“Rządzące nami elity nie wiedzą co to jest Ojczyzna”. Śląski historyk o problemach z separatyzmem RAŚ i “opcją niemiecką” na Śląsku.

za:   http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/258846-prof-marek-rzadzace-nami-elity-nie-wiedza-co-to-jest-ojczyzna-slaski-historyk-o-problemach-z-separatyzmem-ras-i-opcja-niemiecka-na-slasku-nasz-wywiad

fot. wPolityce.pl: Prof. F. Marek
fot. wPolityce.pl: Prof. F. Marek

rozmawiał Sławomir Sieradzki

Naszych władców historia niczego nie nauczyła — mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl historyk i pedagog ze Śląska,  prof. Franciszek Marek.

wPolityce.pl: Marek Plura w wypowiedzi dla „Dziennika Zachodniego”, w której tłumaczył, że nie należy do „opcji niemieckiej” użył sformułowania „nasz haimat”. Czy to słowo, będące kalką niemieckiego „Heimat”, jest używane w gwarze śląskiej na określenie regionu rodzinnego, miejsca, w którym przyszło się na świat?

Prof. Franciszek Marek: Absolutnie nie! Ani w języku polskim, ani w żadnej ze śląskich gwar to słowo nie istnieje. Nie mamy innego terminu, niż strony rodzinne, ojcowizna itp.

To skąd się bierze takie germańskie „makaronizowanie” na Górnym Śląsku?

Mamy tu do czynienia z nieustannym i chytrym wprowadzaniem germanizmów do języka. Pierwsza gazeta polska w Opolu była redagowana przez wybitnego, szlachetnego człowieka, Niemca, Bernarda Bogedajna. W pierwszym numerze „Gazety Wiejskiej dla Górnego Śląska”, która wyszła 19 stycznia 1949 roku jest takie zdanie: „”… otóż i w waszym rodowitym języku gazeta, albo jak ją zwyczajnie nazywanie ‘Nowina’, a po niemiecku mówiąc ‘zeitung’”. A tu teraz słyszę, że Katowiczanie wprowadzają gazetę mającą w tytule „Zeitung” właśnie, coś zupełnie obcego. Za tym wszystkim kryje się bardzo chytra działaność antypolska. To jest moje zdanie i od tego zdania nigdy nie odstąpię.

Mniejszość niemiecka zaproponowała właśnie RAŚ start ze swoich list wyborczych do Sejmu. Ma to na celu obejście pięciorocentowego progu wyborczego, którego uprzywilejowani Niemcy nie mają. Jak pan ocenia ten sojusz? Jerzy Gorzelik wydaje się być zadowolony. W „Dzienniku Zachodnim” powiedział, że „propozycja stworzenia listy do Sejmu złożona przez przedstawicieli mniejszości niemieckiej jest poważna i interesująca. Będziemy się nad nią zastanawiać.

Naszych władców historia niczego nie nauczyła. Przed wojną mieliśmy o tyle mądrzejszy system, że np. dla mniejszości niemieckiej były w Senacie przeznaczone dwa miejsca. I te osoby wskazywał Prezydent RP. To – moim zdaniem było lepsze – bo było symbolem wspaniałomyślności polskiego państwa. Ale i tak te osoby w tym senacie narobiły bardzo dużo zła. Dziś wiemy, że w dyplomatycznych przesyłkach przewiozły tysiące karabinów do uzbrojenia Niemców na Śląsku. A jeden z nich – Rudolf Wiesner, w czasie okupacji był wiceszefem komendy Gestapo w Nowym Sączu, gdzie dopuszczał się zbrodni. Przeżyłem wojnę i dobrze wiem do czego są zdolne różne szuje są w systemie totalitarnym. Paradoksalnie moja rodzina i ja przetrwaliśmy okupację dzięki rodowitym Niemcom. Bo nic gorszego w tamtych czasach nie było na Śląsku, jak zniemczeni Ślązacy. Nawet na własnych braci potrafili donosić na Gestapo. Znana jest historia księdza Józefa Czempiela, którego Niemcy zamordowali w Dachau. Brat księdza Czempiela był jakąś szychą w SS w Berlinie. Ten człowiek odmówił pomocy bratu mówiąc, że „Polaka nie będzie ratował”. Księdza zamordowano w 1942 roku. Naprawdę łatwiej było znaleźć na Śląsku uczciwszego Niemca niż zniemczonego Ślązaka. I dlatego ja jestem taki stanowczy, jeśli chodzi o RAŚ.

Niedawno Platforma Obywatelska po raz kolejny zawarła koalicję z RAŚ w Sejmiku Województwa Śląskiego. Jak ocenia pan podanie autonomistom kroplówki polityczno-finansowej?

Gdybym miał powiedzieć bardzo szczerze, to powiedziałbym, że rządzące nami elity nie wiedzą co to jest Ojczyzna. Od czasów Zygmunta Starego w pierwszej połowie XVI wieku aż do zaborów w końcu wieku XVIII w polskiej polityce funkcjonowali tzw. jurgieltnicy. To byli „mężowie stanu”, magnaci, którzy pobierali pieniądze od obcych dworów. Nawet tych, które były naszymi zaborcami. Proszę zobaczyć jak brzmi nazwa felietonu prof. Widackiego w lewicowym tygodniku „Przegląd”: „Z Galicji!” Do jasnej cholery! Nie dziwmy się potem, że jak tamci tęsknią do zaborcy austriackiego, który nazwę Galicja wymyślił, to na Górnym Śląsku wypatrują Prusaków!

Czy zdefiniowałby pan RAŚ jako separatystów?

Oczywiście! Ja nigdy nie wyzbędę się patriotyzmu lokalnego i dla mnie Śląsk to jest Śląsk, a nie familoki katowickie. Moje wnuki mieszkają na Dolnym Śląsku, w większości we Wrocławiu i jeżdżąc tam widzę, że trzecie pokolenie repatrianckie, już tam urodzone, też już już zaczyna być patriotami śląskimi. Nie można tworzyć jakiś efemeryd, które rozbijają spójność narodową. Proszę zobaczyć kto wymyśla jakiś „język górnośląski”! Ludzie, którzy nawet gwary nie znają! Powiem też dlaczego mnie mniejszość niemiecka tu zwalcza. To zawiść. Bo gdy ich liderzy w czasach, gdy nawet nie wiedzieli jeszcze, że są Niemcami, to ja byłem pierwszym na Śląsku Opolskim pierwszy, który organizował kursy języka niemieckiego. Zawsze bowiem uważałem, że wykształcony Ślązak powinien znać niemiecki, co jest ważniejszą umiejętnością niż posługiwanie się gwarą, dlatego że niektórzy autorzy – Niemcy urodzeni na Śląsku – napisali dzieła, które polski patriota na Śląsku powinien znać. Choćby Horsta Bienka czy Joseph von Eichendorffa. Tak więc zamiast uczyć się jakiegoś żargonu familokowego, to lepiej uczyć się j. niemieckiego. Dzięki temu dojadą dalej niż do Opola czy Katowic.

CZYTAJ TAKŻE: „RAŚ lansuje narodowość śląską. To oczywiście idzie po linii myślenia hitlerowców o Polsce, która ma być podzielona”

Rozmawiał Sławomir Sieradzki