[ Temat często przekazywany bez należytej wiedzy, a czasem ze złą wolą.    J.B.]

Film Dariusza Walusiaka „Brygada Świętokrzyska”

https://youtu.be/L5r3QGhZ5T4


Anna Zechenter, IPN Kraków Instytut Pamięci Narodowej

https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/polityka/teksty-o-historii/39991,Brygada-Swietokrzyska-NSZ-ocalila-wiezniarki-niemieckiego-obozu-w-Holiszowie.html

Jest 5 maja 1945 roku. Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej, jedynej formacji krajowego podziemia, która przedarła się przez linię niemiecko-sowieckiego frontu, leżą na skraju lasu w zachodnich Czechach, na ziemi okupowanej jeszcze przez III Rzeszę, czekając na rozkaz ataku na niemiecki obóz koncentracyjny Holiszów. Operację dowództwo Brygady uzgodniło z nadciągającymi Amerykanami, którzy dwa dni wcześniej zbombardowali holiszowskie zakłady zbrojeniowe.

Chłopcy z Brygady wiedzą, że Berlin bliski jest upadku, a w Pradze trwa powstanie pod wodzą komunistów. Żyją nadzieją, że Amerykanie nadejdą pierwsi – bo naprzeciw siebie mają nacierającą potęgę czerwonej armii, a za sobą – wiele tygodni nadludzkiego wysiłku, by wyrwać się z kraju, zanim zaleje go sowiecka lawina.

Przedrzeć się na Zachód

Zgrupowanie składa się z tych żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, którzy nie chcieli podporządkować się Armii Krajowej i sformowali w sierpniu 1944 r. Brygadę Świętokrzyską pod dowództwem płk. Antoniego Szackiego „Dąbrowskiego-Bohuna”. Przyjęli – w odróżnieniu od AK – zasadę walki z dwoma wrogami, Niemcami i Sowietami. Tym ostatnim dawali się we znaki, likwidując bandyckie oddziały AL i struktury PPR, grabiące i mordujące ludność na Kielecczyźnie.

Zbliżający się Sowieci mieli z nimi własne porachunki: za rozbicie jesienią 1944 roku dużego zgrupowania AL Grochala „Tadka Białego” wraz z grupą sowieckiego wywiadu wojskowego pod dowództwem Iwana Karawajewa; za wyłapywanie i likwidowanie przez lotne patrole NSZ członków grup komunistycznych; za odbijanie z ich rąk katowanych żołnierzy polskiego podziemia oraz zakładników ze wsi i dworów; wreszcie – za zlikwidowanie w październiku 1944 sowieckiej radiostacji w powiecie częstochowskim.

Gdy w styczniu 1945 ruszyła wielka ofensywa sowiecka, od Komendanta Głównego NSZ płk. Zygmunta Broniewskiego dostali polecenie: „Brygada ma wykonać rozkaz wycofania się na Śląsk. Pomocy nie możemy udzielić. Należy liczyć na własne siły”.

Kluczyli szybkim marszem z taborami na furmankach między wycofującymi się na zachód potężnymi zgrupowaniami niemieckimi, słysząc wciąż za plecami sowiecką nawałę artyleryjską.

Tylko szaleniec mógł liczyć na to, że operacja przedarcia się na terytoria zajmowane stopniowo przez Amerykanów może się powieść, zwłaszcza że broni mieli mało. Ale wyboru nie mieli. Plan wycofania się na Zachód był zresztą zgodny z myślą Naczelnego Wodza na Uchodźstwie gen. Sosnkowskiego, który latem 1944 napisał do komendanta AK: „Upoważniam was w razie potrzeby do wycofania […] najbardziej zagrożonych elementów AK, a przede wszystkim młodzieży (na zachód ku granicy słowacko-węgierskiej). In extremis zezwalam na wycofanie tych elementów poza granice Kraju, z rozkazem przedostania się do sił naszych na obczyźnie”.

Niemcy, z którymi Brygada stoczyła wiele potyczek i bitew, w tym najpoważniejszą we wrześniu 1944 pod Cacowem, gdzie obroniła się przed 400-osobową kolumną lotników i setką żandarmów z bronią maszynową, nadal stanowili poważne zagrożenie dla żołnierzy NSZ.

W kleszczach dwóch wrogów

Już 15 stycznia, dwa dni po otrzymaniu rozkazu przebijania się do aliantów, doszli do rzeki Pilicy, obsadzonej silną niemiecką obroną. Tuż na nimi Wehrmacht stawiał jeszcze beznadziejny opór Sowietom. Kleszcze zaciskały się z godziny na godzinę.

Szczęście sprzyjało Polakom: pochwycili kilku niemieckich jeńców, których dowódca Brygady odesłał do swoich z ultimatum: albo Niemcy przepuszczą oddziały przez most pod Żarnowcem, albo nastąpi polskie uderzenie. Nie było innego wyjścia niż tak desperackie, bowiem czołgi sowieckie, przełamawszy front, gnały wprost na rzekę. Nie czekając na odpowiedź Niemców, płk Szacki kazał ruszać przez most. Gdy wszystkie oddziały przeszły na drugą stronę, Sowieci dopadli ogniem ostatnie wozy taborów – Brygada wyrwała się ze śmiertelnej pułapki.

