Polska chce być królestwem Chrystusa

Fot. Lukasz Dejnarowicz / FORUM

Jerzy Wolak

Czy proklamowany rok temu, 19 listopada 2016 roku w krakowskich Łagiewnikach – z udziałem Episkopatu Polski oraz Prezydenta Rzeczypospolitej – Akt Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, powtórzony następnego dnia we wszystkich polskich kościołach w jakikolwiek sposób odmienił oblicze naszej ziemi?

Odpowiedzmy wprost – krótko i bez wahania – zdecydowanie tak! Trudno przecenić wagę tego dzieła. Cokolwiek powiedzieć o samym akcie, sposobie jego proklamacji oraz stopniu zgodności z objawieniami, jakich na ten temat Pan udzielił apostołce intronizacji Najświętszego Serca Jezusowego Rozalii Celakównie, trudno nie dostrzec jego epokowego znaczenia jako posunięcia absolutnie pod prąd niepowstrzymanego, jak mogło się do tej pory wydawać, tsunami powszechnej laicyzacji; jako fizycznie niemożliwego („ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe” – Mk 10, 27) ruchu w górę równi pochyłej (w Panu nadzieja, że jednostajnie przyspieszonego); jako znaku, „któremu sprzeciwiać się będą (…), aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34-35).

Oto bowiem, gdy cały świat brutalnie ruguje Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię z całej swojej przestrzeni, zarówno metafizycznej (dusz, serc i umysłów), jak i fizycznej (historii, polityki, organizacji życia społecznego, obyczajów, postaw, zachowań i świątyń powszechnie zmienianych w obiekty wyższej dziś dlań użyteczności: puby, baseny, galerie handlowe – bo przed masową dewastacją pamiątek po chrześcijańskiej przeszłości jeszcze go na razie powstrzymuje wyczerpująca się z wolna resztka dawnej kultury), Polska jako jedyny w całym tym świecie kraj zwraca się ku Jezusowi Chrystusowi, by z kornie schylonym czołem otwarcie zadeklarować, iż ma On do niej święte i nigdy niewygasłe prawa, a ona uznaje nad sobą Jego panowanie, poddaje się Jego Prawu i całkowicie Mu się zawierza i poświęca.

Gdy postchrześcijański świat, doszczętnie zaczadzony demokratycznymi miazmatami, prawem demokracji ubóstwia człowieka, czyniąc go już nawet nie miarą wszechrzeczy (tak sobie mogli bez grzechu myśleć pogańscy Grecy – uczciwi poszukiwacze Prawdy, którym do osiągnięcia celu zabrakło jedynie Objawienia), ale wręcz źródłem i szczytem porządku świata, wyłącznym kreatorem i uprawnionym destruktorem rzeczywistości, alfą i omegą novi ordinis saeculorum – Polacy jako jedyny na tym świecie naród, na kolanach, jak należy przed królewskim majestatem, zwracają się do Najwyższego Monarchy, aby Go błagać o królowanie w polskich sercach, rodzinach, parafiach, szkołach i uczelniach, w polskich środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w polskich miastach i wioskach, w całym narodzie i państwie polskim, wyznając wobec nieba i ziemi, że potrzeba im Jego królowania nad całym narodem żyjącym zarówno w granicach Ojczyzny, jak i w diasporze. Dlatego właśnie pragną budować Chrystusowe Królestwo i bronić go w swoim narodzie; dlatego przyrzekają głosić królewską chwałę Syna Bożego!

Gdy postchrześcijański świat pokłada się plackiem przed Lucyperem, naród polski wyrzeka się złego ducha i wszystkich spraw jego, przeprasza za wszelkie swoje grzechy, za odwracanie się od wiary świętej i brak miłości względem Boga i bliźnich, a zwłaszcza za narodowe grzechy społeczne oraz wszelkie wady, nałogi i zniewolenia.

Gdy postchrześcijański świat pijany demokratycznym paradygmatem usprawiedliwia najohydniejszy gwałt na Bożym porządku stworzenia oraz nadanym mu przez Stwórcę naturalnym prawie, promując koszmarne antyludzkie wynaturzenia i normą czyniąc najszpetniejsze dewiacje, naród polski jako jedyny na świecie zobowiązuje się porządkować całe swoje życie osobiste, rodzinne i narodowe według prawa Bożego, po czym przyrzeka strzec prawości polskich sumień, troszczyć się o świętość polskich rodzin i chrześcijańskie wychowanie ich dzieci oraz czynnie angażować się w życie Kościoła i strzec jego praw.

 

Nabierzcie Ducha i podnieście głowy

Aktem Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana Polska udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że jest ostatnim bastionem cywilizacji zachodniej. Wielogłosowym unisono wołając: „Króluj nam Chryste!” Polacy dowiedli swej wierności nie tylko Chrystusowi, ale i łacińskiej Christianitatis, czyli takiemu urządzeniu świata, w którym – jak rzecz syntetycznie wyłożył święty Augustyn z Hippony – Bóg jest na pierwszym miejscu i z tego powodu wszystko jest na swoim miejscu. „Nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga” – naucza święty Paweł – „a te, które są, zostały ustanowione przez Boga” (Rz 13, 1). Jezus Chrystus jest Królem wszechświata i to Jego mocą, nie swoją własną (nie wspominając nawet o idiotyzmach w rodzaju umowy społecznej czy pokrewnych im oświeceniowo-pozytywistycznych bzdetach) rządzą narodami władcy ziemscy.

