Marian Miszalski

Zapowiedź Warszawy utworzenia strefy „Międzymorza” nie mogła nie wywołać reakcji Berlina.

Projekt „Międzymorza” jest bowiem ciosem w niemiecką politykę europejską, budującą przy pomocy Unii Europejskiej IV Rzeszę, w której krajom Europy Środkowo-Wschodniej pozostawiono rolę już tylko „gospodarki uzupełniającej” gospodarkę niemiecką, wedle starego niemieckiego pomysłu „Mitteleuropy” sprzed I wojny światowej
. Dopóki projekt „Międzymorza” pozostawał w sferze polityki  hipotetycznej – Berlin reagował „miękko”. Gdy jednak, podczas wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie, projekt ten przedstawiony został oficjalnie jako element polskiej polityki zagranicznej, zyskując poparcie amerykańskiego prezydenta – Berlin bezzwłocznie przystąpił do zasadniczego ataku.

Zwołana w trybie nagłym Komisja Europejska postawiła Polsce ultimatum: zmiana ustawodawstwa w Polsce – albo sankcje ekonomiczne.

Żądanie „zmiany ustawodawstwa w Polsce” (dotyczącego reformy sądownictwa) to, oczywiście, tylko grubymi nićmi szyty p r e t e k s t. Nie jest to dziedzina podległa jakiejkolwiek kompetencji Komisji Europejskiej. W istocie mamy do czynienia z niemiecką prowokacją polityczną, dokonywaną rękami Komisji Europejskiej, celem obalenia rządu Beaty Szydło i zastąpienia go rządem Platformy Obywatelskiej, postrzeganej powszechnie w Polsce jako polityczna ekspozytura „stronnictwa pruskiego”. O Donaldzie Tusku mówi się już w Polsce: „Polityk niemiecki polskiego pochodzenia”. Si non e vero…

A że nałożenie sankcji gospodarczych na Polskę możliwe jest tylko przy jednomyślności pozostałych członków UE – a Węgry zapowiedziały już, że do niemieckiego chóru nie dołączą… – w kołach berlińskich zrodził się pomysł, by sankcjami zagrozić jednocześnie i Polsce, i Węgrom (zblokowane głosowanie względem obydwu tych krajów), co wyeliminowałoby Węgry jako uczestnika głosowania, czyniąc  je, wraz z Polską, obiektem tego politycznego  szantażu. Głęboko zaplanowane…

Jest oczywiste, że zagraniczny, berliński szantaż – via służebna wobec Berlina Komisja Europejska – obliczony jest także na ekscytowanie totalniackiej, ulicznej opozycji w Polsce do coraz bardziej ostrych burd, awantur i starć ulicznych, mających charakter przygotowań do „majdanu”, przećwiczonego już jako metoda obalania władzy przez zagraniczne służby tajne w innych krajach. Współfinansowanie tych burd i prowokacji przez słynnego na cały świat „filantropa” i utrzymywane przez niego fundacje pokazuje i potwierdza, że w politycznej walce z Warszawą i Budapesztem –Berlin ma sojusznika w żydowskim lobby politycznym. Jest oczywiste, że zagraniczny, berliński szantaż – via służebna wobec Berlina Komisja Europejska – obliczony jest także na ekscytowanie totalniackiej, ulicznej opozycji w Polsce do coraz bardziej ostrych burd, awantur i starć ulicznych, mających charakter przygotowań do „majdanu”, przećwiczonego już jako metoda obalania władzy przez zagraniczne służby tajne w innych krajach. Współfinansowanie tych burd i prowokacji przez słynnego na cały świat „filantropa” i utrzymywane przez niego fundacje pokazuje i potwierdza, że w politycznej walce z Warszawą i Budapesztem –Berlin ma sojusznika w żydowskim lobby politycznym.
Ono właśnie w Polsce stanowi istotny element, prawie trzon  totalniackiej , ulicznej „opozycji” wobec rządu Beaty Szydło i realizowanych wreszcie  przez PiS niezbędnych reform państwa.

Po roku 1989 sądownictwo stało się w Polsce jednym z najsilniejszych bastionów oporu przeciw demokratycznym reformom państwa i gruntowaniu praworządności, bastionem „spodstolnego” układu. Właśnie tam, w schyłkowych latach 80-ych,komunistyczne Wojskowe Służby Informacyjne i Służba Bezpieczeństwa lokowały swą agenturę, szacowaną na ok.10 procent całego sędziowskiego środowiska. Miała to być owa „klapa bezpieczeństwa”, gwarantująca komunistycznej nomenklaturze nie tylko bezkarność za PRL-owska przeszłość, ale i komfort uwłaszczania się z majątku narodowego „w majestacie prawa”. Agentura ta objęła kluczowe stanowiska w sądownictwie, które – w ciągu minionych lat – w ogóle nie zostało zlustrowane!
„Sądownictwo oczyści się samo” – tak brzmiała ukuta przy „okrągłym stole” teza propagandowa, a zarazem dyrektywa obowiązująca aż do wczoraj. Ze skutkiem  fatalnym: sądownictwo postrzegane jest powszechnie (70 procent obywateli) jako „wymiar niesprawiedliwości”… Sądownictwo stało się samodzielna siłą  p o l i t y c z n ą, na usługach beneficjentów „okrągłego stołu” , poza jakąkolwiek kontrolą demokratycznych instytucji III RP, niewiele mającą wspólnego z „niezawisłością sędziowską”.