Na drugim brzegu, w Żarnowcu, wjechali wprost na niemieckie czołgi. „Posuwaliśmy się z bronią gotową do strzału” – zapamiętał Wiesław Widloch. „Na chodniku stało trzech Niemców z wycelowanymi w nas pistoletami maszynowymi. Jeden z nich zaczął się zbliżać, ale kiedy zobaczył nasze lufy, zatrzymał się. I tak staliśmy naprzeciw siebie z wycelowaną bronią, gotowi na wszystko, chyba z pół godziny. Raptem ruszyliśmy i to galopem”. Przez Odrę przeszli, podobnie jak przez Pilicę, bez walki z Niemcami, ale z sowiecką armią na karku.

Rozkaz płk. Szackiego z 19 stycznia wyjaśnił niezrozumiałą dla żołnierzy ustępliwość Niemców: „Dla ratowana Brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby przejść przez ich linie na zachód. Tym samym weszliśmy w stan nieprowadzenia walki z Niemcami na czas nieokreślony. Mam nadzieję, że szybko toczące się wypadki wojenne pozwolą nam w niedalekiej przyszłości zameldować się u Naczelnego Wodza”.

„Odetchnąłem… Amerykanie”

Utrzymanie stanu „nieprowadzenia walki” wymagało od polskiego dowództwa nie lada dyplomacji: trzeba było przyjąć nakazany przez Niemców kierunek marszu do Czech i uchronić żołnierzy od wypełniania roli sojuszników III Rzeszy.

Brygadę czekało, zgodnie z żądaniem Niemców, zimowe przejście przez Sudety – przez głębokie śniegi, w zniszczonych ubraniach, na skraju wytrzymałości fizycznej. Znieśli wszystko, byle dalej od czerwonych. Szli w kierunku Pilzna. Panujący na przyfrontowym terenie chaos, potęgowany przez różnorodność wycofujących się oddziałów niemieckich i Ostlegionów, sprzyjał Polakom: w zamieszaniu łatwiej im było zniknąć, nie ściągając na siebie uwagi.

Po drodze Brygada rosła, przygarniając zbiegłych jeńców z Powstania Warszawskiego, Polaków wywiezionych na przymusowe roboty, uwolnionych z obozów jenieckich i koncentracyjnych, którzy nie chcieli wracać do komunistycznego kraju.

Dowództwo stało się nawiązać łączność z 3. Armią Amerykańską pod dowództwem gen. George’a Pattona – taki był cel morderczego marszu i warunek przetrwania polskiej jednostki. Ze względów politycznych należało równie szybko skontaktować się z rządem na uchodźstwie oraz 2. Korpusem gen. Andersa, by powiadomić prawowite władze o liczącym już blisko dwa tysiące osób zgrupowaniu.

Naprzeciw Amerykanom wyszła 30 kwietnia 1945 r. grupa pod dowództwem kpt. Stefana Celichowskiego „Skalskiego”. „Kierujemy się na baterię amerykańską, którą słychać coraz wyraźniej” – wspominał kpt. Celichowski. „Robi się brzask, las się kończy, a następnie wiejskie zabudowania. Vis a vis nas na dachu leży dwóch żołnierzy. »Osiemdziesiąt procent pewności, że to Amerykanie, ale jeśli to jakiś oddział SS…«, myślę sobie. Dali strzał alarmowy, no i trzeba było wyleźć”. Powiewali białą flagą, trzymali się ściany lasu, podczas gdy naprzeciw nim biegli obcy żołnierze. „Słyszę jakieś okrzyki i… nie rozumiem ani słowa. Odetchnąłem… Amerykanie”. Zaprowadzeni do dowództwa dywizji, zostali przyjęci ze zdumieniem, ale i serdecznością: „Czułem się takim samym żołnierzem i oficerem alianckim jak oni. Starsi oficerowie amerykańscy przy każdej sposobności to podkreślali” – pisał Celichowski.

„Czy ktoś mi kiedyś uwierzy?”

Szybko dokonano ustaleń na temat planowanej przez NSZ akcji na obóz kobiecy w Holiszowie. Liczyła się każda minuta, bo załoga SS dostała rozkaz likwidacji obozu. 5 maja 1945 r. o świcie żołnierze Brygady wpatrują się z odległości kilkuset metrów w druty otaczające obóz. Jeden z nich, Wiesław Wieloch, pamięta, że pomyślał: „Czy, jeśli przeżyję, ktoś mi kiedyś uwierzy, że wyzwalałem niemiecki obóz koncentracyjny?” W południe pada komenda: „Naprzód!” Zaskoczeni esesmani bronią się krótko, brama ustępuje pod naporem Polaków, którzy wpadają do obozu, otwierają baraki pełne więźniarek: Francuzek, Polek, Czeszek, Rumunek… Do niewoli biorą 200 esesmanów i 15 nadzorczyń.