Jakże się więc nie cieszyć, że w uroczystej proklamacji Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana uczestniczyli nie tylko zwierzchnicy Kościoła w Polsce, ale także Prezydent Rzeczypospolitej. Jakże by się chciało, żeby najwyższe władze państwowe naszej Ojczyzny kierowały się w swych codziennych działaniach dyktatem Ewangelii i Dekalogu, koncentrując się – wedle postulatu księdza Piotra Skargi – na trosce, aby wedle woli Bożej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie kierować, po to, by najmilsza Matka Ojczyzna nasza Bogu zawsze wierna chwałę przynosiła Imieniowi Jego a syny swe wiodła ku szczęśliwości…

„Jedyny Władco państw, narodów i całego stworzenia, Królu królów i Panie panujących! Zawierzamy Ci Państwo Polskie i rządzących Polską. Spraw, aby wszystkie podmioty władzy sprawowały rządy sprawiedliwie i stanowiły prawa zgodne z Prawami Twoimi” – modlił się wespół z hierarchią, duchowieństwem i wiernym ludem najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej Polskiej, gwarant ciągłości jej władzy państwowej, strażnik konstytucji, suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

Teraz czekamy – i Pan Bóg czeka – na przekucie słów modlitwy w czyn. Bo On sam nigdy nie pozostawia suplik swoich wiernych bez odpowiedzi. I naszego wołania sprzed roku również nie zignorował. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć wstecz i ogarnąć pamięcią minione trzysta sześćdziesiąt pięć dni, osiem tysięcy siedemset sześćdziesiąt godzin, pięćset dwadzieścia pięć tysięcy sześćset minut, trzydzieści jeden i pół miliona sekund. Zauważymy jedno: Polacy nabierają Ducha.

Kto się ośmieli zaprzeczyć, że oto na naszych oczach dokonuje się w Polsce poważna przemiana duchowa? Niewprawnemu obserwatorowi może umknąć wiele jej objawów, zwłaszcza tych mniej spektakularnych, za to zdecydowanie trudniejszych, z domeny życia wewnętrznego i walki duchowej, które jednakowoż przybierają także formę widzialną – w postaci choćby coraz dłuższych kolejek do konfesjonałów (bywa, że w pierwszy piątek miesiąca – rzecz od dawna już nie widziana – trzeba odstać co najmniej godzinę). Nie jest to bynajmniej nieistotny szczegół, wręcz przeciwnie: to rzecz najwyższej wagi – kontrrewolucja wszak zaczyna się od konfesjonału.

Jeżeli zaś idzie o spektakularne symptomy katolickiego ożywienia, tych również nie brakło w publicznej sferze naszej Ojczyzny w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Wspomnijmy przede wszystkim ponadmilionową armię zbrojną w różaniec, która w październiku stanęła na granicach naszego kraju, by go opasać szczelnym kordonem modlitwy. Wspomnijmy akcję „Sto różańców na stulecie Fatimy” – zainteresowanie publiczną modlitwą na ulicach wielu miast Polski w intencji odnowy moralnej naszego narodu przeszło najśmielsze oczekiwania jej organizatorów. Wspomnijmy wreszcie tegoroczny Marsz Niepodległości, którego oficjalne hasło brzmiało: „My chcemy Boga”!

 

Pan będzie za was walczył, jak wam obiecał

Tylko ślepy – lub zaślepiony złą wolą – zaprzeczy, że oto dochodzi w Polsce do wyraźnego przewartościowania światopoglądowego. Tylko ślepy – lub zaślepiony malkontenctwem – nie dostrzeże w tym owoców oddania się w opiekę Króla królów. Tylko ślepy – lub zaślepiony pychą – poważy się przypisywać przyczynę owej (nie dającej się wszak zakwestionować) przemiany duchowej… no, właśnie, komu? Nam, grzesznym…?

Cokolwiek sądzić o samym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, jakichkolwiek by się w nim dopatrywać niedoskonałości (a jakiż to akt ludzki będzie sam w sobie doskonały?), bezwzględnie należy dostrzec jego najgłębszą istotę, jaką jest szczery odruch duszy ku Bogu. On zaś – jak niezbicie wykazuje historia zbawienia – na każdy, choćby najdrobniejszy i najbardziej niedoskonały tego typu impuls ze strony swych zawsze przecież niegodnych dzieci odpowiada całą pełnią swej nieskończonej, absolutnej miłości ojcowskiej, czyli niezmierzoną szczodrością łask.

Przy okazji warto zauważyć, że oddając się pod panowanie Chrystusa Króla Polska wybrała osamotnienie we współczesnym świecie. Dziś Rzeczpospolita jest tak osamotniona, jak nigdy jeszcze nie była – bardziej niż w roku 1920, bardziej niż w 1939. I nie może być inaczej, albowiem w momencie oddania się w lenno Królowi wszechświata, należy natychmiast wziąć rozbrat z tym światem i porzucić mrzonki o wszelkich aliansach z jego mocarstwami.

