kokos

http://niepoprawni.pl/…/kokos…/panie-prezydencie-larum-graja

Konflikt na linii Nowogrodzka – Pałac Prezydencki zaniepokoił, a także zdezorientował sporą część wyborców PiS, którzy w 2015 roku murem stanęli za „dobrą zmianą”. Tak się zastanawiam, dlaczego sami się oszukujemy i nie nazywamy tego sporu po imieniu?

Przecież Nowogrodzka to Jarosław Kaczyński, a Pałac Prezydencki to Andrzej Duda, czyli mamy konflikt pod tytułem Kaczyński-Duda, wokół którego oczywiście krząta się gawiedź z obu dworów. Druga sprawa to rzekomo bardzo skomplikowana materia problemu jakim jest reforma sądownictwa. Można jednak w dość prostych słowach wyłożyć, o co idzie ta gra.

Przez niemal trzydzieści lat trwania III RP nie potrafiono, a tak naprawdę nie chciano skazać zdrajców, komunistycznych zbrodniarzy i złodziei naszego narodowego majątku.

Jeżeli nie przeprowadzimy radykalnej reformy sądownictwa, nie tylko instytucjonalnej, ale i kadrowej, nic się nie zmieni. Już tak to jest, że nawet, kiedy państwo dysponuje sprawnym aparatem ścigania i prokuraturą z prawdziwego zdarzenia to zawsze na końcu zostają sądy i to one w głównej mierze odpowiadają za bezkarność zdeprawowanych i zdegenerowanych elit III RP obrosłych przeróżnymi układami przypominającymi struktury mafijne. Bez sprawiedliwych i niezawisłych sądów nigdy nie doczekamy się prawdziwej dobrej zmiany, ponieważ ciągle brakowało będzie tego zdrowego ostatniego ogniwa spajającego łańcuch wymiaru sprawiedliwości. Rozpaczliwa walka totalnej opozycji tak naprawdę sprowadza się do tego, aby sądownictwo zakonserwować w takiej formie, która zapewni beneficjentom III RP dalszą zagwarantowaną w Magdalence i przy okrągłym stole bezkarność.

Krajowa Rada Sądownictwa powstała przecież na mocy uzgodnień zawartych przy okrągłym stole, a swoje święto powinna obchodzi każdego 20 kwietnia, bo właśnie 20 kwietnia 1990 roku TW „Wolski, czyli ówczesny prezydent Wojciech Jaruzelski po raz pierwszy na wniosek powołanej cztery miesiące wcześniej KRS wręczył pierwsze nominacje 79 sędziom sądów rejonowych, wojewódzkich i wojskowych. Po dwudziestych latach od tamtego dnia nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o prawdziwe i główne zadania przewidziane dla KRS.

Komuniści i lewica laicka, a mówiąc wprost „Chamy” i Żydy” postanowili w 1989 roku, że sądy III RP nie będą służyć polskiemu społeczeństwu, tylko mają nad tym społeczeństwem panować. Tak narodziła się zdegenerowana do cna dzisiejsza kasta nadzwyczajnych ludzi, czyli swego rodzaju rasa panów pogardzająca miejscowym plebsem. Dlatego panie prezydencie kiedy przed podpisaniem kolejnej wersji ustawy znowu zadzwoni do pana Angela Merkel proszę ją delikatnie podpytać, dlaczego to Niemcy jednocząc się wywaliły na zbity pysk prawie wszystkich sędziów z NRD?

Teraz należy zadać sobie najważniejsze pytanie brzmiące: Czy prezydent Andrzej Duda zdaje sobie sprawę z tego, o co toczy się ten bój? Moim zdaniem tak, ponieważ jeszcze pod koniec stycznia tego roku podczas spotkania z mieszkańcami Żagania mówił: Wiem, że wprowadzane przez rząd PiS reformy napotykają na ostry sprzeciw dotychczasowych elit. Ale chcę powiedzieć wyraźnie, nie zatrzymamy się, nie zatrzyma nas żaden jazgot. A jeśli ktoś będzie próbował nas zatrzymać, to liczę na was, zgromadzonych w żagańskim pałacu i wszystkich mieszkańców Polski. Liczę, że gdy będzie potrzeba wyjdziecie na ulicę i wyrazicie swój pogląd. Zbierzecie się i przyjdziecie pokazać wasze poparcie.

Cóż takiego się stało, że dzisiaj gdyby wziąć sobie do serca tamte wygłoszone w Żaganiu słowa to powinniśmy ruszyć wszyscy pod Pałac Prezydencki, żeby przypomnieć Andrzejowi Dudzie, co jeszcze nie tak dawno temu mówił i tak naprawdę zaprotestować przeciwko niemu i jego ostatnim decyzjom? Zastanawiam czy prezydent zmienił zdanie o III RP i śmiertelnej chorobie toczącej polskie sądownictwo? Przecież dwa lata temu w Gdyni podczas 45 rocznicy rzezi na Wybrzeżu mówił: Oprawcy Grudnia ’70 odeszli bezkarni. Dziś ze wstydem pochylam głowę nad tą III RP. III RP nie zdała egzaminu sprawiedliwości, uczciwości i gospodarności.

