fot: YouTube fot: YouTube

Prawicowe elity stają się zakładnikami różnych żydowskich uroszczeń, choćby w polityce historycznej, czy – jak w omawianym przypadku – dołączają do nagonki na legalnie działających narodowców.

I. Nagonka na narodowców

Wszystko zaczęło się od ostatniego Marszu Niepodległości, który jak co roku przeszedł ulicami Warszawy. Jak pamiętamy, wśród ponad 60 tys. uczestników znalazło się kilka bliżej niezidentyfikowanych grupek, które przyniosły ze sobą prowokacyjne transparenty typu „Europa będzie biała albo bezludna” czy „Wszyscy różni, wszyscy biali”. Oliwy do ognia dolał rzecznik Młodzieży Wszechpolskiej, który wdał się w idiotyczne dywagacje na temat „separatyzmu rasowego”.

Przesłanie tego typu jest oczywiście sprzeczne z polską tradycją narodową – dla przedwojennych przedstawicieli obozu narodowego liczył się bowiem głównie aspekt tożsamościowy i cywilizacyjno-kulturowy: czujesz się Polakiem, częścią naszej wspólnoty, tradycji, chcesz pracować dla dobra Polski – jesteś „nasz”, a pochodzenie etniczne ma znaczenie drugorzędne. Dlatego właśnie wśród narodowców można było znaleźć zasymilowanych Niemców, Żydów, Tatarów… O jawnie fałszywej alternatywie Europy „białej” albo „bezludnej” w ogóle szkoda gadać, ciekawe jaki mędrzec/ prowokator ukuł ten wiekopomny slogan.

Powyższe potwierdzili również w specjalnym oświadczeniu przedstawiciele organizacji narodowych – Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Młodzieży Wszechpolskiej oraz Obozu Narodowo-Radykalnego, odcinając się od ideologii rasistowskich i postaw szowinistycznych, podkreślając natomiast wagę wspomnianego czynnika tożsamościowego. Nic to nie dało – wokół Marszu rozpętano medialno-polityczną histerię, która swym zasięgiem wylała się poza granice Polski. Zbitkę o „60 tys. faszystów” na ulicach Warszawy powtarzano we wszelkich możliwych konfiguracjach, przechodząc do porządku dziennego zarówno nad stanowiskiem organizatorów, jak i nad tym, że rzecznik MW po swoim niefortunnym wystąpieniu został ekspresowo odsunięty od pełnienia funkcji.

Pół biedy, jeśli wrzask wydobywał się z gardzieli totalnej opozycji i lewackich mediów – tu po pierwsze, nie można się było spodziewać niczego innego, po drugie – pojawiły się wręcz elementy humorystyczne („kulson-gate”). Marsz Niepodległości od swego zarania, gdy był jeszcze niszową imprezą narodowców, wywoływał wściekłość kosmopolitycznej lewicy, która notabene nagłośnionymi medialnie „gwizdkami Blumsztajna”, próbami blokad i zapraszaniem bandziorów z Antify, walnie przyczyniła się do sukcesu inicjatywy i zmiany jej statusu z wydarzenia środowiskowego na największą demonstrację patriotyczną w Polsce. Gorzej, że odciąć się, potępić i napiętnować rzekomy „faszyzm” uznali za stosowne także prominentni przedstawiciele obozu „dobrej zmiany” – i to, jak wiele wskazuje, pod naciskiem środowisk żydowskich, o czym szerzej za chwilę.

II. Małostkowa „dobra zmiana”

Taka postawa to tchórzliwa głupota i skrajna nielojalność wobec setek tysięcy uczestników Marszu biorących w nim udział na przestrzeni ostatnich lat. Marsz Niepodległości nie jest bowiem wyłącznie imprezą narodowców. Idą w nim także m.in. zwolennicy PiS i szerzej – wszyscy ci, którzy w Święto Niepodległości chcą zamanifestować swój patriotyzm. To oni w znacznej mierze sprawili, że podczas rządów PO obóz niepodległościowy nie „wymarł jak dinozaury”, a postawy patriotyczne upowszechniły się w młodym pokoleniu Polaków. To oni dawali świadectwo – przychodząc bez względu na liczne prowokacje, często ryzykując spałowanie, areszt i procesy sądowe. To oni wreszcie, nadstawiając karku, w ostatecznym rozrachunku utorowali PiS drogę do władzy. W podzięce usłyszeli, że są „faszystami”, bo PiS przestraszyło się przyklejanej mu przez media łatki „nacjonalistów”.

Ów strach przed „obciążeniem wizerunkowym” przebija również z wypowiedzi prezydenta Andrzeja Dudy, który jeszcze niedawno wysyłał do uczestników Marszu wzniosłe listy, a dziś na wyprzódki odżegnuje się od „chorobliwego nacjonalizmu” – z pełną świadomością, że rasistowskie poglądy są na Marszu (i szerzej – w Polsce) absolutnym marginesem marginesu. Nawiasem mówiąc, wygląda na to, że prezydent w ten sposób skorzystał z okazji, by usprawiedliwić ex post brak zaproszenia dla przedstawicieli środowisk narodowych do honorowego komitetu upamiętniającego 100-lecie odzyskania niepodległości.

Sprawy jednak zaszły dalej niż małostkowy koniunkturalizm jednego czy drugiego polityka. Do gry wkroczyła bowiem prokuratura, która wszczęła postępowanie dotyczące wykreślenia z rejestru stowarzyszeń Obozu Narodowo-Radykalnego, Młodzieży Wszechpolskiej oraz Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, o czym poinformował sam zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand. Jeżeli rzecz się oparła o taki szczebel, to raczej wykluczone, by odbyło się to bez błogosławieństwa z samej góry.

