Marcin Hałaś

fot: pixabay.com fot: pixabay.com

Budowa elektrowni jądrowej w nadbałtyckim Lubiatowie może mieć siłę rażenia bomby atomowej i zniszczyć polski przemysł agroturystyczny od Choczewa aż do Łeby. Ta lokalizacja została ustalona przez poprzednie ekipy, i rząd Prawa i Sprawiedliwości powinien ją odrzucić.

„Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił informację, że zapadła decyzja o budowie pierwszej w Polsce elektrowni atomowej. Zdementował ją wkrótce na antenie TVP Info minister energetyki Krzysztof Tchórzewski. Tyle że z dementi Tchórzewskiego wynikało, że nie ma jeszcze oficjalnej decyzji rządu; natomiast nie zaprzeczył on, iż prace przygotowawcze są prowadzone. Wielokrotnie już podkreślałem, a dziś robię to po raz kolejny, że budowa elektrowni jądrowej w Polsce to jeden ze scenariuszy rozwoju polskiej energetyki i polskiego miksu energetycznego, który poważnie rozważamy w Ministerstwie Energetyki – mówił minister Tchórzewski. Bardziej deklaratywnie wypowiedział się dla „Dziennika Gazety Prawnej” ministerialny urzędnik Mariusz Kozłowski: Trwają prace nad aktualizacją programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ). Prace wewnątrzresortowe nad nowym harmonogramem oraz rekomendowanym modelem finansowania są na końcowym etapie. Po ich finalizacji dokument zostanie przekazany Radzie Ministrów i powinien zostać zaakceptowany do końca 2017 r.

Projekt budowy elektrowni jądrowej w Polsce to w dużej mierze efekt nacisków Brukseli, która w ramach „polityki klimatycznej” Unii Europejskiej żąda od Polski zmniejszenia emisji dwutlenku węgla i – co za tym idzie – zamykania tradycyjnych elektrowni węglowych, wskutek czego np. do końca bieżącego roku przestanie działać elektrownia Adamów. Oczywiście w tle tych nacisków leżą nie tylko kwestie ekologiczne – reaktor atomowy do polskiej elektrowni ma być zbudowany przez Francuzów, a Francja obok Niemiec to przecież najsilniejszy gracz UE. Nie wcisnęli nam caracali, więc chcą „opchnąć” Polsce elektrownię jądrową, bo przecież biznes musi się kręcić.

Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że Ministerstwo Energetyki rozważa tylko dwie lokalizacje, ustalone jeszcze za czasów rządów poprzednich ekip. Chodzi o Żarnowiec, gdzie elektrownię jądrową zaczęto budować jeszcze w czasach PRL-u (miał tam stanąć sowiecki reaktor, projekt ostatecznie porzucono po katastrofie w Czarnobylu) oraz Lubiatowo w gminie Choczewo w województwie pomorskim. Nie rozważa się innych lokalizacji – mówił GDP wspomniany Mariusz Kozłowski z biura prasowego resortu energii. Warto zatem zaapelować do rządu Prawa i Sprawiedliwości: nie rzucajcie bomby, czyli elektrowni, atomowej na Lubiatowo. Zniszczycie tym samym polski przemysł agroturystyczny, będący źródłem utrzymania setek polskich rodzin, od Lubiatowa aż po Łebę. Te okolice, po rozbiciu PGR-ów w czasie tzw. transformacji ustrojowej z początku lat 90. XX w., podniosły się właśnie dzięki atutom środowiskowym i agroturystyce, którą miejscowi mieszkańcy tworzyli własnym wysiłkiem. Zresztą o upadku tamtejszych PGR-ów i wykupie ich ziemi przez „nowe elity” (na przykład ministra jednego z rządów z lat 90.) można i warto napisać osobny tekst.

Dzisiaj znajdą tam odpoczynek ci, którzy nie chcą jeździć do dużych i hałaśliwych ośrodków. Lasy, grzyby, morze, plaże, jeziora, małe spokojne wioski, jazda konna, kuchnia regionalna, baza wypadowa dla wędkarstwa morskiego (port w Łebie) przyciągają w każdym tygodniu tysiące turystów, także z zagranicy, którzy zostawiają w regionie sporo pieniędzy. Budowa elektrowni atomowej „rozpirzy” to wszystko w drobny mak niczym eksplozja bomby atomowej. I nie chodzi bynajmniej o hipotetyczne zagrożenie awarią elektrowni, ani to że nikt nie będzie chciał wypoczywać w okolicy z widokiem na taki betonowy, budzący złe skojarzenia obiekt. Wcześniej będzie około 15 lat budowy – miliony ton gruntu do wywiezienia, miliony ton betonu do wlania w fundamenty, setki wielkich ciężarówek codziennie obsługujących budowę, które teren rozjeżdżą i zasmrodzą. Agroturystyka umrze, piękne tereny zostaną zniszczone. Miejscowi mieszkańcy nic z tego nie będę mieli poza ochłapami – pracę wykonają wielkie firmy z innych regionów (może nawet z innych krajów), które dla robotników wybudują kontenerowe samowystarczalne miasteczka. Miejscowym ta inwestycja nie da ani pracy, ani zysków z obsługi inwestycji, za to stracą to, na co pracowali od 20 lat. A jak warszawka jest taka mądra, to może niech elektrownię jądrową buduje gdzieś na Mazowszu? Może powiat ciechanowski, może powiat płoński, może Nowy Dwór Mazowiecki? A tak poważniej – taka inwestycja powinna być sytuowana raczej gdzieś na ścianie wschodniej, w regionie, który wciąż nie podniósł się jeszcze po ciosach „transformacji” ustrojowej z początku lat 90. XX w. i dla którego taka inwestycja może stać się impulsem rozwojowym, a nie zniszczeniem dotychczasowego dorobku. Być może lokalizację nad Bałtykiem wybrano tylko po to, żeby bliżej „do roboty” miały niemieckie albo szwedzkie firmy wykonawcze?

Rządzie Prawa i Sprawiedliwości, nie rzucaj bomby atomowej na Lubiatowo w gminie Choczewo! Wycofaj się ze złej decyzji poprzedników! Bo chyba nie chcecie zniszczenia polskiego przemysłu agroturystycznego, dającego pracę i utrzymanie setkom rodzinnych polskich gospodarstw? Taka lokalizacja elektrowni jądrowej to robienie dobrze co najwyżej Francuzom i Niemcom, zainteresowanym upieczeniem swojej pieczeni przy okazji tej inwestycji.

Tekst  wzięty  z  https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/12831-rzad-planuje-budowe-elektrowni-jadrowej-w-nadbaltyckim-lubiatowie-to-moze-zniszczyc-polski-przemysl-agroturystyczny-od-choczewa-az-do-leby

Zobacz też:

Cholera jasna!!! Cholerna głupota! Cholerne draństwo!

Energicznie o energetyce

Kosztowne zabawki dużych chłopaków

 

179 total views, 1 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)