Dr Leszek Pietrzak

fot: ABW.GOV fot: ABW.GOV

Sprawa „Wołgi” była jedną z największych tajemnic ABW w czasach rządów koalicji PO-PSL. Gdy PiS przejął władzę, a szefem ABW został Piotr Pogonowski, sprawa „Wołgi” wyszła na jaw.

W czasach rządów koalicji PO-PSL nasze służby specjalne zostały rozpracowane przez Rosjan, którzy zdobyli unikatową wiedzę na temat ich działania. Rosyjskim szpiegom z Federalnej Służby Bezpieczeństwa (następczyni legendarnej komunistycznej KGB) udało się oszukać Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, po siedzibie której w Warszawie bez żadnych problemów się poruszali. W podobny sposób udało im się również podejść kierownictwo Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Straty dotyczące bezpieczeństwa państwa są trudne do oszacowania. – Używając terminologii brydżowej, w tym rozdaniu Władimir Putin wziął wszystko, co było do ugrania. Zalicytował szlema i go wygrał – komentuje jeden z oficerów ABW pracujących na kierunku rosyjskim.

Czerwone wygrywa

W ubiegłą środę (6 grudnia) Żandarmeria Wojskowa (ŻW) zatrzymała byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) gen. Piotra Pytla. Zatrzymanie Pytla miało związek ze śledztwem Prokuratury Okręgowej w Warszawie dotyczącym współpracy SKW z Rosyjską Federalną Służba Bezpieczeństwa (FSB), jaka miała miejsce przed paroma laty. Pytel został dowieziony do prokuratury, gdzie miał złożyć wyjaśnienia w tej sprawie. Tych jednak odmówił. Według rzecznika warszawskiej prokuratury Łukasza Łapczyńskiego zatrzymanie byłego szefa SKW było związane z koniecznością wykonania czynności procesowych w tej sprawie z jego udziałem, na które to czynności Pytel nie zamierzał się stawić, pomimo że otrzymał wezwanie. Na przesłuchanie do warszawskiej prokuratury został wezwany także poprzednik Pytla na stanowisku szefa SKW – gen. Janusz Nosek, który także odmówił złożenia wyjaśnień w tej sprawie. Prokuratura zmieniła wcześniej wysunięty wobec Pytla zarzut na inny, zaś Noskowi postawiła w tej sprawie dwa nowe zarzuty. Zarzuty wobec Pytla i Noska mają związek z przekroczeniem uprawnień służbowych w związku z funkcjonowaniem SKW za czasów, gdy szefowali tej służbie. Jak już wspomnieliśmy, miało do tego dojść przy okazji nawiązania współpracy SKW z rosyjską FSB. Umowa z Rosjanami została podpisana w 2012 r., ale bez zgody ówczesnego premiera Donalda Tuska. Ten w kwietniu br. zeznał w warszawskiej prokuraturze, że o współpracy SKW z FSB nie wiedział. Pytel i Nosek pomimo otrzymanych zarzutów uważają jednak, że nie naruszyli prawa, a całą sprawę uznają za stricte polityczną. Innego zdania jest natomiast szef MON Antoni Macierewicz nadzorujący wojskowe służby, który odnosząc się do działania warszawskiej prokuratury w tej sprawie, podkreślił, że „mówimy o sytuacji dotyczącej najgorszej zdrady, jakiej może się dopuścić Polak”.

Pod szyldem współpracy

Podpisana w 2012 r. przez ówczesnego szefa SKW gen. Janusza Noska umowa z rosyjską FSB miała rzekomo dotyczyć współpracy obu służb jedynie w dziedzinie wspólnego zwalczania zagrożeń terrorystycznych. Jak się jednak okazało, mocno wykroczyła poza te ramy. Doszło bowiem do wymiany informacji nie tylko związanych z rzekomymi zagrożeniami terrorystycznymi, ale także tych, które dotyczyły obszarów w żaden sposób niezwiązanych z nimi. W ramach tej współpracy doszło również do bardzo bliskich kontaktów pomiędzy oficerami obydwu służb. Doszło nawet do takiego spoufalenia obu służb, że w pewnym momencie rosyjska FSB, mając nieformalne przyzwolenie, mogła prowadzić w naszym kraju działania poza jakąkolwiek kontrolą ze strony naszych służb. Oficerowie FSB bywali też dość często w warszawskiej siedzibie SKW, gdzie mogli się poruszać, dysponując specjalnymi przepustkami.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, SKW od kilkunastu miesięcy analizuje wszelkie dokumenty związane z tą współpracą. Stara się m.in. ustalić, jakie informacje były przekazywane Rosjanom i czego one dotyczyły. Ma to pozwolić na ustalenie ewentualnego zakresu szkód, jakie ta współpraca mogła przynieść naszej SKW. Oficerowie wojskowego kontrwywiadu, którzy badają tę sprawę od kilku miesięcy, w nieoficjalnej rozmowie z nami stwierdzili, że rosyjska FSB mogła w czasie tej współpracy dokonać rozpoznania struktur i metod działania SKW oraz zdobyć unikatową wiedzę na temat wielu jej oficerów. Jak podkreślili nasi rozmówcy, być może nawet niektórzy z nich zostali tajnymi współpracownikami FSB. W każdym razie znając działania rosyjskich służb, taki scenariusz jak najbardziej należy brać pod uwagę.

