Czy socjalista może być dobrym patriotą?

za:   http://coryllus.salon24.pl/677846,czy-socjalista-moze-byc-dobrym-patriota

Maciejewski

Zacznę od dwóch skrajnych przykładów. Pojawił się wczoraj w sieci list Jacka Bartyzela, w którym pisze on, że w zadanych warunkach nie ma mowy o tym, by myśl konserwatywna, lub jak kto woli kontrrewolucyjna była czymś więcej niż kosztowną ekstrawagancją. Socjaliści zwyciężyli, a konserwatyści idą do lamusa i nie ma od tego odwołania. Przyczyny tego stanu wskazane przez Jacka Bartyzela są jak najbardziej prawdziwe. Nie ma się co z panem profesorem spierać. Nie ma ziemiaństwa i banki już przypilnują, żeby nigdy go nie było, nie ma też korpusu oficerskiego, który zdolny byłby do przeprowadzenia zamachu stanu w duchu kontrrewolucji. Ja zaś dodam, że mówienie o jakimkolwiek duchu, poza czystym spirytusem z Polmosu, jest w przypadku naszego korpusu oficerskiego dużym nadużyciem. No, ale coś jednak jest. My jesteśmy i to moim zdaniem już sporo. Teraz drugi przykład, biegunowo różny od pierwszego.

Oto wczoraj wieczorem ktoś zalinkował tutaj tekst Tomasza Sulimy, radnego z Bielska Podlaskiego, którego udało nam się skutecznie przepędzić z salonu. Tomasz Sulima lamentuje w tym tekście, że jak do władzy doszła prawica to zagrożone są dotacje dla mniejszości, a bez nich te mniejszości przepadną i nie będą się mogły rozwijać. Kiedy słyszę coś takiego mogę tylko zacierać ręce z uciechy. Niech przepadają te mniejszości, niech przepadają czym prędzej. Jeśli nie mają nic ciekawego do zaprezentowania i mogą jedynie żebrać albo uprawiać działalność agenturalno-propagandową, niech je trafi szlag. Ja nie otrzymuję dotacji, a działam i do głowy mi nie przyjdzie, by martwić się o to, czy ktoś mi da pieniądze z budżetu czy nie. Żebranina Sulimy jest nachalna i bezczelna, bo on po prostu straszy, że jak nie będzie pieniędzy to cała mniejszość białoruska pójdzie głosować na lewicę. Niech idzie. Krzyż na drogę.

Podnoszę tutaj te dwa teksty, żebyśmy jednak zobaczyli, że nie wszystko stracone. Nie ma bowiem takiej własności, której nie dałoby się zmniejszyć i ograniczyć i nie ma takich budżetów, których nie można byłoby rozkraść. Tak więc idee kontrrewolucji nie umrą zbyt szybko, mogą się jakoś zmodyfikować, mogą wyrosnąć na innej glebie, ale nie umrą. Nie mogą umrzeć, bo lewica im na to nigdy nie pozwoli. Teraz czas na pytanie postawione w tytule; czy socjalista może być dobrym patriotą? Zacznijmy od tego, że nie ma w Polsce innej tradycji patriotycznej niż socjalistyczna. Wiąże się to oczywiście z procesem odzyskiwania przez Polskę niepodległości, którą wywalczono w wyniku szeregu rewolucji lansujących idee lewicowe. Polska niepodległość jest na stałe przyspawana do socjalizmu, a jak ktoś twierdzi inaczej to już mu socjaliści wyjaśnią, że jest zdrajcą. W warunkach niebytu państwowego, opresji i szykan, inna niż socjalistyczna postawa, jawiła się bowiem ludziom jako forma zdrady, mniej lub bardziej jawnej. Dla socjalisty zdrajcą był ziemianin co inwestował w maszyny rolnicze, zdrajcą był robotnik, co nie zapisywał się do partii i zdrajcą był sklepikarz, który odmawiał płacenia rewolucyjnych haraczy. Można oczywiście twierdzić, że socjaliści to ludzie czynu, rzucają bomby, strzelają z browningów i dzięki temu powstaje Polska. To jest niby prawda, niby powiadam, bo koszta powstania takiej Polski są dla samych Polaków nie do udźwignięcia, a przykład 20 lecia pokazuje, że najważniejszym celem socjalistów po odzyskaniu niepodległości, była przemiana w establishment z mniej lub bardziej oszukanymi tradycjami, który próbuje coś tam robić na arenie międzynarodowej. Bez skutku, rzecz jasna, bo ludzie lansujący socjalizm w krajach takich jak Polska byli, są i będą z istoty socjalizmowi wrodzy. I tylko idiota może myśleć, że zdobywszy władzę jako socjalista będzie mógł zamienić się w konserwatystę i gadać z tamtymi jak równy z równymi. To głupstwa. I to widać na licznych przykładach, tak rewolucyjnych, jak i parlamentarnych. Jeśli zaś idzie o te ostatnie, dość wymienić szwedzkiego arystokratę Olofa Palme, który zamienił się w pewnym momencie w socjalistę, bo taka była koniunktura, a potem zginął w zamachu, bo nie zrozumiał nowych czasów.

