród Polaków, jak i we własnym środowisku zawodowym. Mogło więc być i tak, że SB „poprosiła” go o donosy nie tylko na temat Polaków. Nie znaczy, że tak było, ale… trudno uwierzyć, żeby SB przepuściło taką okazję i takie osobowe źródło.

Waldemar Głodek jako absolwent SGPiS-u, czyli poprzedniczki SGH, zwanej często „wylęgarnią agentów”, oficjalnie pracował w biurze radcy handlowego w konsulacie PRL w Nowym Jorku, a następnie w Montrealu. W rzeczywistości był bardzo groźnym oficerem wywiadu wojskowego o pseudonimie Witeź. Jego zadaniem poza „normalnym szpiegowaniem”, było werbowanie agentów dla PRL-owskiego wywiadu w USA i Kanadzie w latach 70. i 80. Właśnie przeniesienie do Kanady było nagrodą za sukcesy w tej dziedzinie na „polu nowojorskim”. Zaczynając od pracy w takim samym biurze, doszedł do rangi konsula. Jego zadaniem było też werbowanie Polaków pracujących na wyższych uczelniach. Był bardzo skuteczny. I tak dobry, że jego akta ujawniono dopiero w 2008 r.

Prof. Adam Skorek jeszcze niedawno był Prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej w okręgu Quebek. Jeszcze w 2015 r. został odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. Jego ukrytą działalnością była współpraca z bezpieką, którą prowadził jako TW „Jarek”.

Urodził się w 1956 r. Ukończył studia na Politechnice Białostockiej, na Politechnice Warszawskiej zrobił doktorat. Ciekawszym aspektem jego działalności było wykładanie w Orańskim Instytucie Telekomunikacji w Algierii. Skorek jako TW „Jarek” składał donosy na temat polskich naukowców przebywających właśnie w owym Instytucie w Oranie w Algierii. Donosił też na pracowników naukowych Politechniki Białostockiej i tamtejszej Akademii Medycznej. Służby specjalne PRL-u wysoko oceniły go jako kandydata na TW, zwłaszcza że według nich „prezentował pozytywną postawę” wobec SB i akceptował potrzebę prowadzonych przez nią działań. To istotne, bo oznacza, że bezpieka nie musiała się specjalnie wysilać, by zwerbować Skorka i szantażować go np. zatrzymaniem paszportu. Skorek miał tyleż rozpracowywać Polaków za granicą, co sprawdzać, czy nie próbuje ich zwerbować obcy wywiad, bo i takie przypadki oczywiście bywały. W jego przypadku współpraca z bezpieką nastąpiła całkowicie dobrowolnie w 1985 r. Właśnie wtedy Skorek własnoręcznie napisał całe zobowiązanie do współpracy. Zobowiązał się w nim do udzielenia pomocy kontrwywiadowi PRL oraz do zachowania tego faktu w ścisłej tajemnicy. Bardzo szybko dostał konkretne zadania wywiadowcze do realizacji. Gdy wyjeżdżał na kontrakt do Algierii, SB udzieliło mu szczegółowych instrukcji, łącznie z tym jak ma się zachowywać i jak podpuszczać swoich rozmówców, krytykując PRL. Esbecy zwrócili uwagę Skorka na próby zbliżenia się do niego „agentów” innych państw. Skorek poinformował, że takie próby miały miejsce ze strony władz Algierii. Donosił na obywatela USA – pastora Bodlera i Francji – Morisa Laplace. Informacje te mogły być wykorzystane przez wywiad PRL do ich werbowania. Na tamtym kontrakcie Skorek pozostał w Algierii do 1987 r. Musiał być skuteczny, skoro SB odwdzięczyła mu się wyjątkowo luksusowym jak na owe czasy podarunkiem – przelewowym ekspresem do kawy. Z punktu widzenia bezpieki było zresztą za co, bo donosy, które w znacznych ilościach składał Skorek, były bardzo szczegółowe i „profesjonalne”. Co ciekawe – przekazanie materiałów na temat Skorka komukolwiek zastrzegł już… UOP. Innymi słowy, w „wolnej Polsce” UOP z jakiegoś powodu nadal był zainteresowany wykorzystaniem Skorka i nie życzył sobie, by ktoś mu grzebał w życiorysie. Musiał być ważną osobą (albo mieć wpływy w IPN-ie), bo klauzulę tajności z jego teczek zdjęto dopiero w maju 2017 r. Na wszelki wypadek Skorek wysłał do dr. Ciesielczyka maila, w którym napisał mu, że zastrzega sobie prawa autorskie do swojej własnej teczki ujawnionej ostatnio przez IPN.

