Tomasz Pernak

fot: pixabay,com fot: pixabay,com

Barierą dla dalszego rozwoju Polski jest upadek szkolnictwa średniego i wyższego. Przy pełnej aprobacie naszych zachodnich sąsiadów dokonaliśmy już implementacji ich metod kształcenia i rozwoju nauki do naszych systemów kształcenia i rozwoju. Tyle, że implementowane metody dotyczyły „tam” hodowania konsumentów i roboli a nie elit.

Współczesne polskie życie polityczne jest jedynie emanacją procesów globalnych. Jasno pokazuje to los dzisiejszej opozycji, która po zaangażowaniu się aparatu polityczno-militarnego USA w tej części świata (w zasadzie w każdej jego części), z dnia na dzień okazała się nie być zorganizowana, sprawna intelektualnie czy zdolna do utrzymania władzy. Polityka niemiecka, dominująca do niedawna od Adriatyku po Bałtyk, była mentalną kontynuacją polityki bismarckowskiej i nazistowskiej, z zastrzeżeniem, że nazistowską od bismarckowskiej i współczesnej różniły metody, przy tożsamości celów. Od czasów podboju krajów niemieckojęzycznych przez Prusy (w efekcie protestantyzacji), niezależnie od metod (wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami – Carl von Clausewitz), polityka niemiecka wobec słowiańskich sąsiadów była prosta: pozbawiać własności i inteligencji metodami pokojowymi, a dopiero w przypadku niepowodzeń eksterminować i konfiskować.

Synonimem powodzenia polityki pokojowej wobec Polski była tak zwana „pułapka średniego wzrostu”, a więc dynamika rozwoju ekonomicznego sytuująca Polskę zawsze na peryferiach europejskiego wzrostu, kiedy to „zawsze się goni, a nigdy dogoni”. Istnieje realna groźba, że dyplomy polskich uczelni nie będą uznawane w USA, ponieważ żadna z polskich uczelni nie mieści się w światowych rankingach uczelni wyższych. Słowem: nie mamy w Polsce ludzi z wyższym wykształceniem, a więc – w perspektywie – dekapitujemy elitę intelektualną (szczęśliwie nie – charakterologiczną), uzależniając się od obcych technokracji. To wszystko odbywa się przy chórze uspokajających „pień” tak zwanych wirtschaftswissenschaftler rodzimego chowu, to znaczy: Halt deinen Mund i do roboty.

Okno historii, którego doświadczamy, niesie ze sobą szereg potencjalnych możliwości ale i zagrożeń. Polski, romantyczny projekt Międzymorza zyskał pragmatyczne wsparcie, ale w formie Trójmorza, ponieważ uznano, że Polska w obecnych granicach wymaga poszerzenia składu bloku o Chorwację, by stać się alternatywą dla degradującego się i niepewnego politycznie tandemu niemiecko-francuskiego.

Zmierzając ku konkluzji: świat wchodzi w erę starcia o globalną hegemonię. W tym starciu biorą udział: Ameryka i Chiny; a wzięłyby w nim udział Rosja i Niemcy (czytaj: UE i Rosja), gdyby połączyły siły w formie Eurazji. Przed starciem z Chinami (politycznym i ekonomicznym) USA muszą zabezpieczyć się na wypadek powstania Eurazji, a to szczególnie w kontekście zagrożenia, jakim byłby ewentualny, antyamerykański sojusz Eurazji z Chinami, co równoważyłoby siły i zagrażało amerykańskim planom. Mark Twain napisał, że historia się nie powtarza, ale się rymuje. Jak tu nie dać się skusić paralelom z sojuszami hellenistycznych królestw zawieranych z Kartaginą przeciw aspirującemu do hegemonii Rzymowi? Nie wiem jak Państwo, ja się kusić daję.

Konflikt amerykańsko-chiński już się w Polsce rozgrywa. Z jednej strony mamy militaryzację siłami hegemona in the making, z drugiej konkretyzują się plany gospodarczego uzależnienia Europy od chińskiej gospodarki, w postaci nowego jedwabnego szlaku. Ich realizacja oznaczałaby prawdopodobnie umocnienie się juana w koszyku rezerwowych walut światowych (decyzją MFW od 1 października 2016 roku) kosztem euro, a dalszej konsekwencji stanowiłoby to zagrożenie dla dolara. Wobec chińskich planów ekspansji ekonomicznej Europa jest bezradna. O ile wynik starcia juana z dolarem jest nieprzewidywalny, o tyle wynik zderzenia juna z euro jest przewidywalny i wskazuje na wyparcie euro. Administracja Donalda Trumpa rozpoczęła proces powrotu do gospodarki opartej o surowce naturalne: ropę, gaz i węgiel oraz rezygnacji z szaleństwa „odnawialnych źródeł energii” – efekcie choroby „globalnego ocieplenia”, jak podejrzewam suflowanej Zachodowi przez Chiny (w drodze inwestycji w niektóre z łasych na chińskie pieniądze amerykańskich rodów i klanów, o europejskich nie wspominam, bo to można mieć za grosze).