Co takiego się stało, że tym, którzy jak mówił dwa lata temu prezydent, nie zdali egzaminu, chce dzisiaj dawać szanse organizując im wspaniałomyślnie egzaminy poprawkowe? Czy po dwóch latach prezydentury zmienił również swoją opinię o Jarosławie Kaczyńskim, o którym tak mówił desygnując Beatę Szydło na stanowisko premiera: Przede wszystkim chcę pogratulować i złożyć wyrazy szacunku i podziwu panu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, prezesowi PiS. Każdy, kto z uwagą obserwuje scenę polityczną nie ma dzisiaj wątpliwości co do jednego: otóż z całą pewnością jest pan wielkim politykiem i wielkim strategiem. Ale ja muszę dodać jeszcze jedno: z całą pewnością jest pan także wielkim człowiekiem. Świadectwa pana wielkości są jednoznaczne. Podjął pan wielkie ryzyko, kiedy wraz z władzami PiS zdecydował pan, że ja będę kandydatem na prezydenta. A potem podjął pan kolejne ryzyko, wystawiając na kandydata na premiera panią Beatę Szydło. Trzeba wielkiej odwagi i determinacji; żeby czegoś takiego dokonać, trzeba być rzeczywiście wizjonerem.

Jak ludzie popierający dobrą zmianę mają odbierać dzisiaj fakt, że prezydent Andrzej Duda pisząc ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym korzystał z rad i opinii prof. Michała Królikowskiego? Przecież w 2013 roku szeregowy poseł będącego w opozycji PiS, Andrzej Duda w dramatycznym tonie z mównicy sejmowej tak przemawiał do wiceministra sprawiedliwości w rządzie PO, Adama Królikowskiego patrząc mu prosto w oczy:

Obawiam się, że moje zastrzeżenia do pana projektu są zasadne […] Państwo szykujecie pułapkę, tym razem prawnokarną, żeby bronić władzy, którą dzisiaj w rękach ma Platforma Obywatelska. Ta władza będzie broniona w taki sposób, że ludzie będą lądowali w więzieniu, a potem będą lądowali w zakładzie psychiatrycznym, ponieważ są, jak wiemy, sędziowie na telefon i domyślam się, że są również prokuratorzy na telefon. Wszystko da się zrobić.

Czyżby prezydent postanowić skorzystać z pomocy specjalisty od zastawiania pułapek prawnych? Przecież cztery lata temu o to właśnie oskarżał prof. Królikowskiego.

Dzisiaj Andrzej Duda odcina się nie tylko od swoich radykalnych poglądów, jeżeli chodzi o oceny III RP, ale także tonuje swój dawny rewolucyjny zapał w dziele budowy IV RP i mówi: Z Prawem i Sprawiedliwością różnimy się co do metod, ale nie co do celów. Zmiana musi być głęboka, ale nie musi być rewolucyjna. Nieprzypadkowo ja zawsze byłem w PiS politykiem umiarkowanym.

W tym samym wywiadzie udzielonym DGP dodaje: Nie zgodzę się, aby Krajowa Rada Sądownictwa była wybrana w całości głosami jednej tylko partii. To jedno zastrzeżenie. To ostatnie zdanie brzmi bardzo niepokojąco. Prezydent tak naprawdę mówi, że nie wyraża zgody na to, aby ugrupowanie polityczne, które z woli narodu wygrało demokratyczne wybory i uzyskało parlamentarną większość mogło realizować swój program wykorzystując tę większość.

Pan prezydent chce wprowadzić rozwiązania, dzięki którym ci, którym Polacy powierzyli stery rządów będą musieli szukać porozumienia z totalną opozycją, która żadnego porozumienia i reformy sądownictwa nie chce.

Andrzej Duda zachowuje się jak nawiedzony krupier w kasynie, który do zgarniającego całą pulę gracza mówi, że się nie zgadza na to, żeby zwycięzca zabrał ze stołu wszystkie żetony i twierdzi, że bez porozumienia z przegranymi i starym zasiedziałym kierownictwem kasyna on mu tych żetonów nie wymieni na gotówkę.
Nie muszę już chyba dodawać, po której stronie stoję w tym konflikcie. Tak, uważam, że racja jest całkowicie po stronie Jarosława Kaczyńskiego. Jednocześnie na tę chwilę nie uważam, że Andrzej Duda jest jak twierdzą dziś niektórzy, jakimś farbowanym lisem, który nas wszystkich oszukał. Dalej wierzę, że wszystkie jego dawne słowa o wstydzie za III RP i potrzebie szybkich radykalnych zmian były wypowiadane szczerze.