Uwagę płk. Szackiego zwracają dwa braki otoczone drutem kolczastym pod napięciem i wychudłe twarze wyglądające przez małe okienka. Żydówki… miały zostać spalone żywcem. „Chciałem wejść, ale makabryczny widok zatrzymał mnie na progu” – przyznaje zawodowy oficer. „Z mroków budynku wydostawał się potworny odór rozkładających się trupów. Z tych czeluści na światło dzienne wypełzały pozostałe przy życiu kobiety”.

Trzeba jeszcze powstrzymywać wygłodzone kobiety, rzucające się na kopce surowych ziemniaków. I odstawić Amerykanom jeńców, którzy nagle stają się pokorni. „Okazało się, że wszyscy byli niewinni” – wspomina jeden z polskich żołnierzy. „Jeden upadł na kolana, doczołgał się do moich nóg i zaczął całować buty”.

„Dziwne to wojsko”

Dla Brygady zaczęły się krótkie dni chwały: walka u boku Amerykanów zakończona wzięciem do niewoli sztabu XIII Armii, w tym dwóch generałów; wizyta wysłannika Naczelnego Wodza i jego słowa: „Byliście i jesteście żołnierzami polskimi, a czyny wasze przejdą do historii”; spotkanie z delegacją oficerów przysłanych przez gen. Andersa.

Brygada Świętokrzyska jest jednak w oczach władz na uchodźstwie oddziałem NSZ, który odmówił połączenia się z AK. Równocześnie Sowieci zaczynają się upominać o „faszystowskich” żołnierzy, kilku porywa NKWD. „Londyn miał z nimi porachunki jeszcze z czasów Armii Krajowej. Jego oficerowie-łącznicy wiele wysiłku włożyli w to, aby Amerykanom tłumaczyć, że ci chłopcy, którzy płakali, oddając z tak pomysłowym i krwawym wysiłkiem ciułaną broń – to nie żołnierze, tylko jakieś cywilne plewy zagnane wichrem wojny do Niemiec” – pisał Melchior Wańkowicz, który odwiedził Brygadę jesienią 1945, po przeniesieniu jej do Marsfeld w Niemczech i przekształceniu w kompanie wartownicze.

Ścigani po wojnie przez sowieckich agentów nawet we Francji, gdzie osiadło wielu z nich, żołnierze wyjeżdżali za Atlantyk. Odsądzeni od czci przez propagandę komunistyczną w PRL, która uczyniła z nich „kolaborantów niemieckich”, dowiadywali się o kolejnych wyrokach na dawnych towarzyszy broni z NSZ. Wiedzieli, że w kraju nie znajdzie się dla nich miejsca więcej niż na mogiłę. W księdze Brygady zapisano: „Latami idziemy nocą, żołnierze tragicznej sprawy”. Ich marsz jeszcze się nie skończył…

Zmieniony ( 26.02.2018. )

Takst  wzięty  z  http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=22379&Itemid=80


Zobacz też:


Z walk Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

[fragmenty, ułomki]

[Nie do końca poprawiłem wygląd – ale dokument jest…. Są w nim powtórzenia, ale umieszczam wszystko, dla ludzi, którzy nie tylko chcą się dowiedzieć prawdy, ale zechcą sobie skopiować na wypadek „dalszego umocnienia przyjaźni”, czyli zaostrzenia cenzury. Mirosław Dakowski]

Aleksander Szumański   

http://aleszuma.neon24.pl/post/142627,brygada-swietokrzyska

 

BOHATERSKA BRYGADA ŚWIĘTOKRZYSKA NSZ.

WYZWOLENIE OBOZU KONCENTRACYJNEGO W HOLISZOWIE

I UWOLNIENIE WIĘŹNIAREK POLSKICH i ŻYDÓWEK

 

DODATEK SPECJALNY INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ

NIEZALEŻNA GAZETA POLSKA

AUTOR WOJCIECH MUSZYŃSKI IPN WARSZAWA

Warszawa, 1 sierpnia 2008 r.

 

Geneza Brygady Świętokrzyskiej sięga pierwszego dużego zgrupowania partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych – 204. Pułku Piechoty Ziemi

Kieleckiej. W istocie „pułk” składający się z kilkuset żołnierzy liczebnością nie przekraczał trzech kompanii regularnego wojska, ale jak na warunki partyzanckie była to znaczna siła.18 czerwca 1944 r. dowódcą zgrupowania został mianowany mjr Eugeniusz Kerner. Pierwsza akcja bojowa 204. Pułku miała miejsce 23 czerwca 1944 r. w rejonie Prusinowic, gdzie grasowało zgrupowanie AL Jana Byka vel Czesława Boreckiego „Brzozy”. Komuniści dopuszczali się licznych rabunków, na które uskarżała się okoliczna ludność, ponadto Byk-Borecki miał na sumieniu liczne morderstwa ziemian Kielecczyzny, m.in. 2 maja 1944 r.