Powrócę na chwilę do mojej definicji czynności politycznych i tych, które na takie miano nie zasługują. Czynności polityczne są wtedy kiedy przeciwnik ponosi koszta naszych przedsięwzięć. Wszystko poza tym znajduje się poza polityką i może być nazywane romantyzmem, prowokacją, teatrem ulicznym, albo jakoś inaczej. Czy socjalizm przerzuca koszta swojej działalności na przeciwnika? A skąd, socjalizm w ogóle nie myśli o kosztach, socjaliści to ludzie sponsorowani z odległych ośrodków, którym, przez swobodę dysponowania gotówką wydaje się, że są wolni. I tak im się wydaje, wydaje i wydaje, aż pewnego dnia otwierają się drzwi ich mieszkania, i ktoś ich pyta o nazwisko, a kiedy je usłyszy, otwiera teczkę wyciąga z niej browninga i pakuje cały bębenek w brzuch socjalisty.

Socjalizm bowiem to płytka emanacja siły banków, czego socjaliści uporczywie nie chcą zrozumieć. Pieredyszka, którą im daje sponsor jest przez nich omyłkowo brana za sukces, potem zaś są wykańczani przez innych socjalistów, którzy gorliwiej jeszcze wypełniają polecenia sponsora. Przykład Polski jest tu najbardziej dobitny. Polscy socjaliści, którzy uwierzyli w niepodległość zostali wykończeni przez socjalistów rosyjskich i niemieckich, albowiem nie zrozumieli swojej misji. Ta zaś była jasna, zmniejszyć obszar Polski do rozmiarów Królestwa Kongresowego, wydać na rzeź całe ziemiaństwo i zbudować w tej małej Polsce kołchoz-herezję, gdzie tania siła robocza będzie produkować śrubki czy coś innego. Socjalistom zaś zdawało się, że mogą coś zrobić sami ponieważ stoi za nimi naród. I ten naród rzeczywiście tam stał, a przez 122 lata nie został unicestwiony nie z powodu działalności socjalistów, ale z powodu działalności dworów, które były celem tego całego socjalizmu. Musimy to raz na zawsze zrozumieć.

Jeśli ktoś teraz zapyta co z endecją, to chyba go wyrzucę. Wystarczy przejrzeć sobie programy endeków, żeby pojąć, że to są tacy sami socjaliści jak inni tyle, że ograniczeni w swoich pomysłach do mniejszego targetu. Od socjalistów różni ich jedynie stosunek do Żydów. Oni też domagali się reformy rolnej, oni też chcieli uspołecznienia fabryk i oni także chcieli sprawiedliwości społecznej. To są wszystko głupstwa i mrzonki, a endecja nie może być omawiana inaczej, jak tylko jako jeden z projektów imperialnych na Polskę, wymyślonych gdzieś w zakamarkach cesarskich kamer. Dowodów na to jest aż nadto i wystarczy przypomnieć sobie wszystkie konserwatywne projekty komunistów z Henrykiem Krzeczkowskim, wychowawcą Jacka Bartyzela na czele, by to zrozumieć.

Państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych. Czyli wokół problemów – ile komu, jak już wszystko się ukradnie. Do tego bowiem sprowadzają się w dzisiejszym świecie kwestie polityki wewnętrznej socjalistów, zwanych dziś dla niepoznaki demokratami. Najpierw socjaliści krzyczą – nie ma odwrotu, a potem zaczynają dzielić pieniądze tych, których oszukali. Największe zaś wydatki idą na propagandę i po tym między innymi także się socjalistów rozpoznaje. Po wydatkach na promocję.