ABW też dała się nabrać

Okazuje się, że z rosyjską FSB współpracowała także nasza największa tajna służba, czyli Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Miało do niej dojść niemal w tym samym czasie, czyli w 2012 r., kiedy rosyjska FSB nawiązała współpracę z Delegaturami ABW w Gdańsku i Olsztynie, oficjalnie w dziedzinie zwalczania rzekomego przemytu narkotyków. Te, mając zgodę na taką współpracę ze strony szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, podjęły ją. W rezultacie tego uruchomiona została w ABW sprawa o kryptonimie „Wołga” (Sprawa Operacyjnego Rozpracowania „Wołga”), która miała dotyczyć wspólnego zidentyfikowania kanałów przerzutu narkotyków z obwodu kaliningradzkiego do Polski. Z ramienia centrali ABW nadzór nad nią miał zastępca Bondaryka płk Jacek Mąka. Strona rosyjska miała mieć w trakcie tej współpracy wgląd do dokumentów sprawy „Wołga”. Dzięki temu rosyjska FSB mogła poznać struktury i metody działania ABW. Dopiero po kilku miesiącach placówki ABW w Gdańsku i Olsztynie zorientowały się, że żadnego przemytu narkotyków z obwodu kaliningradzkiego do Polski nie było, a cała sprawa jest zwykłą legendą, mającą jedynie służyć zinfiltrowaniu ABW przez rosyjską służbę. Podobnie jak miało to miejsce w wypadku SKW, także ABW musiała mieć na taką współpracę zgodę ze strony ówczesnego premiera, której oczywiście nie uzyskała. Sprawa „Wołgi” była jedną z największych tajemnic ABW w czasach rządów koalicji PO-PSL. Gdy PiS przejął władzę, a szefem ABW został Piotr Pogonowski, sprawa „Wołgi” wyszła na jaw. Ale o dziwo Pogonowski nie skierował doniesienia do prokuratury w tej sprawie, a powinien zrobić to samo co szef SKW Piotr Bączek.

Nasze służby są „przezroczyste”

Tak naprawdę nie jesteśmy dzisiaj w stanie nawet do końca ocenić, jakie rzeczywiście szkody przyniosła współpraca SKW i ABW z rosyjską FSB w okresie rządów koalicji PO-PSL. Lepiej będzie jednak z góry założyć, że mogą one być znacznie większe, niż przypuszczamy. Najważniejsze, aby szefowie SKW i ABW podjęli wszelkie możliwe działania, aby w jak największym stopniu je zminimalizować. Jak wiadomo, nie będzie to łatwe zadanie, bo „materia” jest w tym wypadku bardzo skomplikowana i jednocześnie delikatna. Równie ważne jest to, aby ustalić, kto i w jakim zakresie ponosi odpowiedzialność za to, że nasze służby specjalne stały się całkowicie „przezroczyste” dla Rosjan. O ile jest nadzieja, że tak się stanie w przypadku SKW, o tyle nie wiemy, czy zadziała to w odniesieniu do ABW. Swoją drogą dziwić może to, że ABW nie złożyła do tej pory w tej sprawie jeszcze doniesienia do prokuratury, aby ta zajęła się sprawą współpracy z FSB, która co jeszcze raz warto podkreślić, była po prostu nielegalna.

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/5377-rosyjscy-szpiedzy-w-polsce-zinfiltrowali-nasze-sluzby-cywilne-i-wojskowe

312 total views, 0 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)