Aldona Zaorska

fot: YouTube fot: YouTube

Opanowana przez lewactwo Europa, rozleniwiona, dążąca jedynie do życia pozbawionego jakichkolwiek zasad, jest zbyt słaba, żeby się przeciwstawić islamistom. Angela Merkel oczywiście o tym wie, ale proponowanie Niemcom, by wrócili do śpiewania kolęd, to za mało. Dziś Europa potrzebuje Boga. Nie ma innego wyjścia – albo się nawróci do Boga, albo zginie. Przy wydatnej pomocy Niemców. Znowu.

Imigrantów trzeba wspierać, ale i od nich wymagać, czego w ostatnich latach brakowało. W Niemczech społeczeństwo multikulti zupełnie się nie sprawdziło.

W palestyńskich obozach dla uchodźców w Libanie są tysiące, tysiące ludzi i jeśli powiesz im: „przyjedźcie tutaj” i „możecie tu przyjechać z Afryki”, to nie damy sobie rady.

Szanowny Czytelniku, czy wiesz, kto to powiedział? To słowa… Angeli Merkel. Ciekawe, prawda? Pierwsza wypowiedź pochodzi z października 2010. Druga to słowa, które kanclerz Niemiec wypowiedziała do 14-letniej Palestynki 16 lipca 2015 r. Zgodnie z oficjalnym medialnym przekazem dziewczynka wraz z rodziną od czterech lat przebywała w Niemczech, gdzie przeniosła się z obozu dla uchodźców w Libanie. Jej rodzina dostała zgodę tylko na pobyt czasowy, więc ojciec rodziny – z zawodu spawacz – nie mógł podjąć pracy. Dziewczynka w ciągu czteroletniego pobytu w ośrodku dla uchodźców w Niemczech biegle wyuczyła się niemieckiego i angielskiego oraz uczyła się szwedzkiego. Z perspektywy czasu można powiedzieć – modelowy przykład podawany przez lewacką propagandę – biedna, ale zdolna i pracowita, marząca o tym, by żyć i pracować w Niemczech. Jednak Angela była wówczas bezwzględna i chociaż płaczącą dziewczynkę przytuliła, powiedziała wprost: – Niektórzy będą musieli wrócić do swoich krajów.

W internecie natychmiast powstał – co za niespodzianka – szyderczy hasztag (cały czas mówimy o 2015 r.) – #Merkelstreichelt („Merkel głaszcze”), służący atakowaniu kanclerz (co może rzucać ciekawe światło na praktykę „spontanicznych” hasztagów, jakie powstały ostatnio w ramach walki z rządem PiS).

Na kanclerz Niemiec posypały się gromy w postaci zarzutów o bezduszność, brak wyczucia, sztywność, brak współczucia i takie tam. TVN donosił, że wstrząśnięci łzami dziewczynki niemieccy politycy zaczęli żądać od Angeli zmiany polityki azylowej, i podkreślił, że zmiany prawa imigracyjnego od dawna domagają się niemieckie kręgi biznesowe. Wkrótce potem Palestynka zniknęła. Według nielicznych doniesień dostała zgodę na prawo pobytu do… 2017 r., ale w tym roku słuch o niej zaginął. Jakoś żadne z mediów rozwodzących się nad biednym dziewczątkiem nie zainteresowało się, czy nauczyła się szwedzkiego, zdała na studia, a jej ojciec znalazł pracę w zawodzie. Może dlatego, że cel został osiągnięty.

