[ Autor poniższego tekstu popełnia jeden błąd.

Nie ma żadnego powodu aby Polska płaciła komukolwiek za to, że zabito jej obywateli. Wyznawana przez zamordowanych religia nie ma w tej kwestii jakiegokolwiek znaczenia.     J.B.] 

Mirosław Kokoszkiewicz

fot: YT fot: YT

Tak się jakoś składa, że kiedy nasilają się zagrożenia dla Polski ze strony „Holocaust industry”, to tylko niektóre media i nieliczni publicyści mają odwagę przestrzegać i zabierać na ten temat głos. „Warszawska Gazeta” już od dawna biła na alarm i robi to podobnie w chwili, kiedy jak wszystko na to wskazuje, tylko jeden podpis prezydenta Donalda Trumpa dzieli nas od wejścia w życie ustawy Justice for Uncompensated Survivors Today (JUST) mówiącej o „Sprawiedliwości dla ocalonych, którym nie zadośćuczyniono” i nazywanej w skrócie „ustawą 477”. Będzie to z punktu widzenia Polski bardzo niebezpieczne narzędzie przekazane w ręce żydowskich organizacji, które domagają się od Polski zadośćuczynienia, a mówiąc kolokwialnie, idą na rympał i chcą wyłudzić od nas 65 mld dolarów.

Jestem przeciwnikiem podejmowania tego tematu z pozycji, Olaboga, nie wytrzymam / Wszyscy majom, a jo ni mom. Jeżeli istnieje poważne zagrożenie, to trzeba stawić mu odważnie, a przede wszystkim mądrze czoła bez histerii i lamentów, które przecież słyszy tak zwana zagranica. Wysuwającym roszczenia organizacjom żydowskim trzeba jasno uświadomić, a jak przyjdzie potrzeba, można wbić do głów, że zawsze na końcu drogi do takich roszczeń znajduje się sprawca, czyli Niemcy. Polska, relatywnie rzecz biorąc, była największą ofiarą II wojny światowej, a my, Polacy, nie jesteśmy rasistami i nie dzielimy naszych ofiar ze względu na pochodzenie etniczne czy wyznawaną religię. W myśl obowiązującej w II RP konstytucji wszystkie ofiary niemieckiego najeźdźcy i okupanta, czyli te 6 mln zabitych i pomordowanych, to byli równi w prawach i obowiązkach polscy obywatele i to właśnie środowiska żydowskie zaangażowane w „przemysł Holokaustu”, sprytnie stosując kryteria rasowe, podzieliły polskie ofiary na obywateli Polaków i obywateli Żydów.

Polska, występując do niemieckiego państwa o reparacje wojenne, powinna z całą mocą podkreślać, że domaga się zadośćuczynienia za wszystkie straty poniesione przez Polskę i Polaków, czyli także za te 6 mln polskich ofiar niemieckiego bestialstwa i ludobójstwa. Środowiska żydowskie muszą w końcu zrozumieć, że jeżeli chcą cokolwiek zyskać, to będzie to możliwe tylko w ramach reparacji, wypłaconych Polsce przez Niemcy, bo te według różnych szacunków 2,72,9 mln wymordowanych Żydów, o których się upominają żydowskie organizacje i żądają za nich pieniędzy, to obywatele polskiego państwa, innej ojczyzny nie mieli, bo przecież państwo Izrael powstało dopiero w 1948 r. To wszystko oznacza, że „przemysł Holokaustu” powinien mocno zaangażować się po stronie Polski, zatrudnić najlepsze kancelarie prawnicze oraz mocno naciskać na arenie międzynarodowej na to, żeby sprawca zadośćuczynił w końcu swojej największej ofierze, Polsce.

 

Republika Federalna Niemiec jest prawnym następcą zbrodniczej III Rzeszy Niemieckiej, zaś Żydzi i Polacy byli ofiarami tego totalitarnego państwa. W przypadku, kiedy sprawca albo jego prawny następca jest znany, zaś jedna z jego ofiar żąda zadośćuczynienia od drugiej ofiary tegoż sprawcy, można śmiało mówić o chorobliwej żądzy zysku za wszelką cenę, która to żądza zabija elementarne poczucie sprawiedliwości i uczciwości oraz świadczy o kompletnym moralno-etycznym upadku. W takim przypadku trzeba przemówić językiem zrozumiałym dla upadłego i powiedzieć mu, patrząc prosto w oczy, że jeżeli cokolwiek dostanie, to tylko w przypadku, jeżeli Niemcy wypłacą Polsce należne reparacje, które przy uwzględnieniu samych tylko strat materialnych przekraczają bilion dolarów. Innej puli na zaspokojenie żydowskich roszczeń nie było, nie ma i nigdy nie będzie. I z uporem maniaka przy każdej okazji trzeba środowiskom żydowskim wbijać w głowy, że w cywilizowanym świecie obowiązuje zasada odpowiedzialności sprawcy, a nie ofiary.

 

Tekst  wzięty  z  https://warszawskagazeta.pl/polityka/item/5443-477-x-nie

[Zezwierzęcenie naszego największego sojusznika, przejawiające się tym razem w braku poszanowania dla podstawowych zasad prawa, pokazuje jak jest on mały, a więc i jak bezwartościowy jako sojusznik.     J.B.]