Corylus

Lis 292017

 Społeczeństwo otwarte, to takie społeczeństwo, które jest przygotowywane do ponoszenia kosztów najazdu. Otwiera się je właśnie po to, by ci, co najazd zaplanowali nie musieli tych kosztów ponosić.

Czytam sobie powolutku wspomnienia arcybiskupa Szczęsnego Felińskiego, wspomnienia szczegółowe, trudne, zaskakujące i kłopotliwe w lekturze. Myśli, które przychodzą mi do głowy są dość szczególne i postaram się dziś kilka z nich zaprezentować. Zacznę od ważnej myśli dotyczącej dużych populacji, które zostały skazane na podbój przez organizacje finansowe i polityczne. Na podbój czyli także na rabunek. Jak owe grupy powinny się zachowywać, by przetrwać?

Przede wszystkim powinny zdać sobie sprawę z tego, ze podbój jest szykowany, potem poddać analizie możliwości obrony, w przypadku niestwierdzenia takowych, bo podboje przygotowuje się skrycie i długo, postarać się, by najeźdźca otrzymał to co chce w taki sposób by w rzeczywistości tego nie dostał, a był przy tym zadowolony.

Takim wyzwaniom stawić czoło mogą jedynie sztywne organizacje hierarchiczne, o długiej tradycji, organizacje zasobne i – co najważniejsze – bezwzględnie dla najeźdźcy atrakcyjne. Ja nawet nie próbuję teraz zadawać pytania, czy my dziś dysponujemy taką organizacją, bo i po co? Powtórzę jeszcze raz – w razie silnych i brutalnych nacisków organizacja, by przetrwać musi dysponować takimi autami, które pozwolą zaspokoić apetyty najeźdźcy jednocześnie nic mu nie dając poza bardzo, w perspektywie czasu, iluzoryczną satysfakcją i gwałtownym zwiększeniem samooceny. To nie jest aż tak trudne jakby się zdawać mogło, bo pamiętamy, że podbój czyniony jest zwykle rękami prymitywnych bandziorów, albo najemników, prowadzonych przez złodziei, zwanych dla niepoznaki zasłużonymi generałami i marszałkami polnymi. Okpić tę czeredę, kiedy już się nażre i napije nie jest trudno, trzeba jednak zdawać sobie sprawę z celów ich działań, oraz z sensów sytuacji w jakiej się znalazło.

Czy organizacje planujące podboje zdają sobie sprawę z tego, o czym ja tu piszę. Rzecz jasna tak i dlatego na chama lansują społeczeństwo otwarte. Czynią to także z tego powodu, że powszechna dostępność dóbr, informacji i tak zwanej kultury, zlikwidowała całkowicie pogłowie barbarzyńców, rękami których można podbój przeprowadzić. Ci zaś którzy pozostali są na tyle nieliczni i niezorganizowani, że nie mają szans w bezpośredniej konfrontacji. Mogą trochę poszumieć, ale jak ktoś będzie bardzo zdecydowany, to siądą w końcu na tyłku i zaczną negocjować. Stąd potrzeba lansowania społeczeństwa otwartego i likwidacji organizacji hermetycznych o długiej tradycji i charakterze jawnym. Dodam jeszcze, że na ich miejsce od dawna już próbuje wstawić się organizacje rzekomo hermetyczne o charakterze tajnym, które są w istocie jakąś poczekalnią w werbowni dla agentów. Organizacje te mają swoje symbole i rzekomo głęboką tradycję, ale jak się łatwo domyślić, wszystko to jest pic na wodę fotomontaż, służący temu jedynie, by po kawałku rozmontować zasobne organizacje hermetyczne o charakterze jawnym. Na nich bowiem trzyma się niezależność obszarów zamieszkałych przez populacje władające zbliżonymi językami oraz prowadzące spójną politykę, której podstawą jest produkcja dóbr i wydobycie surowców potrzebnych do życia innym. Organizacje hermetyczne, jawne, lokalne i posiadające tradycję, strzegą takiej dystrybucji tych dóbr, która zapewnia im trwanie.

Na nich opiera się właściwa niepodległość.