Co zatem stało się z naszym prezydentem?
Bohaterem filmu „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego jest Witek Długosz grany przez Bogusława Lindę. Witek po śmierci matki rzuca studia medyczne i postanawia wyjechać do Warszawy. Reżyser przedstawia nam trzy wersje losów głównego bohatera uzależnione od tego czy zdąży on na pociąg do stolicy.

Najpierw Witek pędzi peronem i w ostatnie chwili wskakuje do wagonu, w którego przedziale spotyka starego komunistę Wernera. To spotkanie owocuje później kolejnymi znajomościami, zaczadzeniem ideałami socjalizmu i wstąpieniem do PZPR.

Drugą wersję losów Witka rozpoczyna nieudana pogoń za odjeżdżającym pociągiem, zatrzymanie go przez SOK-istę i bójka z milicjantami. Skazany na prace publiczne Witek poznaje członków antykomunistycznej opozycji, przyłącza się do nich, a także doznaje nawrócenia i postanawia się ochrzcić.

W trzeciej wersji losów Witek również nie daje rady dogonić pociągu, ale na peronie napotyka swoją dawną miłość i koleżankę z uczelni, Olgę. Pod jej wpływem wraca na studia, kończy je, biorą ślub, mają dzieci i są szczęśliwi. Witek jest politycznie zupełnie nijaki i obojętny. Nie wstępuje do PZPR ani nie angażuje się po stronie opozycji.

Cały czas wierzę, że Andrzej Duda wskakując do pociągu relacji Kraków-Warszawa-Pałac Prezydencki nie natknął się w przedziale na jakiegoś byłego prominentnego członka Unii Wolności, który oczarował go chorą wizją Polski pod tytułem, III RP Tak, wypaczenia Nie. Nawet gdyby się tak stało to człowiek zawsze może się wyzwolić spod wpływów złych ludzi, zmieniając przedział i towarzyszy podróży. Wierzę, że prezydent Andrzej Duda zrozumie w końcu, że racja jest po stronie „wielkiego człowieka, polityka, wizjonera i stratega” jak sam nazywał Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiejsza postawa prezydenta jakby wpisywała się w warunki stawiane przez salon III RP, który przeczuwając klęskę, na kilka miesięcy przed wyborami na łamach „Gazety Wyborczej” piórem Waldemara Kuczyńskiego dyktował, co musiałoby się stać, aby „Chamy” i „Żydy” zaakceptowały wybór Polaków i uchroniły prawicowy rząd przed próbami jego obalenia. Oto te warunki „Dziadka” Waldemara: Musi istnieć płaszczyzna uznawana, respektowana przez wszystkie strony. Tą płaszczyzną musi być uznanie istniejącego państwa polskiego, jego pełnej prawomocności. […] Odejście od zamiaru burzenia III Rzeczpospolitej i budowania na jej miejscu innego państwa. […] Odejście od zamiarów odsuwania z życia publicznego przy użyciu narzędzi władzy tzw. elit, czyli dowolnie wybranych ludzi i środowisk uważanych za twórców i obrońców owej III RP.

Panie prezydencie odwagi. Nadszedł czas na frontalną szarżę kończącą to niepotrzebnie przeciągające się oblężenie ostatniej reduty III RP. Trzeba uporządkować szybko nasze wewnętrzne sprawy, bo nad Rzeczpospolitą gromadzą się inne tym razem zewnętrzne zagrożenia. Wiem, że są ludzie, którzy dzisiaj modlą się o porozumienie na linii Kaczyński-Duda. Porozumienie w duchu szybkiej budowy IV RP, a nie reanimacji trupa III RP. Parafrazując słowa księdza Kamińskiego z „Pana Wołodyjowskiego” wygłoszone z ambony nad katafalkiem z trumną małego rycerza zawołam:

Panie Prezydencie! Dla Boga, panie Prezydencie! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz? Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz? Kościoły, o Panie, zmienią na meczety i koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali. Niezbadane Twoje wyroki, lecz kto, o Panie! teraz opór mu stawi? Ty, dla którego nic nie jest w świecie zakryte, Ty wiesz najlepiej, że nie masz nad naszą jazdę! Która Ci, Panie, tak skoczy, jako nasza skoczyć potrafi? Takichże obrońców się pozbywasz, za których plecami całe chrześcijaństwo mogło wysławiać imię Twoje? Ojcze dobrotliwy! nie opuszczaj nas! okaż miłosierdzie Twoje! ześlij nam obrońcę! ześlij sprośnego Mahometa pogromcę, niech tu przyjdzie, niech stanie między nami, niech podniesie upadłe serca nasze, ześlij go, Panie!…

 

580 total views, 2 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)