Polska sama stanie się mocarstwem, „będzie silną potęgą, najsilniejszą nie tylko w Europie, ale na całym świecie, jeśli usłucha wezwania Pana Jezusa” – zapisała Rozalia Celakówna, zastrzegając się z miejsca, iż nie są to jej myśli i słowa – „To mi pokazał Pan Bóg”. Pokazał jej zresztą nieporównanie więcej. „Ostoją się tylko te państwa, w których będzie Chrystus królował” – usłyszała w jednej ze swych wizji – te zaś „państwa i narody, które nie poddadzą się pod panowanie słodkiej miłości Jezusowej, zginą bezpowrotnie z powierzchni ziemi i już nigdy nie powstaną”.

A Polacy w imię miłości bratniej zawierzyli Jezusowi Chrystusowi w Akcie Przyjęcia Go za Króla i Pana wszystkie narody świata, aby rozpoznały w Nim swego prawowitego Pana i Króla i wykorzystały czas dany im przez Ojca na dobrowolne poddanie się Jego panowaniu. Oby więc przesilenie, u progu którego właśnie stoimy, okazało się ozdrowieńcze nie tylko dla naszej Ojczyzny – jeżeli posłuszna będzie woli Chrystusowej (jak z kolei usłyszała z ust Pańskich święta Faustyna Kowalska) – ale też dla Europy i całego świata.

Jakiż smutny, jak bezbrzeżnie przygnębiający krajobraz rozpościera się przed oczyma dusz naszych, gdy usiłujemy sobie wyobrazić sceny ujrzane przez Rozalię Celakównę. „Zniszczenie będzie wielkie wskutek grzechów, które się rozlały jak potop na ziemi, więc muszą być krwią zmyte, zwłaszcza tam, gdzie były popełniane w sposób najohydniejszy”. Trudno będzie w pełni cieszyć się z własnego przetrwania, gdy tak wiele na zawsze zginie z powierzchni ziemi. Trzeba się przeto jak najgoręcej modlić o opamiętanie dla głupich i zdziczałych plemion Zachodu oraz czynić wszystko, co w naszej mocy w celu ich duchowego przebudzenia.

Właśnie dzisiejsza Polska – osamotniona w świecie jak nigdy dotąd, za to jak nigdy dotąd silna sojuszem z samym Niebem – ma niepowtarzalną okazję stać się punktem wyjścia katolickiej kontrofensywy. Zapewne spadną na nią liczne ciosy z zewnątrz, a i diabelska piąta kolumna w jej granicach nie raz boleśnie da o sobie znać, jednak Polakom nie wolno zejść z tej drogi. Nie wolno się zawahać, zachwiać, zwątpić. Powinniśmy na trwałe wbić sobie w pamięć, że „Bóg nasz będzie za nas walczył” (Ne 4, 14). Wielokrotnie i na różne sposoby dawał wszak dowody hojnego wsparcia tych, którzy Mu zaufali. „Nie drżyjcie, nie lękajcie się. Pan, Bóg wasz, który idzie przed wami, będzie za was walczył, podobnie jak uczynił w Egipcie na waszych oczach” (Pwt 1, 29-30) – zapewniał swych wybranych przez usta proroków. „Pan będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni” (Wj 14, 14). Zatem „nie bój się, bo Pan, Bóg wasz, będzie za was walczył” (Pwt 3, 22). I „rzeczywiście Pan sam walczył za Izraela” (Joz 10, 14), „Bóg wasz, sam walczył za was, jak wam obiecał” (Joz 23, 10).

 

Trzeba, żeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół

Zatem, ufni w Opatrzność Boga nad tymi, którzy podążają Jego ścieżkami, powtórzmy wypowiedziane rok temu słowa Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana – i powtarzajmy je regularnie, gdyż „duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mt 26, 41), a pamięć ludzka nader zawodna, do tego zaś wrogi świat przenigdy nie ustanie w wysiłkach, aby na kształt cierni zagłuszać w nas wszelkie echo Bożego natchnienia.

„Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie – na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby naszą Ojczyznę i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju. Panie Jezu Chryste, Królu naszych serc, racz uczynić serca nasze na wzór Najświętszego Serca Twego. Niech Twój Święty Duch zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi. Niech wspiera nas w realizacji zobowiązań płynących z tego narodowego aktu, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia. W Niepokalanym Sercu Maryi składamy nasze postanowienia i zobowiązania, powierzając się matczynej opiece Królowej Polski i wstawiennictwu świętych patronów naszej Ojczyzny.”

 

Jerzy Wolak

 

Read more: http://www.pch24.pl/polska-chce-byc-krolestwem-chrystusa-newsletter-191,56374,i.html#ixzz51NQ1YZTh

 

Tekst  wzięty  z  http://www.pch24.pl/polska-chce-byc-krolestwem-chrystusa-newsletter-191,56374,i.html