Tu warto się na chwilę zatrzymać nad pewną koincydencją. Oto wkrótce po Marszu Niepodległości (17 listopada) doszło do spotkania przedstawicieli środowisk żydowskich (w tym naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha i przewodniczącego Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP Lesława Piszewskiego) z Jarosławem Kaczyńskim, podczas którego jednym z głównym tematów był Marsz oraz rzekomo narastający antysemityzm. Jarosław Kaczyński był ponoć „zszokowany”, a wkrótce potem prokuratura wszczęła z urzędu postępowanie…

III. Żydowski kompleks prawicy

Swoje dołożyła również wiceminister kultury dr Magdalena Gawin, zgłaszając postulat delegalizacji ONR. Znamienna jest przy tym okazja, przy jakiej doszło do tej deklaracji. Otóż stało się to podczas konferencji „Zjawisko antysemityzmu w Polsce” (5 grudnia 2017) zorganizowanej przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami i polski oddział Komitetu Żydów Amerykańskich (AJC). Otwarcie środkowoeuropejskiego biura AJC w Warszawie (w obecności ambasadora USA Paula W. Jonesa) było w marcu 2017 uroczyście fetowane przez przedstawicieli polskiego rządu, zaś prezydent Duda przygotował na tę okazję wylewny list powitalny. Ze swojej strony przedstawiciele AJC zapowiedzieli „walkę z ekstremizmem” oraz ma się rozumieć „antysemityzmem”. Z kolei Centrum Badań nad Uprzedzeniami to jawnie lewacka, ideologiczna jaczejka funkcjonująca na Uniwersytecie Warszawskim, zajmująca się diagnozowaniem ludności tubylczej pod kątem „nietolerancji” i „ksenofobii”. I w takich oto uroczych okolicznościach przyrody pani wiceminister, przez nikogo niewywoływana do tablicy, poczuła się w obowiązku oznajmić, iż ONR powinien zostać zdelegalizowany, jako że jego działalność ma być „sprzeczna z konstytucją”. Zastanawiająca gorliwość, sprawiająca wręcz wrażenie dość żałosnego „pucowania się” z domniemanego zarzutu „faszyzmu”.

Osobnym wątkiem w tej historii jest aktywność „przyjaciela Polski” – niejakiego Jonny Danielsa, który po Marszu Niepodległości złożył do prokuratury zawiadomienie o „propagowaniu nienawiści i dyskryminacji” (zasłynął też wezwaniem do wyeliminowania z życia publicznego Grzegorza Brauna). Człowiek ten, robiący od pewnego czasu furorę na prawicowych salonach władzy i okolic, dał się poznać jako szef fundacji „From the Depths”, będącej głównym organizatorem bezprecedensowej wyjazdowej sesji Knesetu w Auschwitz 27 stycznia 2014 r. Obecnie zaś ów piarowiec-lobbysta i były sierżant sztabowy izraelskich sił specjalnych robi za głównego łącznika między Izraelem i środowiskami żydowskimi a Polską. Coś niebywałego – przybywa tu, ot tak sobie, ktoś kreujący się na swoistego następcę Szewacha Weissa (Weiss jest zresztą w radzie honorowej „From the Depths”) i z miejsca otwierają się przed nim wszystkie drzwi zarówno poprzedniej, jak i obecnej władzy. [dropshadowbox align=”none” effect=”raised” width=”auto” height=”” background_color=”#ffffff” border_width=”3″ border_color=”#0a0909″ ]Powiedzmy więc wprost: jest to najpewniej agent wpływu, od którego na kilometr czuć Mossadem, jego prawdziwe cele mogą być zgoła odmienne od deklarowanych – a polskie władze odprawiają wokół niego jakieś żenujące tańce, zaś prawicowa publika robi mu klakę tylko dlatego, że nie lubi go żydowska lewica od Hartmana i B’nai B’rith. Co więcej, ten „ktoś” bez cienia żenady zabiera się za orzekanie, komu wolno działać w polskiej przestrzeni publicznej – i polskie elity patriotyczne przyjmują to z pełnym zrozumieniem.[/dropshadowbox]

Ów specyficzny „żydowski kompleks” polskiej inteligencji – również tej prawicowej i patriotycznej – jak ognia wystrzegającej się choćby cienia podejrzeń o antysemityzm, jest zaiste fenomenem godnym osobnych rozbiorów. W każdym razie, widoczny efekt jest taki, że prawicowe elity stają się zakładnikami różnych żydowskich uroszczeń, choćby w polityce historycznej, czy – jak w omawianym przypadku – dołączają do nagonki na legalnie działających narodowców. Nie dziwi więc, że posłowie Tomasz Rzymkowski, Bartosz Jóźwiak i Robert Winnicki zgłosili do ministra Glińskiego oficjalne zapytanie, czy polski rząd nadal podejmuje za pośrednictwem swoich służb działania operacyjne przeciw organizacjom narodowym i czy faktycznie zamierza je zdelegalizować. Ja ze swej strony dodam: łapy precz! Jeśli już musicie, to zapalajcie sobie razem z Danielsem te chanukowe świeczki, róbcie sobie swoje obchody Święta Niepodległości bez następców Dmowskiego – ale od narodowców wara.

Tekst ukazał się w magazynie Polska Niepodległa!

Tekst  wzięty  z  https://polskaniepodlegla.pl/opinie/item/15030-tylko-u-nas-dosc-tej-nagonki-rece-precz-od-narodowcow