25.09.2017 16:03

Poseł PiS Janusz Szewczak Fot. Michał Klag Poseł PiS Janusz Szewczak Fot. Michał Klag

Kraje starej Unii zarobiły na Polsce co najmniej 1 bilion zł

Z posłem JANUSZEM SZEWCZAKIEM

rozmawia Leszek Sosnowski

Leszek Sosnowski: Przez ostatnie lata uświadamiano całemu polskiemu narodowi, że Unia Europejska jest dla nas zbawieniem – przede wszystkim ekonomicznym i gospodarczym, ale także światopoglądowym. Na najmniejszej nawet inwestycji realizowanej z pomocą funduszy unijnych musiały być umieszczone wyraźne tablice, które informowały o środkach unijnych. Nie mogło być zaznaczone (i dalej być nie może), że pieniądze z UE stanowią tylko 30 proc., czasem 40 proc. tych inwestycji. Tablice nie informują również, iż Polacy do unijnej kasy także wpłacają, a nie tylko z niej czerpią, a więc owe 30 lub 40 procent z EU szybko redukuje się de facto do kilku lub kilkunastu procent. Chodziło (i chodzi) o stworzenie wrażenia, iż bez Unii nie byłoby w naszym kraju nowych dróg, szkół, szpitali, zakładów pracy, odrestaurowanych zabytków itd.

Janusz Szewczak: Unia Europejska przeszła w fazę utopijną, co m.in. dowodzi prof. Krzysztof Szczerski w swojej najnowszej książce, zatytułowanej nomen omen „Utopia Europejska”. Oderwanie się od rzeczywistości osób zarządzających Unią jest coraz bardziej ewidentne. Na dodatek obecnie mamy w jej szeregach do czynienia z rodzajem spisku przeciwko Polsce i Węgrom, spisku, który ma swoją inspirację w Berlinie, a także w kręgach skrajnej lewicy europejskiej.

Powoli okazuje się, że spisek wymierzony jest także przeciwko innym, mniejszym od nas krajom.

Całkiem możliwe, ale na razie te dwa są napiętnowane szczególnie. Spisek ten został zawiązany w Komisji Europejskiej z inicjatywy Niemiec, a Francja czy Holandia w osobie Timmermansa są tylko pomagierami. Atakuje nas się głównie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że nie dało się polskiego społeczeństwa przerobić na tzw. społeczeństwo otwarte (bardzo zwodnicze określenie) zgodnie z regułami i interesami George’a Sorosa, gdzie królują genderyzm i multi-kulti. Nawet po 2004 r., kiedy to Polska wstąpiła do Unii Europejskiej.

Nie dało się, ale już było blisko. Gdyby nie zwycięstwo PiS przed dwoma laty, mogło być zupełnie inaczej.

Zgadzam się z tym. Niemniej jednak okazało się, że społeczeństwa polskie i węgierskie zbyt mocno są przywiązane do wartości chrześcijańskich, do wolności, idei narodowych, tradycji.

A przede wszystkim pragną suwerenności, a nie poddaństwa.

Właśnie. Drugim powodem zawiązania spisku przeciwko Polsce i Węgrom są pieniądze. Półkolonialny system utrzymywany wobec gospodarek polskiej i węgierskiej, ale także wobec mniejszych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, choćby w sektorze bankowym czy sektorze wielkich sieci handlowych, pozwalał na łupienie i rabowanie tych narodów z dochodów podatkowych, budżetowych.

Wyjaśnijmy, na czym polega ten półkolonialny system.

Unia Europejska była dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, pomyślana tylko jako propagandowa forma pomocy, o czym wspomniałeś, dając trafny przykład tablic przy inwestycjach z udziałem pieniędzy unijnych. W rzeczywistości ta finansowa pompa ssąco-tłocząca miała być skierowana tylko w jedną stronę. Tzn. Niemcy, Francja, Belgia, Holandia i inne kraje Europy Zachodniej miały za bezcen przejmować wartościowe elementy naszego majątku narodowego.

My w zamian mieliśmy radować się świadomością, że dzięki temu jesteśmy w końcu prawdziwymi Europejczykami…

Wielu jest do dziś oszołomionych tą świadomością. W rzeczywistości „wyprzedawczyki” z poprzednich ekip rządzących, pokroju Janusza Lewandowskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego czy Leszka Balcerowicza, pozbywały się najwartościowszego, najbardziej dochodowego majątku narodowego. Wylicza się, że ta wyprzedaż osiągnęła gigantyczny rozmiar ok. biliona złotych. Bo pamiętajmy, że następowało przejmowanie nawet całych monopoli rynkowych, takich jak dostarczanie wody czy energii elektrycznej, sieci handlowych, rynku ubezpieczeń, rynku mediów, niemal wszystkie banki wpadły w zagraniczne ręce. Chodziło i chodzi o zyski dużych koncernów zagranicznych, głównie przecież z krajów tzw. starej Unii. Powiązane to było także z przestępczością polegającą na wyłudzeniach VAT-owskich.

