[ Już kiedyś nasz obóz był postępowy.    J.B.]

Stary Wiarus

Nie jestem Semitą. Nie jestem antysemitą. Jestem umiarkowanym filosemitą, ponieważ żaden Żyd nigdy nic złego mi nie zrobił, a nawet wręcz przeciwnie, spotkałem w życiu kilku Żydów którzy mi w istotny sposób pomogli.

============================================

Zdumiewa mnie nie od dzisiaj, że polska klasa polityczna, w zasadzie niezależnie od formacji, żyje od co najmniej trzydziestu lat w przekonaniu, że Izrael jest naturalnym sojusznikiem Polski. Czy ktokolwiek kiedykolwiek spokojnie usiadł i spokojnie to przemyślał, od początku do końca, a następnie wyartykułował, na czym konkretnie takie przekonanie jest oparte?

USA są sojusznikiem strategicznym Polski. USA są sojusznikiem strategicznym Izraela. Ale w żadnej logice nie przekłada się to na zasadę, że Izrael jest w takim razie automatycznie sojusznikiem Polski, zwłaszcza strategicznym. Ani oni nie będą umierać za Przesmyk Suwalski, ani my za Hajfę lub Wzgórza Golan.

USA są sojusznikiem Japonii i posiadają tam bazy wojskowe. Nie przekłada się to w żaden sposób na jakoś szczególnie gorącą czy szczególnie bliską przyjaźń polsko-japońską. Lubimy Japończyków i chętnie handlujemy z nimi, dobrze wiemy co to Toyota i Sony, ale raczej nie będziemy się nigdzie bić “za naszą i waszą wolność” u boku armii japońskiej.

USA są szczególnie bliskim sojusznikiem Wielkiej Brytanii. Niemniej podczas wojny brytyjsko-argentyńskiej o Falklandy w 1982 roku, ani Amerykanie nie proponowali swemu sojusznikowi, że zbombardują Buenos Aires aby rzucić Argentynę na kolana, ani Brytyjczycy takiej oferty nie oczekiwali. Co zatem robiły polskie F-16 w ćwiczeniach nad pustynią Negev?

Że izraelską broń kupujemy? Przecież kupujemy, a nie bierzemy darmo. Płacimy. To konkurencyjny rynek, w dodatku rynek kupującego, gdzie wielu ma towar i chce go sprzedać, a nie każdego stać, żeby kupić. Klient wchodzący do salonu samochodowego z walizką gotówki doprawdy nie musi przynosić ze sobą oprócz pieniędzy także własnego materaca dmuchanego i własnego pudełeczka wazeliny.

Wyznam, że nie rozumiem ambicji polskich polityków by stosunki Polska-Izrael jak najbardziej zbliżyć do ideału gorących pocałunków w same usta. Czy jest w ogóle taka potrzeba?

Tysiąc lat wspólnej historii? Czy jednym z głównych priorytetów niemieckiej polityki zagranicznej jest robienie dobrze Serbom i ich państwu z powodu 1500 lat wspólnej historii Niemców i Serbołużyczan? Nie zauważyłem.

Czy stosunki poprawne, nawet ciepłe, lecz nie histeryczne, nie obsesyjne, stosunki takie jak, powiedzmy, Polski z Argentyną, Polski z Japonią, Polski z Filipinami, Szwecji z Tajlandią, Urugwaju z Paragwajem, czy Barbados z Bahamami by nie wystarczyły?

Czy Polska doprawdy musi kupić sobie bilet wstępu do fundamentalnie nierozwiązalnego konfliktu bliskowschodniego? Czy marzy o tym, by izraelski ogon machał polskim psem?  Czy też za każdym kłopotem w polsko-izraelskich stosunkach dwustronnych będzie odgrywać pantomimę bólu pt. “Uwiedziona i porzucona”, ze szczególnym uwzględnieniem sceny z “Monizy Clavier” Slawomira Mrożka:

(O tu! – krzyknąłem, szeroko otwierając jamę ustną i wskazując palcem na zęby trzonowe. – O tu, wybili, panie, za wolność wybili!).

Co się właściwie stało z trzeźwą zasadą ludu polakiego:
“nie mój cyrk, nie moje małpy”?

 

Tekst  wzięty  z  https://www.salon24.pl/u/wtemaciemaci/