fit

fot: pixabay.com fot: pixabay.com

5 czerwca wszczęto ponownie śledztwo w sprawie mordu na byłym peerelowskim premierze Piotrze Jaroszewiczu i jego żonie Alicji Solskiej. To jedna z typowych zbrodni III RP, zamiecionych pod dywan. Zostali oni brutalni zamordowani 1 września 1992 r. Przed śmiercią byli torturowani, a z domu nie ukradziono żadnych kosztowności, nawet tych, które były na wyciągnięcie ręki. Mimo to policja próbowała zamknąć szybko sprawę i odpowiedzialność za zbrodnię przypisać bandzie pospolitych złodziei – pisze na łamach najnowszego wydania tygodnika Warszawska Gazeta Jan Piński.

Tak nieumiejętnie, że dostali oni odszkodowanie za niesłuszny areszt. A później zaczęły ginąć dowody. Gdy rozwój poziomu badań policyjnych pozwalał na sprawdzenie odcisków palców (nawet częściowych) i śladów genetycznych (DNA), to zwyczajnie nie było już czego badać. Śledztwo mające wyjaśnić, gdzie zginęły dowody, także nic nie zmieniło. I oto dziennikarz Tomasz Sekielski, badając sprawę, znalazł zaginione dowody. Były one w pudełku z prywatnymi rzeczami Piotra i Alicji Jaroszewiczów, które oddano rodzinie w 2010 r. Pytanie, jak było możliwe, że prokuratura szukała dowodów, które leżały sobie w sądowym archiwum (prawdopodobnie od czasu bezpodstawnego oskarżenia złodziei o mord)? Jakim cudem oddano dowody rodzinie, nie sprawdzając, co w nich jest?

Ta sprawa to nie wyjątek, niestety, ale reguła. Gdy w grę wchodzą interesy polityków, biznesmenów i ludzi tajnych służb, policjanci i prokuratorzy zaczynają chorować na niemoc i bezsilność. Nie przesłuchują świadków, gubią dowody, przyjmują idiotyczne hipotezy. Wszystko po to, aby nie zbliżyć się za bardzo do prawdy.

(…)

Więcej w najnowsze Warszawskiej Gazecie! Kupujcie w kioskach całej Polski i wspierajcie nasze wydawnictwo!

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/kraj/item/4896-o-czym-milcza-prokuratorzy-jest-kilkadziesiat-przypadkow-smierci-waznych-osob-w-polsce-ktore-po-1989-r-nie-zostaly-wyjasnione