Owszem, można uznać, że to historia, gdyby nie fakt, że po przyjeździe do Kanady Skorek był działaczem Kongresu Polonii Kanadyjskiej i w ogóle Polonii. Nie mamy też żadnej pewności, czy inne służby, np. rosyjskie, nie miały od bezpieki w Polsce dokumentów osób takich jak Skorek ani że nie wykorzystywały ich później do ich szantażowania i zmuszania do dalszej współpracy. Oczywiście nie znaczy to, że działacz polonijny i były TW „Jarek” – prof. Skorek był agentem innego wywiadu. Ale wykluczyć tego nie można, bowiem współpraca z bezpieką to nie jest praca w sklepie, którą można rzucić i o której można zapomnieć.

Małgorzata Pogorzelska-Bonikowska jest znana jako redaktor naczelna prawdopodobnie największego pisma polonijnego w Kanadzie „Gazeta” (Toronto). Urodziła się w 1958 r., studiowała anglistykę i przez pewien czas kształciła się w Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymała stypendium. Wyemigrowała do Kanady, gdzie w latach 90. została dziennikarzem polonijnej gazety i korespondentką TVP Polonia. Pracowała też dla polonijnych rozgłośni radiowych i działała w Polish-Jewish Heritage Foundation. W uznaniu jej zasług w 2005 r. została uhonorowana przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. Tyle oficjalna biografia. Ta do niedawna nieoficjalna jest trochę mniej cukierkowa.

Została pozyskana do współpracy z kontrwywiadem PRL-u jako jako TW SB „Maria”. Zaczęła wcześnie, bo jeszcze studiując anglistykę, a dzięki donosom mogła jeździć na stypendium. Z akt w IPN-u wynika, że została pozyskana na zasadzie dobrowolności, a wobec SB wyraziła pogląd, że pomoc naszej służbie [czyli SB – przyp. M.C.] jest jej patriotycznym i obywatelskim obowiązkiem. Donosiła kontrwywiadowi PRL np. na Jerzego Rubachę – kierownika zakładu Instytutu Języka Angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim oraz np. na doktoranta Piotra Sadowskiego z Instytutu Anglistyki, przekazując informacje z ich życia, tak szczegółowe, że nadawały się one do werbowania tych ludzi przez SB. Wycofała się z tej współpracy, ale nigdy się do niej nie przyznała, ukrywając ten fakt, zwłaszcza gdy rozpoczęła działalność medialną. Wydaje się, że od tamtej pory niewiele się zmieniła. Jeszcze w maju tego roku w artykule Polska bez Jarosława, zamieszczonym w „Gazecie” pisała o Jarosławie Kaczyńskim nienawidzącym świata i poszukującym wrogów oraz o szkodach, jakie niesie to dla Polski, a także o tym, że lepiej, by było gdyby Jarosław Kaczyński „odszedł”.

Aleksander Pruszyński to dziennikarz, wydawca polonijny w Kanadzie.