Angela zmienia zdanie

Po tej rozmowie i fali zmasowanego ataku Angela Merkel… zmieniła zdanie. Już 31 sierpnia 2015 r. zapowiedziała: – Wir schaffen das, czyli „Damy radę”. Wszystkie media natychmiast zinterpretowały te słowa jako zaproszenie dla uchodźców i zapewnienie, że nie tylko Niemcy, ale i cała Unia Europejska zapewnią schronienie wszystkim, który uciekają przed wojną. Od suchego stwierdzenia, że niektórzy azylanci będą musieli opuścić Niemcy, do zaproszenia kogo popadnie w granice Unii upłynęło zaledwie dwa tygodnie. Tyle wystarczyło, by kanclerz Niemiec – przedstawiana jako czołowy europejski polityk – podjęła najgłupszą decyzję od czasu powierzenia przez Niemcy władzy Adolfowi Hitlerowi. Decyzję, co trzeba podkreślić, z nikim niekonsultowaną. Parlament Europejski nie przegłosował otwarcia granic Unii dla „uchodźców”. Angela wygłosiła swoją kwestię bez żadnych konsultacji z przywódcami państw należących do Unii Europejskiej. Europę potraktowała jak swoją własność – coś w rodzaju niemieckiego Generalnego Gubernatorstwa, w którym może ustanowić swoich gubernatorów i którym może swobodnie rozporządzać. Rzecz równie oburzająca – poza Węgrami nie zareagowali na tę niemiecką butę żadni politycy, na czele z wysługującym się Niemcom rządem stworzonym przez Platformę Obywatelską w Polsce. Efekt słów Merkel jednak był.

Operacja „zalew Europy”

Natychmiast pojawili się „imigranci” – tysiące ludzi. Nikt wówczas nie zwrócił uwagi, że to także musiała być po prostu perfekcyjnie zorganizowana operacja logistyczna. Tysiące młodych, silnych, dobrze odżywionych mężczyzn wsiadło do łódek, motorowych pontonów i przepłynęło Morze Śródziemne, a następnie zwartymi kolumnami, zaopatrzeni w mapki ze szlakami komunikacyjnymi ruszyło na północ. Nikogo nie zastanowiło wówczas, jak to możliwe. Zamiast tego lewackie media zaczęły na wyścigi zapewniać, że przybywają kobiety i dzieci, a jeśli chodzi o mężczyzn, to: inżynierowie, lekarze, nauczyciele, w najgorszym przypadku – wykwalifikowani robotnicy (zwykle budowlańcy). Nieliczne reportaże pokazujące rozpacz mieszkańców nadmorskich miejscowości w Grecji czy Włoszech, którzy jako pierwsi stykali się z „imigrantami”, były natychmiast krytykowane. Informacje o gwałtach, rabunkach i kradzieżach, jakich dopuszczali się „imigranci” – ukrywane. Zamiast tego pokazywano „bezdusznych Węgrów”, którzy nie chcieli mieć u siebie „imigrantów”, i wynoszono pod niebiosa Niemców, a w szczególności młode niemieckie lewaczki z transparentami „Serdecznie witamy” i kanapkami czekające na dworcach na specjalne pociągi z „uchodźcami”. Co prawda, rzeczone kanapki były przez „biednych imigrantów” wyrzucane jako niesmaczne, a miejsca zakwaterowania o standardzie niższym niż pięciogwiazdkowe hotele odrzucane jako niegodne warunki, ale i o tym nikt nie mówił. A przede wszystkim – nikt nie zastanawiał się, co sprawiło, że Angela Merkel zmieniła zdanie. Tylko idiota uwierzy, że zrobiła to, bo przemyślała przykrość, jaką sprawiła palestyńskiej dziewczynce. Polityka to nie jest miejsce dla dobrych cioć, a Angela Merkel udowodniła już nieraz, że potrafi być wręcz bezczelna, czego dowodem jej relacje z Rosją i budowa Nord Stream z ewidentnym pogwałceniem zasad obowiązujących w Unii Europejskiej. Dlatego pytanie, co sprawiło, że Merkel w zaledwie dwa tygodnie nie tylko zmieniła zdanie, ale de facto – przyłożyła rękę do mordu popełnianego właśnie na Europie, jest jak najbardziej zasadne. Pytanie, czy ktoś ma na Angelę „haka” i po prostu zmusił ją do takiej, a nie innej decyzji, też nie padło. A powinno.