Właśnie rząd Beaty Szydło zakwestionował ów  status postkomunistycznego wymiaru sprawiedliwości jako siły politycznej, stawiającej się  p o n a d  wszelką obywatelską kontrolą i uznającej się za suwerena, ważniejszego od Narodu. Przygotowane przez PiS trzy reformy sądownictwa miały uczynić wreszcie z „trzeciej władzy” – władzę także podległą (jak parlament i rząd)  kontroli suwerennego Narodu.

Nieoczekiwanie impet  PiS-owskich reform wygasił prezydent Andrzej Duda, wetując dwie spośród trzech reformatorskich  ustaw. Jego argumenty nie brzmią przekonywująco: rzekoma sprzeczność niektórych zapisów tych ustaw z Konstytucją jest  wątpliwa. Poza tym: prezydent nie skierował tych ustaw do Trybunału Konstytucyjnego, by zbadał ich zgodność z Konstytucją – ale od razu je zawetował … Dlaczego? Nie wyjaśnił  – ale stało się to po tajemniczej, 45 -minutowej rozmowie telefonicznej z kanclerz Angelą Merkel, podczas której – jak ujawnił rzecznik prasowy rządu niemieckiego (nie: polskiego!) – rozmawiano „o praworządności w Polsce”. Dobrze poinformowana prasa niemiecka nazwała nawet  tę rozmowę „interwencją” kanclerz Angeli Merkel!

Wiele, nazbyt wiele zatem wskazuje, że tym razem (po nieudanym puczu grudniowym)mamy do czynienia z zaplanowaną, staranniej zorganizowaną operacją niemiecką wobec państwa polskiego, z instrumentalnym użyciem zarówno Komisji Europejskiej, a zwłaszcza „niemieckich owczarków” , Timmermansa i Junckera, jak i niemieckiej agentury działającej w Polsce, przy wsparciu żydowskiego lobby politycznego ( podburzanie młodzieży, jednoczenie rozproszonych środowisk bezpieczniaków PRL-owskich).  Od dawna – zauważmy przy okazji –  niemiecka polityka historyczna (więc propaganda) próbuje przerzucić na Polskę odpowiedzialność za holocaust, by wybielić  Niemców („polskie obozy koncentracyjne”) a  żydowska polityka historyczna wspomaga tę niemiecką propagandę licząc na wyłudzenie od Polski  pieniędzy.

Wydaje się, że niemiecka kampania  przeciw  Polsce  celem uniemożliwienia realizacji projektu „Międzymorza” (bo to jest, sądzę, główna przyczyna tego bezprecedensowego ataku) zakłada  dwa warianty natarcia. Pierwszy – to „mocne uderzenie” już we wrześniu:  sankcje Komisji Europejskiej w Brukseli  i równoległa próba zorganizowania „drugiego majdanu” w Warszawie (plus zamieszki w innych miastach Polski). Drugi – to  przewlekanie anarchizującego  „stanu gorączkowego” , aby dać czas  „stronnictwu pruskiemu” (Platforma Obywatelska) i totalniackiej   opozycji  na utworzenie wspólnego „jednolitego frontu obrońców demokracji i praworządności” przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi. Nie po to, aby je wygrać – gdyż nawet zblokowane siły „ulicy i zagranicy”, tej współczesnej Targowicy –  mają niewielkie szanse na demokratyczne wyborcze zwycięstwo, ale po to, by urządzić ów majdan –  „pucz poprawiony” –  tuż przed wyborami.

Warto też chyba zauważyć, że dotychczasowa taktyka rządu Beaty Szydło i PiS niebywale łagodnego traktowania totalniackiej opozycji, nawołującej wprost do obalenia demokratycznie wybranego rządu siłą ulicznego terroru, burd i awantur, kozackiego „majdanu” właśnie – wymaga również „dobrej zmiany”. Większej stanowczości. Także dlatego, że dzisiejsi wrogowie Polski postanowili najwyraźniej zrealizować swój cel – obalenia rządu zjednoczonej prawicy i przywrócenia władzy „stronnictwu pruskiemu” – bez względu na to, co ten rząd robi. Chyba, że wywiesi białą flagę i podda Polskę niemieckiej koncepcji urządzania Europy, wespół ze strategicznym partnerem Berlina – Moskwą, o którym to strategicznym partnerstwie ani na chwilę nie wolno Polakom zapominać. Koncepcja „Międzymorza” godzi nie tylko w interesy IV Rzeszy, ale i Rosji.

Marian Miszalski

 

Tekst  wzięty  z  http://marianmiszalski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=552&Itemid=1

854 total views, 1 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)