Mówisz – system półkolonialny. Przedstawiciele unijni, jak i przedstawiciele naszej dawnej władzy widzą tę sprawę inaczej. Mówią, że przyjechali do nas bogaci inwestorzy i zainwestowali tu duże pieniądze, zaszczepili tu swoje myśli, technologie i innowacje – w przeciwnym razie nadal tkwilibyśmy w jakimś marazmie gospodarczo-finansowym. Tacy byli dla nas łaskawi, że w ciągu ostatnich 10 czy 11 lat wytransferowali z Polski ok. 540 mld zł w różnych walutach. Rocznie bowiem wypływa z Polski ok. 50 mld zł.

To są legalne zyski, a więc odprowadzanie dywidend, opłaty za doradztwo prawne, consulting, rebranding itd.

Powiedzmy jednak otwarcie – to są zyski nie z naszych firm, ale z firm obcych, które na naszym terenie tylko działają.

Otóż to: udostępniliśmy im teren, i to nie dziewiczy, ale uzbrojony, zagospodarowany, z infrastrukturą. Udostępniliśmy fachowe kadry, do kształcenia których państwo polskie dopłacało i dopłaca. Przykładów świadczących o tym, jak ta stara Unia zorientowana była tylko na siebie (czytaj: na Niemcy)jest bardzo wiele, a gwarantowali im to bezwolni przedstawiciele eurokratów, a więc członkowie rządu Platformy i PSL-u. Weźmy choćby niezwykle drogie autostrady wybudowane za kwotę ok. 100 mld zł; 30 proc. tych pieniędzy rozkradziono i zmarnotrawiono, a 30 proc. wróciło do starych, bogatych krajów strefy euro, bo one były głównymi inwestorami. Roboty wykonywały polskie podmioty, te jednak w większości pobankrutowały, bo nikt im nie płacił za wykonawstwo i materiały, gwarancji państwowych nie było. Koniecznie trzeba zwrócić też uwagę, że autostrady te oraz drogi szybkiego ruchu budowane były głównie na północy i zachodzie kraju, w strefie zainteresowań niemieckich. Nie szły ani na wschód, ani na południowy wschód – na Podlasie czy Lubelszczyznę, a Podkarpacie zostało praktycznie odcięte od europejskich połączeń. Dopiero teraz to się zmienia. Wielka nadzieja we wschodniej autostradzie międzynarodowej Via Carpatia – to są jednak dopiero plany.

Czyli do podanych wcześniej 540 mld wytransferowanych z Polski trzeba by doliczyć drugie tyle?

Owszem, należałoby doliczyć kolejne 500–600 mld z transferów nielegalnych. Pochodzą one nie tylko ze wspomnianych oszustw z karuzel VAT-owskich, wyliczonych na ok. 200–250 mld przez jedną z sieci audytorskich, oczywiście zagranicznych, działających w Polsce. Myślę, że gdyby to liczyła polska firma, wyszłoby więcej. Banki musiały wiedzieć o tych wyłudzeniach na wielką skalę, bo skoro na konto jakiegoś podmiotu wpływało 50 czy 100 mln z urzędu skarbowego, z tytułu zwrotu VAT-u, a 15 minut później ten podmiot przelewał całą tę kwotę na jakieś konto na Kajmanach czy w Panamie, to należało podejrzewać, że tak gigantyczne pieniądze muszą dotyczyć podobnie gigantycznej transakcji finansowej.

Czy banki są zobligowane informować o takich sytuacjach urząd skarbowy?

Tak, oczywiście. Do karuzel VAT-owskich należałoby doliczyć kolejne 200–250 mld z tytułu niepłacenia podatku CIT, czyli podatku od przedsiębiorstw. Do tej pory 60 proc. firm działających w Polsce CIT-u nie płaciło.

Jakim cudem nie płacili? Gdybym ja, jako Biały Kruk, choć raz nie zapłacił…

Nie jesteś wielkim koncernem zagranicznym, bankiem czy potężną firmą ubezpieczeniową, więc nie możesz sobie na to pozwolić. Nasze rodzime firmy ścigane były przez urzędy skarbowe bezlitośnie i obchodzono się z nimi bez żadnych skrupułów. Zagraniczne giganty natomiast unikały płacenia podatków dzięki tzw. optymalizacji podatkowej, czyli metodom prawnym umożliwiającym obejście płacenia podatków, ale też przez zwyczajne manipulacje czy tzw. kreatywną księgowość.

Przypuszczam także, że przez korupcję.