Mętna przeszłość pani kanclerz

Tak się bowiem składa, że Angela Merkel ma dość mętną przeszłość. Nie od dziś brzmią mocne głosy, że zjednoczenie Niemiec było taką samą fałszywką jak okrągły stół w Polsce. To znaczy owszem – propagandowo to Niemcy Zachodnie przejęły Niemcy Wschodnie, tyle tylko że w rzeczywistości całe obalenie berlińskiego muru genialnie rozegrała STASI, wstawiając gdzie się dało swoich ludzi. Albo ludzi, na których posiadła „haki”. I tu dochodzimy właśnie do osoby Angeli Merkel. Chociaż urodziła się w Niemczech Zachodnich, już kilka miesięcy po jej przyjściu na świat (1954) jej rodzina przeniosła się do NRD. Oficjalna wersja głosi, że stało się tak, bo jej ojciec, pastor, w NRD objął parafię. Muru berlińskiego wtedy jeszcze nie było, ale trudno uwierzyć, by STASI, z całą swoją obsesją na punkcie szpiegów, nie przyjrzała się ojcu Angeli. W każdym razie – Angela dorastała w NRD. I w NRD rozpoczęła karierę polityczną.

W dodatku w 2013 r. wyszło na jaw, że młoda Angela była wręcz zafascynowana komunizmem i nie miała nic przeciwko temu ustrojowi. Podczas pracy w enerdowskiej Akademii Nauk była w 1981 r. sekretarzem socjalistycznej organizacji młodzieżowej Free German Youth (FDJ) ds. agitacji i propagandy, ponadto zasiadała w zarządzie ówczesnych związków zawodowych. Komunistycznych, bo Solidarności w NRD nie było. Opowiadała się wówczas za istnieniem NRD z „demokratycznym socjalizmem” jako panującym w nim ustrojem. Ale i to nie wszystko. Angela Merkel uczestniczyła w sprawie fizyka Roberta Havemanna, wobec którego tajne służby pod koniec lat 70. zastosowały areszt domowy. W prowadzeniu akcji pomagali najprawdopodobniej tajni współpracownicy STASI i aktywiści FDJ, czyli ugrupowania, w którym obecna kanclerz „sekretarzowała”. W archiwach znaleziono zdjęcia osób, które prowadziły tę obserwację, a na jednym z nich bez trudu rozpoznano Angelę Merkel. Sama kanclerz na tę publikację zareagowała bardzo nerwowo – oświadczyła, że na miejscu była przypadkiem, w „sprawach prywatnych” i… zakazała publikacji tego zdjęcia. Oczywiście można założyć, że Angela pojawiła się na zdjęciu przypadkowo. Tyle tylko że biorąc pod uwagę jej przeszłość polityczną, równie dobrze można założyć, że nie była tam prywatnie i nie jako aktywistka partyjna. Równie dobrze mogła być tam jako tajny współpracownik STASI. Nie łudźmy się, że tylko bezpieka w Polsce miała swoich TW „Bolków”. STASI – jeszcze bardziej niebezpieczna i jeszcze bardziej bezwzględna, miała swoich ludzi wszędzie. I wcale niewykluczone, że zafascynowana „nowoczesnym komunizmem” Angela Merkel była jednym z nich. Warto pamiętać, że Angeli polityczną karierę ułatwiła protekcja m.in. szefa Przełomu Demokratycznego Wolfganga Schnura czy Lothara de Maizière z CDU-Wschód, ostatniego szefa enerdowskiego rządu. Obaj są zarejestrowani jako TW STASI, a w niemieckojęzycznych mediach pojawiają się czasem komentarze, że i sama Angela podjęła współpracę jako TW „Erica”. Sama zainteresowana oczywiście stanowczo zaprzecza, ale już fakt, że zabroniła publikowania zdjęcia wskazującego na taką możliwość, jest mocno podejrzany.

