[ O istocie problemu jaki ma Europa, słów kilka.     J.B.  ]

Zygmunt Zieliński

 

Wczoraj (19 VIII 2017) w programie w tyle wizji Stanisław Janecki powiedział coś, co bywa pomijane w „miarodajnych” ocenach tego, co przeżywa dziś zachodnia Europa, a kiedy nawet o tym się mówi, to tylko półgębkiem. Sekwencją takiego strusiego zachowania jest reakcja mocno cenzurowanych i „poprawnych” mediów, zwłaszcza niemieckich przemilczających ataki terrorystyczne lub mylnie relacjonujących o ich charakterze.

Po to głównie, by okłamywać społeczeństwo, wmawiając mu, że nie chodzi o terroryzm, ale zwyczajne wybryki. U nas inaczej to ujęli panowie Sierakowski i Migalski, o tyle inaczej, że o ile na Zachodzie chodzi o celowe okłamywanie opinii publicznej, to u nas, jak zwykle, o lansowanie siebie za wszelką cenę, nawet jeśli jest nią adekwatna do ich wypowiedzi ocena umysłowości jej autorów. Dodajmy dość niska.

A co powiedział redaktor Janecki? Krótko ujmując jego wypowiedź, wyjaśnił on genezę i naturę inwazji świata muzułmańskiego na ongiś chrześcijańską Europę. Po prostu świat pozbawiony „Księgi”, czyli prawdy objawionej, czyli Boga, jest terenem „niczyim”, przedmiotem misji. Jakiej? Oczywiście w myśl podstawowej prawdy islamu jest nią niesienie Boga. Powszechne zdziwienie budzi zawołanie terrorystów w momencie dokonywania aktów terroru: Allahu Akbar. Oznacza to: Bój jest największy. Oczywiście jest w tym jakieś potworne, rzec by można, nawet bluźnierstwo, ale muzułmanin wierzący – nie bojownik w imię sprawy, której sam często nie rozumie – za bluźnierstwo uważa odrzucenie Boga, naigrawanie się z Niego, stawianie siebie w Jego miejsce, czyli współczesne bałwochwalstwo. Można więc zrozumieć, co wcale nie znaczy zaakceptować, wezwanie Boga w momencie popełniania zbrodni subiektywnie rozumianej jako stawanie w obronie Boga. Ale przecież każde zabijanie jest zbrodnią, a zabijanie niewinnego człowieka, którego się nawet nie zna, zbrodnią szczególnie odrażającą.

O zwalczaniu terroryzmu mówi się aż nadto wiele. Lansuje się rozmaite sposoby, m.in. pojawiają się coraz częściej propozycje przywrócenia kary śmierci za akty terroru. Wydaje się, że ani tak bezwzględna retorsja, ani inne sposoby nie okażą się skuteczne. Istota rzeczy bowiem tkwi gdzie indziej. Nawet nie w bezmyślnym wchłanianiu przez niektóre państwa tzw. uchodźców – dziś już wiadomo, że takowymi przeważnie oni nie są – choć to oni stanowią materiał kolonizacyjny Europy, który w swoim czasie zgłosi swe pretensje do dominacji w niej, co równać się będzie panowaniu islamu. Część Europy współdziała w samozagładzie, dlatego pozwala się kolonizować przez zupełnie obce kulturowo i tradycyjnie ludy. Dlatego rozwija rozkładową moralnie i społecznie doktrynę gender, a co więcej chce ją narzucić społeczeństwom w swej masie jeszcze zdrowym. Dlatego dąży do stworzenia superpaństwa, które w imię wolności, tolerancji, jakichś bliżej nie określonych wartości chce kraje europejskie zglajchszaltować, czyli dokonać tego, co do końca nie powiodło się Hitlerowi. Urawniłowka, to było zresztą hasło wszystkich systemów nieludzkich, m. in., bolszewizmu. Nie można bowiem zabić niczego, ani człowieka, ani idei, dopóki nie osiągnie się nad nimi absolutnej dominacji.

Tak więc miarodajne dziś czynniki w Europie kopią sobie, tzn. jej grób rozpasaniem i nie okiełznaniem wiązadeł moralnych i intelektualnych, totalnie wykoślawionych. Ale konanie może trwać długo, tak jak długo konał starożytny Rzym – jako cesarstwo dobity – o tym nie zapominajmy – przez islam. Obawa przed męką przedśmiertną jest jednak płonna. Europa właściwie już umarła, skoro wyrzekła swej tożsamości, a wiemy jaka to była tożsamość. Przeobrażenia świątyń chrześcijańskich w meczety, to jest signum zewnętrzne, choć wymowne. Towarzyszy mu wszakże już daleko posunięty proces adaptacji tubylców – lepiej tak nazwać ludność części Europy, bo jest to o wiele konkretniejsze – do warunków nakreślonych według szaleńczych zasad multikulti. A więc nie muzułmańscy przybysze będą się asymilować z europejskością, ale ta ostatnia musi im ustąpić. Ustąpić „ludowi Księgi”, powołującemu się na Boga. A na co może powołać się Europejczyk? Wszak swoją „Księgę” utracił, uczynił przedmiotem szyderstwa domorosłych „artystów”, sprzedał ją za bezcen marnych profitów, wstydzi się jej, potwierdza prawdę słów Psalmisty: „powiedział głupiec w sercu swoim: nie ma Boga”. Wiadomo, co dalej na ten temat pisał. Korupcja, obrzydliwość, rozkład. A więc wielka pustka, wyprzedaż tego, co pokolenia zbudowały. A co gorsza, być może z konieczności dywanik w meczecie. Kto by to pomyślał, kiedy raziła indoktrynacja komsomolska, zetempowska, kiedy siłą pompowano tzw. światopogląd naukowy? Zza Odry wtedy spoglądano na Zachód, jako na skarbnicę cywilizacji chrześcijańskiej. Trzeba było kilka pokoleń nadętych półgłówków, sklepikarzy idei i czyniących owe abominanda – okropności, o których pisze psalmista, żeby zburzyć Europę, która mimo wszystkich swych słabości była „domem zbudowanym na skale” – na tej biblijnej skale.

Oto, gdzie tkwi siła terroru i słabość ogarniętych strachem jego ofiar, pośród których są owi mieszkańcy Sodomy, niebacznej na „godzinę napomnienia”, gdyż odrzucili Boga, ale także ci Bogu ducha winni, uwiedzeni, czy też ogłuszeniem propagandą „Śmierci Boga”. Bóg jednak nie umarł, ale pozwala na wymarcie tych, którzy zamienili go na badziewie, nazywane przez nich wartościami europejskimi.

A jednak, mimo wszystko, nie milknie pytanie o Europę. Czy Bóg się nad nią zlituje, gdyż znalazło się tych kilku sprawiedliwych? Czy rośnie gdzieś jakieś nowe Jeruzalem? Europa wyrzuciła Krzyż na śmietnik i zaczyna montować Półksiężyc na wieżach kościelnych.

Wierzący chrześcijanin nie może utożsamiać śmierci Europy z końcem chrześcijaństwa, pamiętając o zapewnieniu Chrystusa, że pozostanie z nami aż do końca świata.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-zielinski/polksiezyc-na-wiezy-a-w-sercu-pustka-czy-pogrzeb-europy

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.