 

BRYGADA SWIETOKRZYSKA NSZ

 

Była jedną z największych formacji partyzanckich działających na ziemiach polskich. Jej żołnierze walczyli równocześnie z okupantem niemieckim i z podziemiem komunistycznym, stanowiącym awangardę nowej, sowieckiej okupacji. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności i umiejętnej dyplomacji dowódców, całej jednostce udało się przedostać na Zachód, unikając rozbicia i ze strony Wehrmachtu czy Waffen SS,i Armii Czerwonej. Była także jedynym oddziałem polskiego podziemia niepodległościowego, który nawiązał kontakt taktyczny z wojskami zachodnich aliantów, wszedł w ich skład i współdziałał taktycznie w walce z Niemcami w ostatnich dniach II Wojny Światowej. Warto przypomnieć historię Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych, tym bardziej że 11 sierpnia mija 64. rocznica jej powstania.

 

NIEZALEŻNAGAZETA POLSKA

Warszawa, 1 sierpnia 2008 r.

BRYGADA ŚWIĘTOKRZYSKA

 

W majątku Grzegorzewice z  rozkazu zgrupowania AL Jana Byka vel Czesława Boreckiego “Brzozy” zamordowano właścicielkę Jadwigę Rauszerową i jej rodzinę. Pułk okrążył nieprzyjaciela, jednak części AL-owców udało się wyrwać z matni. W wyniku akcji rozbito grupy AL „Górala” i „Wrzosa” – łącznie zlikwidowano 18 komunistów. Straty pułku to jeden zabity i jeden ranny.

 

PASMO WALK

Kolejne miesiące były pasmem walk 204. PP przeciwko oddziałom niemieckim, grupom komunistycznym i zwiadowcom sowieckim przerzucanym na Kielecczyznę. W terenie zaczęło się robić coraz ciaśniej – strona komunistyczna nie ukrywała, że jej celem jest likwidacja jednostki NSZ. W połowie lipca dotychczasowego dowódcę zastąpił płk Stanisław Nakonieczkow „Kmicic”, komendant główny NSZ. Jednostka pozostawała w nieustannym ruchu – 17 lipca w rejonieStopnicy k. Skrobaczowa maszerujący w szyku ubezpieczonym NSZ-owcy dostali się pod ogień broni maszynowej. Szybko wyjaśniło się, że przeciwnikiem były połączone grupy komunistyczne Zygmunta Bieszczanina i Józefa Maślanki. Gdy nie powiodły się próby skłonienia napastników do złożenia broni, eneszetowcy szturmem zdobyli pozycje przeciwnika. W walce poległ jeden żołnierz NSZ, a dwóch odniosło rany. Straty przeciwnika wyniosły czterech zabitych, ośmiu rannych i 33 wziętych do niewoli.Jeńcy ci wkrótce zostali zwolnieni, a kilku z nich przeszło do NSZ. Kolejna duża akcja bojowa miała miejsce 22 lipca podwsią Czarnocin, gdzie, idąc z odsieczą miejscowym strukturom Batalionów Chłopskich (BCh) rozbito 70-osobowy oddział pacyfikacyjny składający się z żandarmów niemieckich i Ukraińców. W czasie walki wzięto do niewoli grupę żandarmów z oficerem, zdobyto m.in. działko przeciwpancerne.

Tymczasem sytuacja na Kielecczyźnie stawała się coraz trudniejsza dla partyzantki niepodległościowej. Przeciwko oddziałom AK i NSZ Niemcy rzucili duże siły policyjne, wschodnie formacje kolaboracyjne i regularną armię, często korzystali ze wsparcia lotnictwa i artylerii. Okupant nie przebierał w środkach, prowadząc pacyfikację terenu, który stał się bezpośrednim zapleczem frontu wschodniego. Oddziały 204. Pułku dwukrotnie śpieszyły z odsieczą placówkom AK, które broniły swych miejscowości przed karnymi ekspedycjami niemieckimi: 26 lipca pod Olesznem i następnego dnia w rejonie Jasionej. 26 lipca kompania 204. Pułku dowodzona przez kpt. Władysława Kołacińskiego „Żbika”, wspierana przez oddział AK Mieczysława Targalskiego „Marcina”, po zażartej walce zlikwidowała 18-osobowy oddział żandarmerii niemieckiej, straty oddziału „Żbika” wyniosły czterech zabitych i sześciu rannych. W nocy 28 lipca grupa uderzeniowa NSZ, dowodzona przez kpt. Wacława Janikowskiego „Wilka”, rozbiła niemiecki areszt w Jędrzejowie i uwolniła więźniów. Na początku sierpnia doszło do kilku potyczek z oddziałami niemieckimi i ukraińskim Schutzmannschaft w trakcie których zginęło dziewięciu Ukraińców i pięciu Niemców. Zorganizowano również kilka zasadzek na pojazdy wojskowe, zdobywając broń i amunicję. 29 lipca wieczorem miała miejsce zwycięska potyczka kompanii „Bema” z sowieckim patrolem dywersyjnym: trzech Sowietów zginęło, reszta wycofała się. Przeciwko Sowietom i komunistom 11 sierpnia 1944 r. w majątku Lasocin przeprowadzono koncentrację oddziałów NSZ z udziałem 204. Pułku.