W naszych okolicznościach socjalistą, który nie zrozumiał sytuacji, był Lech Kaczyński. Został on zamordowany, bo wydawało mu się, że może prowadzić samodzielną politykę i ma dostęp do informacji ważnych. Okazało się, że jednak nie, że informacje, które mu podsuwano nie były istotne, a ludzie, którzy uśmiechali się do niego i mu schlebiali byli kłamcami. Czy lekcja, jaką wszyscy dostaliśmy 10 kwietnia roku 2010 zostanie zrozumiana właściwie przez nowy rząd, nowych posłów i nowych liderów politycznych. Przypuszczam, że nie. Nie może być zrozumiana, bo tkwią oni w pułapce bez wyjścia. Nie mogą powiedzieć, że demokracja jest oszustwem, muszą kokietować wyborców i kłamać, że pozałatwiają wszystkie ich sprawy. Jeśli rozumieją ryzyko, będą bardzo ostrożni, jeśli nie ich działanie prędzej czy później doprowadzi ich do śmierci. W tym pierwszym przypadku – jeśli będą ostrożni – rozczarują tych wszystkich, którzy oczekują zmian, w drugim po prostu znikną. Jakby nie było, następna u steru będzie już prawdziwa lewica, z Zandbergiem na czele, a tego możemy zwyczajnie nie przeżyć.

Oczywiście jest jeszcze trzecie wyjście, to, które zaproponował ostatnio redaktor Lisiewicz, czyli sojusz socjalistów patriotów z socjalistami-gangsterami, celem budowy nowego establishmentu. To się oczywiście skończy eliminacją Lisiewicza i jego kolegów z gry, a być może także z życia, czego ten dureń nie rozumie, bo mu się wydaje, że ma dobrze ustawionego brata. W dłuższej zaś perspektywie doprowadzi i tak do objęcia władzy przez prawdziwą lewicę. Problem socjalistów-patriotów polega na tym, że nie rozumieją oni iż są pewnym etapem. Tak jak małorolny chłop, którego obdzielili ziemią dziedzica nie rozumie, że jego gospodarstwo to tylko etap przejściowy pomiędzy latyfundium a polem golfowym, lub między latyfundium a nieużytkiem celowo nieużytkowanym. Z tymi małorolnymi jest kłopot, albowiem oni są najwierniejszymi sojusznikami socjalistów. Oni są zawsze przeciwko establishmentowi, bo ten w końcu musi zrozumieć, że dla państwa prawdziwego nie ma innej drogi jak obniżanie kosztów produkcji żywności, co wiąże się z komasacją gruntów. Z małorolnymi jest kłopot, bo człowiek musi jeść, w dodatku w każdych warunkach, nawet kiedy panuje realny socjalizm, czyli prawdziwa herezja. Małorolny wtedy ocaleje, pod warunkiem, że nie mieszka w Rosji, ocaleje, bo ktoś musi produkować żywność na rynek wewnętrzny. Żywność, która dystrybuowana jest nielegalnie rzecz jasna, ale za wiedzą i pozwoleniem władz. I to on będzie przekaźnikiem socjalistycznych złudzeń dalej w przyszłość. Identycznie jest z socjalistą patriotą, który będzie opowiadał o bohaterstwie tych co ginęli w kazamatach, a wcześniej rzucali bomby, będzie organizował rocznice, miesięcznice i co tam jeszcze, machał flagą i wznosił okrzyki, a jak dostanie jakieś ekstra pieniądze to postawi pomnik żołnierzy wyklętych przez banki. I co najgorsze i najważniejsze, będzie przygotowywał kolejne pokolenia do ponoszenia krwawych ofiar bez nadziei na sukces i nazywał to edukacją patriotyczną.

Powtórzmy więc jeszcze raz: państwo nie może być organizowane wokół kwestii budżetowych, bo Żydzi, masoni i cała reszta patrzą na to z politowaniem i skrępowaniem. Państwo musi być organizowane wokół Boga, wiary i ekspansji, bo nie ma innego wyjścia. Problem polega tylko na tym, by znaleźć przywódcę odpowiedniej jakości. Czyli człowieka, który nie boi się umrzeć. I z tym jest największy kłopot. Każdy bowiem chciałby żyć, dzielić budżety, obserwować sondaże, pierniczyć głupoty w telewizorze i fotografować się z hostessami. To są marzenia wszystkich socjalistów od lewa do prawa. Dość spojrzeć na Korwina.

Jeszcze raz powtórzmy pytanie: czy socjalista może być dobrym patriotą? Nie może nim być z istoty, bo nie rozumie, że państwo, które wywalczył jest przez samą jego obecność w ośrodku władzy skazane na zagładę. Musimy to stwierdzić jasno i wyraźnie. No, a teraz popatrzmy wszyscy w przyszłość i zastanówmy się co widzimy.