Ależ oczywiście, że tak. Do tego dochodzą też oszustwa na podatku akcyzowym od towarów objętych akcyzą, a więc na benzynie, papierosach, alkoholu. Na paliwach skala oszustw była wręcz gigantyczna; ich wartość sięgała rocznie ok. 20 mld zł. Podobnie było z hazardem.

Tak więc do biliona strat z powodu wyprzedaży majątku narodowego musimy dodać kolejny bilion z tytułu transferu zysków legalnych i nielegalnych oraz oszustw i wyłudzeń. Przychodzi jednak czas rozliczeń, miejmy nadzieję, że przyjdzie także czas kar, w tym finansowych. Ostatnio duża sieć portugalska handlowo-hurtowa, Eurocash, dobrowolnie, sama z siebie, postanowiła oddać 120 mln zł podatków należnych budżetowi państwa.

Sami się z tym zgłosili do Urzędu Skarbowego?

Tak, i argumentowali to tym, że zostali nieświadomie wciągnięci w karuzelę VAT-owską. Zakładając, że takich sieci zagranicznych byłoby w Polsce choćby tylko 10, możemy łatwo wyrobić sobie pojęcie o skali manipulacji tylko w tej branży. Należałoby więc wreszcie dokonać odpowiednich kontroli tych podmiotów przez Krajową Administrację Skarbową. Trudno bowiem zakładać, że one wszystkie same dojdą do takich wniosków jak Eurocash.

Można przypuszczać, że ktoś zgłaszając się dobrowolnie i tak nie ujawnia wszystkiego? Że może chce tym sposobem zapobiec szczegółowej kontroli?

Nawet gdyby każda z tych dziesięciu sieci oddała tylko po 120 mln zł, to już, od ręki, otrzymalibyśmy 1 mld 200 mln do budżetu. Sprawa ta odsłania jednocześnie inny problem – to nie ci mali, to nie Kowalski z Wiśniewskim rabowali państwową kasę, a wielkie rekiny. Tak więc, wracając do poprzedniego wątku, w zamyśle krajów starej Unii Polska, Węgry i pozostałe kraje Europy Środkowo-Wschodniej miały być zarówno rynkiem zbytu towarów u nich niechodliwych, jak i rynkiem taniej siły roboczej, a także dostarczycielem kapitału, czyli ogromnych zysków.

Można to zatem podsumować, że pieniądze z Unii Europejskiej nie były za darmo.

Nie były za darmo, na pewno nie. Mało tego, są tacy, którzy twierdzą, że myśmy do tego interesu słono dopłacili i nadal dokładamy. Bardzo dokładnie wykazują to np. analizy autora wielu książek i artykułów ekonomicznych Tomasza Cukiernika – z każdego euro, które do Polski przychodzi, 80 eurocentów od razu wraca do unijnych „dobroczyńców”. Niemcy doszli nawet do tego, że fantastycznie zarabiają na greckich długach. Ta ich rzekoma pomoc i dobroczynność doskonale im się zwraca.

Tę kwestię poruszano niedawno całkiem oficjalnie w Bundestagu. Jeden z tamtejszych uczciwych deputowanych zapytał bowiem, czy to jest moralnie w porządku, że w ciągu roku na greckich pożyczkach Niemcy zarobili 1,5 mld euro.

No właśnie… Wracając jednak do spraw polskich, to trzeba tu dodać jeszcze kwestię afer, o której na forach unijnych niewiele się już mówi. Choćby polisolokaty, na które naciągnięto 5 mln Polaków na kwotę ok. 50 mld zł.

Powstało w tej sprawie wielkie, solidne opracowanie sporządzone przez biuro Rzecznika Finansowego.

Jestem członkiem zespołu w Ministerstwie Sprawiedliwości, kierowanego przez ministra Marcina Warchoła, w którym zajmujemy się tym problemem. Jest dobra wola ze strony ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, żeby sprawę tę wreszcie załatwić i ludziom po prostu oddać pieniądze.

Mnie się wydaje, że te firmy ubezpieczeniowe przygotowały się już do oddawania tych pieniędzy, gdy na początku tego roku na olbrzymią skalę podniosły składki ubezpieczeniowe na samochody. Wygląda na to, że zabezpieczały sobie wpływy na poczet zwrotu pieniędzy zagrabionych polisolokatami.

Wystąpiły do UOKiK-u, że są w stanie dobrowolnie trochę oddać.

Trochę? Skoro Ministerstwo Sprawiedliwości tak dobrze działa i są oficjalne opracowania państwowe, które mówią, że oszukali ludzi na 50 mld zł, to dlaczego nie ma sprawy w sądzie?

Bo jewst to jeszcze decyzja natury politycznej. Decyzje muszą zapaść na najwyższym szczeblu.