Powstała wówczas Brygada Świętokrzyska NSZ. Jej dowódcą został ppłk „Bohun-Dąbrowski”. W skład jednostki weszły wszystkie oddziały partyzanckie NSZ operujące w rejonie Kielce–Kraków–Częstochowa. Brygada Świętokrzyska była jedną z największych polskich jednostek partyzanckich. W czasie swojej prawie półrocznej działalności na ziemi kieleckiej stoczyła ponad 20 większych bitew i dziesiątki potyczek z jednostkami niemieckimi, grupami komunistycznymi i desantami sowieckimi.

W obliczu końca wojny i klęski Niemiec pierwszoplanowym zadaniem postawionym Brygadzie przez dowództwo NSZ było oczyszczanie terenu z komunistów i ich sympatyków, jako potencjalnych kolaborantów nowej, sowieckiej okupacji. Sama obecność dużej jednostki NSZ stwarzała poważny problem dla komunistów, bo w znacznym stopniu ograniczała możliwości rekrutacji nowych członków i zdobywania zaopatrzenia. Żołnierze NSZ chronili przed rabunkami i gwałtami mieszkańców okolicznych wsi i majątków ziemskich. 16 sierpnia 1944 r. w rejonie Krzepina patrol Brygady zatrzymał i rozbroił czteroosobowy patrol z grupy AL „Garbatego” dwóch rozstrzelano, jeden zbiegł,ma jednego uwolniono. 24 sierpnia miała miejsce akcja odwetowa przeciwko tzw. Brygadzie AL „Świt”, która poprzedniej nocy pod Gnieździskami wykoleiła, a następnie ograbiła pociąg pasażerski relacji Częstochowa–Kielce. Były liczne ofiary wśród podróżnych – wyłącznie Polaków.

Poszkodowanym pośpieszyli z pomocą lekarze brygady i część żołnierzy. Reszta pod dowództwem ppłk. „Bohuna-Dąbrowskiego” otoczyła domniemane miejsce postoju ludzi „Łokietka”. Okazało się, że znajdują się tam tylko tabory, a poszukiwana grupa znajdowała się w innym miejscu. Zlikwidowano trzech komunistów. Tego samego dnia w lasach koło Oleszna oddział „Żbika” rozbroił grupę spadochroniarzy z „Armii Berlinga”. Ocenia się, że na przełomie sierpnia i września 1944 r. lotne patrole Brygady, prowadząc akcję antykomunistyczną, zlikwidowały ok. 30 członków AL i lokalnych struktur PPR. W tym czasie w ręce grupy „Łokietka” wpadło dwóch członków Brygady,którzy zostali najprawdopodobniej zamordowani. W odwecie eneszetowcy przeprowadzili obławę, w trakcie której natrafiono na dziewięcioosobowy patrol „łokietkowców”, który rozbito.

AKCJA WE WSI RZĄBIEC

Kolejną dużą operację przeciwko komunistom żołnierze Brygady przeprowadzili 8 września 1944 r. w rejonie wsi Rząbiec. Celem było duże zgrupowanie AL dowodzone przez Tadeusza Grochala „Tadka Białego”, w skład którego wchodziła także grupa Sowietów z wywiadu wojskowego (NKGB) pod dowództwem Iwana Karawajewa. Akcję przyśpieszyło schwytanie przez komunistów patrolu Brygady pod dowództwem ppor. Franciszka Bajcera „Sanowskiego”. Zatrzymani byli brutalnie przesłuchiwani, następnie mieli być rozstrzelani. Jednemu z jeńców udało się zbiec i przekazać wiadomość do Brygady. Obóz nieprzyjaciela został zaatakowany przez skoncentrowane oddziały NSZ – odbito kolegów i zlikwidowano komunistyczne zgrupowanie. Zginęło 34 komunistów, do niewoli wzięto 67 Sowietów i 40 Polaków. Część komunistów wraz z Grochalem i Karawajewem zdołała uciec z okrążenia. Nocą, w czasie buntu i próby ucieczki, Sowieci zostali zastrzeleni – w trakcie zdarzenia poległo także dwóch żołnierzy Brygady, a trzech zostało rannych. Z grupy jeńców – Polaków wyrokiem sądu polowego rozstrzelano cztery osoby (którym udowodniono udział w rabunkach), 13 wstąpiło do Brygady – był wśród nich późniejszy komunistyczny publicysta Władysław Machejek, który przez kilka dni pełnił funkcję ordynansa„Bohuna”, a następnie zbiegł.