Jeśli tak – jeśli Angela Merkel rzeczywiście była TW, to są ludzie, którzy o tym wiedzą i którzy mają na to dowody. Znacznie poważniejsze niż to utajnione zdjęcie. Takie dowody nigdy nie giną. Takiej współpracy nigdy się nie zrywa. Wyobraźmy sobie przez chwilę, że mogą one doprowadzić świat do prawdy o „zjednoczeniu” Niemiec – do tego, że był to jeden wielki przekręt, który służył temu, żeby NRD wydrenowała gospodarczo RFN, ale we władzach zjednoczonych Niemiec obsadziła swoich ludzi, dbając, by nie było tam zbyt dużych „rozliczeń” – zarówno hitlerowskiej przeszłości, jak i tej z czasów komunizmu. To byłyby materiały o znacznie większej wadze niż przeszłość Lecha TW „Bolka” Wałęsy, bo przecież symbolem upadku komuny stało się zjednoczenie Niemiec. Upadek tej legendy byłby dla świata szokiem, a Niemcom groziłby destabilizacją. Chyba że zajmie się ich mieszkańców innymi problemami. I Angela Merkel – niczym marionetka pociągnięta za sznurki – to właśnie zrobiła. Można powiedzieć – wypełniła dziejową misję Niemców – zagwarantowała Europie kolejny dramat – tym razem przyprowadzając hordy terrorystów i morderców przedstawianych jako ofiary wojny.

Morderstwo Europy

Dziś nikt przy zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości – decyzja Angeli Merkel była morderstwem dla Europy. Polityk, która nie miała złudzeń co do fiaska polityki multikulti, w ostatnich latach uparcie przekonuje świat, że ta polityka jest koniecznością. Tymczasem od czasu jej stwierdzenia „damy radę” coraz wyraźniej widać, że Europa nie daje rady. Terroryzm – zjawisko przez dziesięciolecia w tym regionie świata absolutnie nieznane – jest dziś codziennością. Lewackie media robią, co mogą, by przekonać odbiorców, że strzały na koncercie, rozjeżdżanie ludzi samochodami, atakowanie nożami klientów kawiarni to tylko incydenty niemające związku z napływem „uchodźców”. Tymczasem efekty otwarcia drzwi z 31 sierpnia Niemki odczuły na własnej skórze już 31 grudnia, kiedy w Kolonii doszło do masowego molestowania seksualnego i paru gwałtów. Od tamtej pory regularnie pojawiają się doniesienia o gwałtach popełnianych przez „imigrantów”, w krajach, które przyjęły ich najwięcej, albo tam, gdzie przez ostatnie lata uparcie wdrażano politykę multikulti. Sztandarowym przykładem jest niegdyś bogata i bezpieczna Szwecja – dziś kraj, w którym są dzielnice, gdzie nawet policjanci boją się wejść, a ilość przestępstw szeroko rozumianego molestowania seksualnego wzrosła w 2016 r. o… 1000 proc. Aby jakoś ratować sytuację, szwedzkie media unikają podawania informacji o kolejnych przestępstwach, a jeśli już muszą to zrobić, to pomijają pochodzenie sprawców. Podobnie jest w Belgii, Francji czy właśnie w Niemczech.

Ale nie tylko o stricte fizyczną eksterminację mieszkańców państw Unii chodzi. Jest jeszcze jeden aspekt, starannie pomijany przez całe lewactwo. Otóż Europa zostanie zamordowana… demografią. Już dziś na Zachodzie najpopularniejszym imieniem nadawanym nowo narodzonym chłopcom jest Mohammed. W Niemczech – jeszcze w 2015 r. był najniższy przyrost naturalny na świecie, ale już w 2016 r. kraj ten odnotował najwyższy przyrost naturalny od 33 lat. Oczywiście – wśród imigrantów. Jeśli statystyczna Niemka rodzi w ciągu życia średnio 1,43 dzieci, to imigrantka – czy to świeżo przybyła, czy już zasiedziała – 1,9 dzieci. Niemieckie rodziny mają więc po jednym dziecku, imigranckie – co najmniej po dwoje. W Niemczech, Belgii, Francji, Szwecji, Danii, Holandii już istnieją całe muzułmańskie enklawy, rządzące się swoimi prawami, obecnie uzupełniane przez nowych przybyszy. Podobno to ci nowi „radykalizują” tych starych, co jest oczywiście kolejnym kłamstwem. Gdyby chociażby 2,5 mln mniejszości tureckiej od 50 lat żyjącej w Niemczech zintegrowało się ze społeczeństwem niemieckim, nie dałoby się zradykalizować. Islamskie mniejszości w krajach „starej” Unii hołubione i ochraniane poprawnością polityczną nie zamierzają się integrować. Zresztą po co mają to robić, skoro tamtejsze rządy zdają się przedkładać prawo szariatu nad prawo obowiązujące w tych krajach.