Urodził się w 1934 r. Mieszkał w USA i w Holandii, gdzie jego ojciec był dyplomatą. Był redaktorem naczelnym pisma „Słowo Solidarność”, w 1982 r. zaczął wydawać „Express Polski”, do tej pory jest korespondentem „Gońca” – dużej polonijnej gazety ukazującej się w Toronto. Jak wielu innych działaczy, ma za sobą też mniej pozytywną przeszłość. W 1959 r. został zwerbowany do współpracy z SB jako TW SB „Rawicz”. Zgodził się donosić dobrowolnie. Okazał się wyjątkowym współpracowanikiem, bo donosił m.in. na swojego rodzonego brata Stanisława Pruszyńskiego, który zbiegł z Polski w 1955 r. Donosił też na amerykańskich studentów, którzy przebywali w Polsce, np. na Edwarda Govana, którego komunistyczne służby podejrzewały o działalność szpiegowską na terytorium PRL albo na korespondenta „The New Jork Times” – dziennikarza amerykańskiego Rozenbauma. Esbecy zanotowali, że przekonywał ich, iż bardzo chętnie będzie z nimi współpracował, bo jest po stronie socjalizmu i gdyby mu pozwolono dokonać swobodnego wyboru, to on zawsze wybierze system socjalistyczny. Dla „równowagi” suchej nitki nie zostawiał na londyńskiej emigracji. Esbecy uznali, że szczególnie przydatny będzie do operacji prowadzonych przeciwko cudzoziemcom, gdyż miał dużo znajomych wśród pracowników ambasad w Warszawie, a także był znajomym architekta nadzorującego… budowę gmachu ambasady USA w Warszawie. Taki TW był dla bezpieki prawdziwym skarbem. Nic dziwnego, że był przez SB kilka razy nagradzany. Ale i to nie wszystko. Pruszyński w sierpniu i grudniu 1965 r. został przyjęty na audiencji przez kard. Stefana Wyszyńskiego. Treść rozmów z Prymasem Tysiąclecia natychmiast przekazał SB. Pomagał esbekom rozpracowywać ludzi podejrzanych o współpracę z obcymi wywiadami, np. Włocha Piera Poli. Donosił też na konsula USA w Poznaniu – Scandlana. Dla takich osób działalność TW „Rawicza” mogła się bardzo źle skończyć. SB bardzo wysoko ceniła „Rawicza” a chciała go wykorzystywać jeszcze bardziej, co potwierdzają notatki esbeków. Wniosek o zaniechanie współpracy z TW „Rawiczem” jego oficer prowadzący złożył 5 lutego 1969 r., ponieważ otoczenie Pruszyńskiego zaczęło podejrzewać, że jest on szpiclem. TW „Rawiczem” bezpieka interesowała się aż do grudnia 1977 r. Co ciekawe, nie tylko ona. W 1984 r. w jednym z tajnych pism SB informowało WSW o tym, że Pruszyński był współpracownikiem SB. Takie dokumenty krążyły pomiędzy obiema tymi służbami nawet wtedy gdy TW „Rawicz” wyjechał już do USA.

Tadeusz Bociański – prezes Klubu Kultury im. Heleny Modrzejewskiej w Los Angeles, jako KO SB „Jork” donosił m.in. na Andrzeja Ołdakowskiego, Tadeusza Bugaja oraz uczestników spotkań w sali parafialnej kościoła polskiego w Los Angeles.

W gronie esbeckich szpicli jest też obecny (od 2016 r.) ambasador Polski w Niemczech Andrzej Przyłębski. Sam w TVP przyznał się, że w latach 1979–1980 był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Wolfgang”. Aby wyjechać za granicę, donosił na własnego kuzyna. Mówiono, że stanowisko ambasadora zapewnił mu fakt, że jego żona Julia Przyłębska (z domu Żmudzińska) od 2015 r. jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Jak więc widać, pewne rzeczy są niezmienne, niezależnie od tego, kto rządzi. Pytanie, czy tak powinno być, że istnieją „źli TW, związani układem PO” i „dobrzy TW, związani z PiS-em”, pozostaje otwarte.

Źródła:

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4946-wazny-glos-rodakow-z-usa-agentura-wsrod-polonii