W rezultacie dalszej intensywnej akcji przeciwko AL zlikwidowano kilkudziesięciu komunistów. Skuteczność akcji antykomunistycznej Brygady spowodowała, że we wrześniu 1944 r. „Garbaty” zmuszony był rozwiązać swoją grupę i ewakuować się z zagrożonego terenu. W październiku oddziały Brygady przeszły na obszar powiatu radomszczańskiego, w dalszym ciągu likwidując niewielkie oddziały komunistyczne, grupy bandyckie i desanty sowieckie. Wśród zlikwidowanych komunistów byli sowiecki mjr Walentyn Morozow i dwóch spadochroniarzy z armii Berlinga: por. Bronisław Stachowski „Rezanow” i por. Henryk Stefaniak „Henryk”. Nie obeszło się także bez strat po stronie Brygady. 20 października nad Pilicą w czasie walki z sowieckimi partyzantami zginął jeden z żołnierzy – po stronie sowieckiej było dwóch zabitych. Jeszcze wcześniej, w pierwszych dniach października, grupa AL kierowana przez Stanisława Wilka „Sarnę” wzięła do niewoli i rozstrzelała powracającego z przepustki żołnierza Brygady Benona Sabłonia „Benka”. Sam „Sarna” został ujęty i zlikwidowany przez NSZ niecały miesiąc później, 31 października. Następnego dnia w miejscowości Ciężkowice rozbito resztę jego grupy. Uwolniono przy tym więzionych i katowanych 10 członków podziemia niepodległościowego, zakładników z okolicznych wsi i dworów. Dwóch zakładników komuniści zdążyli już wcześniej zamordować.

Wśród jeńców znajdował się lekarz – Gruzin, który wstąpił jako ochotnik do Brygady i przeszedł później cały jej szlak bojowy. Jednym z sukcesów było zlikwidowanie 30 października 1944 r. sowieckiej radiostacji wraz z obsługą pod Soborzycami w powiecie częstochowskim. Dzięki sprawnemu wywiadowi i współpracy z placówkami AK patrole Brygady z dużą skutecznością wyłapywały i likwidowały członków AL i PPR. Ostatnią większą akcją antykomunistyczną była likwidacja 18 grudnia we wsi Krzelów (gmina Sędziszów) grupy sowieckiej z oddziału NKWD „Awangarda” dowodzonej przez lejtnanta Wasyla Tichonina „Wasyla”. Grupa ta była odpowiedzialna za wiele gwałtów i rabunków, których dopuściła się w okolicznych wsiach. Wszyscy zostali rozstrzelani. Sporadyczne akcje antykomunistyczne, likwidacje pojedynczych skoczków sowieckich i członków PPR/AL prowadzono siłami niewielkich lotnych patroli do końca obecności Brygady na ziemi kieleckiej – do połowy stycznia 1945 r. Jednak zimowe warunki ograniczyły ich aktywność.

 

PRZECIWKO NIEMCOM I ICH KOLABORANTOM

 

Równolegle ze zwalczaniem komunistów Brygada prowadziła działania przeciwko Niemcom. Miały one charakter ograniczony i sprowadzały się do samoobrony, ochrony ludności przed represjami i akcjami pacyfikacyjnymi oraz zaopatrzenia w broń i materiały wojskowe. Dowództwo starało się nie prowokować okupanta, obawiano się narażać ludność okolicznych miejscowości na pacyfikacje i odwet. Twierdzenia komunistycznej historiografii o współpracy Brygady z Niemcami w okresie, gdy jednostka ta działała na ziemi kieleckiej,były propagandowym kłamstwem. Żołnierze NSZ stoczyli kilkadziesiąt walk i potyczek zarówno z oddziałami żandarmerii, Wehrmachtu czy Luftwaffe, jak i kolaboracyjnymi formacjami: ukraińskim Schutzmannschaft i turkiestańskim Ostlegionen.

Jedną z pierwszych antyniemieckich akcji Brygady było rozbrojenie 18 sierpnia przez kompanię „Żbika” grupy dziewięciu Niemców i towarzyszących im Ukraińców. Jeńców rozstrzelano, a ślady egzekucji dokładnie zatarto, aby nie ściągnąć odwetu na okoliczną ludność. W ciągu kolejnych dni prowadzono dalsze akcje zaopatrzeniowe. 20 sierpnia oddziały Brygady pod wsią Brzeście zaatakowały niemiecką kolumnę samochodową. W wyniku walki zdobyto samochód załadowany transportem broni (ok. 300 karabinów produkcji belgijskiej) wraz z amunicją. Zginęło trzech Niemców. 21 sierpnia, Kompania kpt. Henryka Karpowicza „Rusina” zajęła stację kolejową Żelisławice, gdzie zdobyto nieco broni, a 23 sierpnia we wsi Jasienice oddział „Żbika” zorganizował udaną zasadzkę na 40-osobowy oddział niemiecki. W wyniku walki wszyscy Niemcy zostali zlikwidowani,straty partyzantów wyniosły sześciu żołnierzy.

 

WALKA Z POCIAGIEM PANCERNYM

 

27 sierpnia Brygada, stacjonująca we wsiach Kaniów i Jasiów, stoczyła walkę z oddziałem zwiadowczym złożonym z żołnierzy Ostlegionen wspieranych ogniem przez pociąg pancerny. Biorący udział w wymianie ognia oddział NSZ wycofał się ze stratami dwóch zabitych i trzech rannych.