Tak było np. w Szwecji, gdzie sąd uznał za legalną pedofilię. Chodziło o 12-letnią Syryjkę, jeszcze w ojczyźnie wydaną za mąż za kuzyna. Po przybyciu do Szwecji jej małżeństwo zostało przez sąd uznane za… legalne. Sędzia uznał, że przyczyny religijne i kulturowe są wystarczające, by uznać za zgodny z prawem związek dziecka z dojrzałym mężczyzną. Teraz szwedzki pedofil musi tylko wyjechać do Syrii, tam kupić sobie dziecko na żonę a po powrocie do domu oświadczyć, że przeszedł na islam. W islamie bowiem pedofilia jest akceptowalna, a w skrajnych kręgach wręcz… pożądana. Wszak Mahomet pojął ukochaną Aiszę za żonę, gdy ta miała sześć lat a związek skonsumował, gdy osiągnęła dziewięć lat (on sam miał 59). Dla muzułmanów Mahomet stanowi wzór każdego postępowania w życiu. Owszem – większość ucieka od faktu jego skłonności, ale jednocześnie za ich nazwanie po imieniu można zostać skróconym o głowę, i nie brakuje fanatyków gotowych go naśladować także w kwestii małżeństwa. Tym bardziej że mają wsparcie islamskich duchownych.

Ci wcale nie ukrywają, że nie zamierzają w żaden sposób nawoływać do integracji. Przeciwnie – radykalny islam stał się dla środowisk muzułmańskich spoiwem, chroniącym je przed integracją i w efekcie – utratą własnej tożsamości. To nic nowego. Religia zawsze spajała bliskowschodnie społeczności, czy to z kręgów arabskich czy żydowskich, tyle tylko że nigdy nie było to tak niebezpieczne jak teraz.

My chcemy Boga

Po drugiej stronie barykady staje zlaicyzowana, ogłupiała od politycznej poprawności Europa, gardząca swoimi chrześcijańskimi korzeniami. Stalin, patrząc na nią z czeluści piekła, może czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Idioci w rodzaju Junckera, Timmermansa czy Schulza znakomicie realizują jego ideologię walki z chrześcijaństwem i państwami narodowymi. Przecież projekt rządu światowego (gorąco przez tę trójkę wspierany) to nic innego, jak powrót do pomysłu powierzenia rządów nad światem Kominternowi. Dzisiejsze pomysły lewaków ściślejszej integracji to nic innego jak nowa wersja komunistycznego hasła „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. I oczywiście efekty będą równie tragiczne jak w przypadku wprowadzenia tego hasła w Rosji. Albo jeszcze gorsze. Opanowana przez lewactwo Europa, rozleniwiona, dążąca jedynie do życia pozbawionego jakichkolwiek zasad, jest zbyt słaba, żeby się przeciwstawić islamistom. Angela Merkel oczywiście o tym wie, ale proponowanie Niemcom, by wrócili do śpiewania kolęd, to za mało. Dziś Europa potrzebuje czegoś więcej. A mówiąc wprost – albo się nawróci do Boga, powróci do swoich chrześcijańskich korzeni, albo zginie. Przy wydatnej pomocy Niemców. Znowu.

Tekst  wzięty  z  https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/12680-europa-potrzebuje-boga-nie-ma-innego-wyjscia-albo-sie-nawroci-do-boga-albo-zginie-przy-wydatnej-pomocy-niemcow-znowu

613 total views, 2 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)