Przepraszam, jeśli jest przestępstwo, to decyzja ma zapadać na najwyższym szczeblu, czy po prostu ma działać prawo?

Ja też jestem zwolennikiem tezy, że nie wolno legalizować bezprawia i że tam, gdzie jest wina, tam powinna być i kara. Analogiczna sytuacja jest z tzw. frankowiczami.

Kara to jedno, ale chodzi przede wszystkim o zwrot tego, co zostało zagrabione.

Nawet z karnymi odsetkami – tak jest w normalnych relacjach biznesowych. Ale nie wszyscy, jak widać, tak sądzą. Nierozwiązany jest również problem tzw. kredytów frankowych – bo to, co proponuje pan prezydent Duda, niczego niestety nie załatwia; to jest tzw. mieszanie zimnego mleka, które nie będzie z tego powodu cieplejsze. Tu też chodzi o wielkie sumy, dużo większe niż wyliczają banki i przekazują na wiarę doradcom prezydenta.

Nie jest czasem tak, że nasi politycy bardzo łatwo dają się przestraszyć banksterom?

Niewątpliwie tak jest.

Przytoczę tu przykład austriacki – dosłownie z ostatnich dni – jak powinno postępować państwo. Otóż tamtejsze banki zwrócą Austriakom do końca tego roku 360 mln euro, czyli ok. 1,5 mld złotych (w kraju pięć razy mniejszym od Polski). I nie dzieje się to tam po raz pierwszy. Banki zwracają w Austrii pieniądze wcale nie dlatego, że oferowały ludziom toksyczne produkty bankowe, chodzi o drobniejszą sprawę. Tamtejszy Sąd Najwyższy uznał, że bankierzy wprowadzili niegodziwe oprocentowanie od kredytów. Niegodziwe, tak to określono, czyli za wysokie. Banki nad Dunajem ani słowem nie protestują, tylko przepraszają. I grzecznie zwracają. Tłumaczą się, że nastąpiła pomyłka w obliczeniach, że oni nie chcieli nikogo oszukać. Tam jakoś nikt banków się nie boi.

Silna i skuteczna władza, silne państwo i jego instytucje, o jakich mówimy i do jakich chcemy dążyć, to takie, które nie pozwalają sobie na dominację, zastraszanie, presję czy szantaż ze strony jakiegokolwiek lobby finansowego, bez różnicy – krajowego czy zagranicznego. W Stanach Zjednoczonych jeśli bank dokonał oszustw, to płaci 8–10 mld dol. kary na początek i jeszcze prosi, żeby dalej nie grzebać w jego papierach. W „Banksterach” pisałem o gigantycznych karach dla zagranicznych banków w USA, w tym niemieckich czy francuskich; obecnie kwota ta wynosi ok. 380 mld dol. Pomimo tego bankom tym dalej opłaca się w Stanach Zjednoczonych funkcjonować. To wprost niesamowite. W Polsce jednak te same banki pozostają bezkarne.

Mówisz i piszesz o tym nie od dziś…

„Radykał” czy „ekstremista” to najłagodniejsze z epitetów, którymi jestem z tego tytułu obdarzany.

Związek Banków Polski był nawet uprzejmy napisać donos na Ciebie do Marszałka Sejmu…

Tak, a nawet grozić zawiadomieniami do prokuratury. Mimo to powtórzę jeszcze raz: rabunek polskiego państwa był, jak widać, gigantyczny i te pieniądze w dużej mierze z Polski już zostały wytransferowane. Czy władze unijne, Komisja Europejska, nie zdawały sobie z tego sprawy? Stawiam tezę, że zwłaszcza Francja, Niemcy i Holandia – bogate kraje starej Unii – uświadomiły sobie, że mimo tej nędznej i świadczonej nie za darmo unijnej pomocy finansowej myśmy stali się niebezpieczną konkurencją eksportową, finansową, gospodarczą, przemysłową. Mimo sprzedania za bezcen i w atmosferze skandali połowy wartościowego majątku narodowego, za co były już minister Lewandowski w każdym innym kraju zostałby skazany i siedziałby już w więzieniu. Pomimo tych wszystkich przeszkód staliśmy się w ciągu ostatnich dwóch lat potęgą eksportową – 180 mld euro wynosi obecnie wartość naszego eksportu. Na 80 mld euro obrotu między Polską a Niemcami kraj nasz ma 8 mld nadwyżki eksportowej.

 

Jest to tylko początek artykułu. Całość jest do przeczytania w aktualnym numerze naszego miesięcznika “WPiS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka”. Można go zakupić tutaj.

Tekst  wzięty  z  http://www.e-wpis.pl/pl/ue-przestaje-byc-dla-nas-oplacalna

482 total views, 1 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)