Do ponownego starcia z tym pociągiem doszło następnego dnia, podczas nieudanej akcji 204. PP wykolejenia niemieckiego składu z zaopatrzeniem w okolicy Końskich. Zamiast spodziewanego transportu nadjechał pociąg pancerny, który ostrzelał stanowiska partyzantów gęstym, choć niecelnym, ogniem z broni maszynowej. Tym razem udało się wycofać bez strat.

W następnym miesiącu, mimo iż równolegle prowadzono walkę z podziemiem komunistycznym, oddziały Brygady nie zajmowały biernej postawy w stosunku do Niemców. 1 września patrol pod dowództwem sierż. Aleksandra Wilczyńskiego „Wilka” w Radoszycach przyszedł z pomocą patrolowi aprowizacyjnemu z 3. Pułku Piechoty Legionów AK. 12 września oddział ppor. Edwarda Chmielewskiego „Zbigniewa” stoczył pod Raszkowem zwycięską potyczkę z patrolem batalionu turkiestańskiego.

Do poważnego starcia doszło 20 września pod Cacowem. Stacjonujące tam oddziały Brygady stoczyły bitwę z silnym oddziałem Niemców w sile ok. 400 żołnierzy Luftwaffe i ok. 100 żandarmów. Starcie było wynikiem obławy niemieckiej w poszukiwaniu sprawców przeprowadzonego dzień wcześniej ataku na niemiecki samochód przez patrol z 2. Dyw.Piech. Leg. AK. Obława natknęła się na stacjonującą w Cacowie Brygadę. Atak oddziałów niemieckich został powstrzymany i zadano nieprzyjacielowi znaczne straty. W czasie bitwy niemiecki samolot zbombardował tabory Brygady we wsi Caców, nie wyrządzając im jednak większych szkód. Wieczorem Brygada oderwała się od Niemców i po przeprawie przez Nidę udała się w kierunku majątku Lasocin. Ogółem straty partyzantów wyniosły trzech zabitych i pięciu rannych.

 

BITWA POD CACOWEM

Bitwa pod Cacowem była ostatnim dużym starciem z Niemcami przed ewakuacją Brygady na zachód. W wyniku nasycenia Kielecczyzny oddziałami niemieckimi co jakiś czas dochodziło do spotkań i wymiany ognia z niewielkimi patrolami żandarmerii, Wehrmachtu lub kolaborantów. Do ostatnich walk między BŚ a siłami niemieckimi doszło 19 grudnia pod Krzelowem, gdzie oddział „Żbika” zaatakował oddział niemieckich saperów, likwidując czterech Niemców. Tego samego dnia pod Marcinkowicami 204. PP stoczył zwycięską walkę z oddziałem złożonym z Niemców i tzw. Kałmuków (prawdopodobnie z Legionu Turkiestańskiego). Grupa została rozbrojona, rozmundurowana – do niewoli wzięto 16 Tatarów, dwóch Rosjan i dwóch Gruzinów. Niemcom udało się zbiec. Po południu z odsieczą zatrzymanym przyszła kompania Schutzmannschaft, która zaatakowała kwatery Brygady. Atak odparto ogniem karabinów maszynowych i śmiałym kontratakiem zmuszono napastników do wycofania się. Poległ Niemiec i czterech kolaborantów. W obu starciach straty Brygady wyniosły jednego zabitego i trzech rannych.

 

OD RZĄBCA DO CACOWA

[artykuł żołnierza Brygady Świętokrzyskiej z podziemnego pisma „Szaniec” ze stycznia 1945 r.]

W pamięci partyzanta zaciera się często kolejność wydarzeń; przemarsze, bitwy, potyczki, zlewają się w symfonię życia pełnego przygód i ciągłego napięcia.

Chcąc przypomnieć sobie daty Rząbca i Cacowa, musiałbym zajrzeć do kalendarzyka, pamiętam tylko, że było to we wrześniu i że wpierw był Rząbiec, a później Caców; w Rząbcu otrzymałem nowiutki karabin, zdobyty na Moskalach,z którego już pod Cacowem strzelałem do Niemców, tej zaś kolejności „żelaznej” nic nie zmieni i nie zatrze w pamięci. A więc najpierw był Rząbiec.

Kronikarz podał na pewno wzajemny stosunek sił Brygady Świętokrzyskiej oraz połączonych oddziałów Iwana Iwanowicza Lwowskiego [właśc. Karawajewa] i herszta komunistycznego „Tadka Białego”, jak również wszystkie koleje tej bitwy, ilość zużytej amunicji, pozycje obydwóch przeciwników, tudzież wszystkie inne tak ważne okoliczności.Zwykły partyzant, chociażby z cenzusem, dowiaduje się o tych rzeczach znacznie później, sam wszystkiego nie widzi. Pamięta natomiast, że po całonocnym marszu i po przespaniu dwóch godzin,przygotował się właśnie do skonsumowania smacznej zalewajki. Ten zasłużony posiłek ranny, urozmaicony pogawędką z gospodarzem, został nagle przerwany alarmem, a więc chleb do kieszeni i biegiem marsz. Jeszcze nie wiadomo z kim zaszczyt. Ale to mniejsza.