Dzięki tej „chorobie korupcji i głupoty” gospodarka chińska opierająca się na bezwzględnym rabunku zasobów naturalnych i wciąż niewolniczej sile roboczej, miała szansę w szybkim okresie czasu skutecznie doganiać ekonomicznie Zachód. Wyścig ten przypominał pojedynek nakoksowanego długodystansowca z „czystym” choć głupim zawodnikiem, ciągnącym za sobą oponę od Ursusa. To prawda, że na starcie nasz „głupek” miał dwa stadiony przewagi, ale cóż to za przewaga, jeśli uwzględnimy koks z jednej, a oponę z drugiej strony?

Nasz blok, a więc pas sanitarny od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne oraz gospodarczy pas transmisyjny pomiędzy Pekinem a Berlinem, Paryżem, Madrytem, Lizboną i Rzymem, może w tym układzie zostać podmiotem bądź narzędziem realizacji polityki amerykańskiej z jednej, a chińskiej z drugiej strony. Jeśli chce być podmiotem, musi osiągnąć status równy statusowi Izraela i Turcji, w przeciwnym razie stanie się przedmiotem przyszłego sporu chińsko-amerykańskiego o dominację nad Europą. Zgoda, że osiągnięcie takiego statusu międzynarodowego nie jest łatwe, ale dla Polski nie ma innej perspektywy. Kamieniem u nogi ciąży Polsce brak elit intelektualnych (mamy ludzi wykształconych formalnie, ale nieposiadających żadnej wiedzy, o czym w podsumowaniu), a rolę dopalacza spełnia ograniczony stopień degradacji charakterologicznej, mam tu na myśli silne i powszechne poczucie przynależności cywilizacyjnej, a więc narodowej, choć nie w sensie sakralizacji etosu, ale właśnie w sensie cywilizacyjnym. Inaczej więc niż w Izraelu czy Turcji, gdzie nacjonalizm ma charakter wręcz biologiczny, ale równie silnie, a wbrew trendom dokonującym ostatecznego unicestwienia poczucia wspólnoty wśród Europejczyków Zachodu, a raczej już teraz „zachodu”.

Podobne procesy daje się zaobserwować na Węgrzech, na Słowacji, w Chorwacji; nie wiem, jak sprawa ma się z Czechami. Najprawdopodobniej rząd czeski i naród czeski zachowują się po prostu pragmatycznie, widząc przyszłe korzyści z przyłączenia się do inicjatywy środkowoeuropejskiej.

Przechodząc do zapowiadanego podsumowania: barierą dla dalszego rozwoju Polski jest upadek szkolnictwa średniego i wyższego. Przy pełnej aprobacie naszych zachodnich sąsiadów dokonaliśmy już implementacji ich metod kształcenia i rozwoju nauki do naszych systemów kształcenia i rozwoju. Tyle, że implementowane metody dotyczyły „tam” hodowania konsumentów i roboli a nie elit. Kształcenie elit odbywa się albo poza systemem, w sieci prywatnych instytucji albo w ramach systemu, z opartymi o tradycję zasadami wyłączenia z obowiązujących „mód”, impregnującymi na tragiczne skutki intelektualnej urawniłowki (Oxbrydż). Polski „produkt” średniego oraz wyższego kształcenia, o ile nie służy produkowania wyższych kadr dla banków, wie, ile wyniesie miesięczna rata kredytu (dopóki nie podniosą), ale nie wie, ile faktycznie kosztować będzie go pożyczony pieniądz, bo żeby to wiedzieć musiałby znać pojęcie procentu składanego, kapitalizacji, et cetera, a tego w szkołach nie uczą. Od humanistów nie-historyków nie wymaga się dogłębnej znajomości historii, historii sztuki i wiedzy o cywilizacjach, przez co i ci humaniści, a w konsekwencji całe społeczeństwo skazane jest na poruszanie się w ramach pseudo-filozoficznych miazmatów myśli o proweniencji post-marksistowskiej albo generalnie rzecz biorąc myśli „głównianej”. Miarą upadku elit jest funkcjonowanie w świadomości społecznej komediantów i kabareciarzy w roli autorytetów od wszystkiego, ze szczególnym uwzględnieniem moralności. Jeśli chcemy sprostać wymaganiom niepewnej przyszłości, czas na całkowitą i radykalną reformę uniwersytecką. Obawiam się, że jedyną skuteczną z powodu wieloletnich zaniechań metodą będzie tu opcja „jądrowa” – stworzenie równoległego systemu szkolnictwa wyższego w oparciu o najwyższej klasy kadry czerpane z zagranicy, wparte nielicznym zaciągiem polskim, a to wszystko przy na szeroką skalę zakrojonym scoutingu, wyspecjalizowanym w wyszukiwaniu każdej iskierki intelektu już na etapie szkolnictwa powszechnego.

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/swiat/item/5291-korespondencja-z-londynu-druga-kadrowa-o-odbudowie-elit

578 total views, 1 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)