Żeby ją zlikwidować potrzebny jest substytut niepodległości, który jest w istocie wstępną fazą podboju, tak jak jest nią społeczeństwo otwarte. Substytut ten nosi nazwę rewolucji. Teraz przechodzimy do wspomnień arcybiskupa Felińskiego, który w słowach niezwykle ciepłych pisze o sprzysiężeniu Szymona Konarskiego. Owo ciepło, nawet jeśli nie jest wynikiem głębokich przemyśleń, wypływa wprost z serca, albowiem matka Szczęsnego Felińskiego należała do tego sprzysiężenia. Może napiszę to wprost – arcybiskup Szczęsny Feliński popiera rewolucję, a do tego uważa, że ma dobre po temu powody. Oczywiście jest wtedy młody i nie pełni jeszcze ważnych funkcji, uważa jednak, że ci z hierarchów, który stosują wobec zaborcy tak zwaną miękką politykę, czyli politykę ustępstw nie mają racji. Nie wiem czy dość wyraźnie, ale staram się wykazać, że alternatywa rewolucja vs ustępstwa jest fałszywa od początku do końca. Rewolucja bowiem nigdy nie służy odzyskaniu wolności, wpływów i zasobów, służy zawsze ich jeszcze większemu rozproszeniu, choćby nie wiem jakie budowała złudzenia. Za chwilę się nimi zajmiemy.

Co daje w zamian? To co hermetyczne organizacje powinny dawać najeźdźcy – złudzenia. Najważniejszym złudzeniem jest misja wśród ludu. Ona nakłada na organizację brzemię nie do udźwignięcia i dzieli ją w jednym momencie na dwa wrogie i nienawistne obozy – tych, którzy chcą dobrze i niosą między lud kaganek oświaty i na tych, którzy chcą źle i mają to w nosie. Czemu służy ta misja? To jest jasne dla każdego porządnego studenta historii, lud edukuje się z narażeniem życia i majątku po to, by stworzyć silny naród, który następnie chwyci za broń i w wyniku rewolucji czynnej wywalczy niepodległość. Przywódcy zaś tego odnowionego narodu, w myśl zaleceń tych, którzy lud kształcić kazali, zajmą się podpisywaniem nowych kontraktów na eksport surowców potrzebnych wszystkim. Lud zaś odziany w eleganckie mundury strzegł będzie bezpieczeństwa tych transakcji do momentu, w którym silniejsza strona uzna, że umowy są niekorzystne lub nie znajdzie innych jakichś dostawców. Wtedy cała ta niepodległość, wraz z ludem i jego nauczycielami zostanie zlikwidowana. Takie są realia.

Teraz powiedzmy wyraźnie kto pomaga Kościołowi w Petersburgu, szczególnie zaś Rodzinie Maryi i tamtejszej Akademii Duchownej, otóż czynią to za pomocą swoich pieniędzy Polki, które powodowane niskimi instynktami, wyszły za rosyjskich książąt. Ci książęta to ludzie bez woli i charakteru, zależni całkowicie od cara i koterii dworskich, a także od dyplomatów obcych. Co ich tak ujęło w tych kobietach pochodzących z podbitego kraju? Zapewne uroda, a także majątek, tego nie należy lekceważyć. Myślę też, że prócz tego również swoboda dysponowania majątkiem, czasem i wolnością, jaką gwarantowała organizacja hermetyczna czynna na terenie Rzeczpospolitej do rozbiorów, później nieco ograniczana, ale także silna, aż do momentu kiedy ostatecznie została zlikwidowana w roku 1945, w imię wolności i edukacji powszechnej ludu. Atrakcyjność organizacji, z której wywodziły się panie należące do petersburskiej socjety przedpowstaniowej jest nie do przecenienia. Ktoś może się uśmiechnąć pod nosem, proszę bardzo, bez nich jednak Kościół w stolicy państwa moskiewskiego nie utrzymałby się wcale. Cóż takiego prócz kobiet wziął sobie najeźdźca z naszych zasobów? Zrabował obrazy i precjoza, to fakt i my dziś za tym płaczemy. Ziemi jednak nie ruszył, bo nie było takiego ukazu, a jak się pojawił, to zabraną ziemię złodzieje poprzebierani za generałów i feldmarszałków musieli zaraz sprzedać, z obawy, by im jej wprost nie odebrano. Tak działało bowiem samowładztwo. Ziemię zabrała dopiero rewolucja, w imię sprawy najświętszej – wolności kraju i swobody ludu. Pytanie istotne brzmi – kto i gdzie pozycjonuje sprawy w ten nierozwiązywalny dla prostego umysłu sposób? Możemy odpowiadać na nie rozmaicie i wskazywać różnych winnych. To nas jednak nie zwalnia z obowiązku myślenia i nie zwalnia nas z obowiązku obrony przed tymi pułapkami. Piszę to pod koniec roku 2017, za chwilę będziemy mieli stulecie niepodległości, z hukiem obchodzone stulecie niepodległości, trwającej ledwie 20 lat. Będzie to niepodległość świętowana bez zrozumienia realiów, tego jestem całkowicie pewien.

Tekst  wzięty  z  https://coryllus.pl/o-organizacjach-hermetycznych-i-spoleczenstwie-otwartym/