Po drodze sytuacja się wyjaśnia – nasz podjazd został w gajówce zaskoczony przez komunistyczny oddział dywersyjny, idziemy odbić kolegów, a może przy okazji zdobędziemy trochę broni.

Flankujemy po lesie, rolujemy zagajniki, rozsypujemy się w tyralierę, wreszcie mamy ich na muszce. Zaczynamy się orientować, że nasza kompania jest ostatnim ogniwem zamkniętego koła, w środku którego, o 20–30 kroków od nas przylgnęli do ziemi przeciwnicy, Moskale i alowcy (AL). Teraz się nie wymkną, albo się poddadzą, albo dojdzie do walki wręcz.

Strzelać zakazano, rozmawiać nie wolno, palić również; przyjemnie leżeć na ciepłym mchu, oddychać żywicznym aromatem sosen, wśród gęstego podszycia, ale trochę nudno, więc czołgając się, łasujemy rzadkie, bo już ostatnie, ale za to tak słodkie i soczyste czernice.

Obok mnie leży partyzant z bandażem na stopie. Zbiegł z izby chorych. Na moje wymówki odpowiada: „przecież nie nogą będę strzelał, a ręka zdrowa”.

Tymczasem dowódca baonu major Rusin krzyczy, że aż wrony uciekają, rozstawia po kątach całą rodzinę komunistyczną, że aż uszy więdną od najsoczystszych wyrazów polskich, rosyjskich i ukraińskich. Poliglota – psiakrew!

Połajanki wzajemne przed bitwą znali starożytni Grecy, znali Polacy, Turcy i Tatarzy i zagrzewali się niemi do bitwy, ale widocznie nie byli oni tak wymowni, lub też Homer i Sienkiewicz mieli uboższy język w porównaniu z naszym majorem. Bo ten zwyciężył samym „Słowem”. Początkowo pojedynczo, a później grupkami podrywają się przeciwnicy i składają broń we wskazanych miejscach. Teraz i my, bez komendy, ruszamy oglądać zdobycz i zwartym kołem otaczamy jeńców. Partyzant polski nie wie, co okrucieństwo, w bój idzie jak do tańca, ale rozbrojonym jeden za drugim podał machorczaka, czasem częstuje jabłkiem: „Bić się nie potrafisz, patałachu, ale zapalić to byś owszem, masz ofermo, zaćmij sobie. Może to już twój ostatni” – dodaje groźnie. Kilkuset jeńców, jedni wzięci w boju, drudzy rozbrojeni krzykiem, wśród nich koło 100 Moskali i Żydów, reszta Polacy, broni w bród, i to maszynowej, a nawet ciężkiej; pierwszorzędny nowiutki ckm. typu Maxim, model 1944, granatniki, przeciwpancerne, aparat radiowy, baterie, wreszcie gratka dla dwójki: dziennik z depeszami radiowym, nadanymi przez grupę do Moskwy i rozkazami stamtąd. Dzień po dniu, godzina po godzinie, wszystko zapisane: pamiętajcie „AK to wrogi element faszystowski, PPS to nacjonaliści, bataliony chłopskie to niebezpieczna drobna burżuazja”.

Śmiejemy się– ładnie wyglądają te nasze bratnie formacje, wierzące jeszcze w szczerość i przyjaźń Moskwy… Pokażemy im dziennik, ale i tak nie uwierzą, owszem poszczególny oficer, żołnierz – tak, ale góra znów zacznie deklamować o współpracy z „sojusznikiem naszych wielkich sprzymierzeńców”. Kto ma ćwieka w głowie, temu gładko nie wybiją go nawet oczywiste powody.

W nocy Moskale, już rozbrojeni, próbowali buntu i ucieczki, rychło w czas i zapłacili za to drogo. Już Polski nie opuszczą. Więcej kłopotu z jeńcami Polakami. Po zbadaniu jeńców okazuje się, że większość to równe chłopaki; ten uciekł z okopów, a tamten z Oświęcimia, ten znów wraca z pracy w Rzeszy. Spotkał oddział, dostał broń, czasem buty, to przystał. Później jeden z drugim coś zmiarkował, że za dużo Moskali, a teraz już wiedzą, o co chodzi, ale do domu nie chcą wracać, chcą do prawdziwego polskiego wojska. To już nie nasza rzecz, lekarz zbada, czy zdrów na ciele; dwójka, czy nie zarażony trądem bolszewickim, co nieprzydatne pójdzie do domu.

A w bitwie pod Cacowem wielu z naszych „jeńców” spod Rząbca już walczyło… z Niemcami. Kiedyś wyciągnę pamiętniki zagryzmolone na postojach i opiszę, jak to było. Może tego nie zrobię, ale zawsze zostanie kronika Brygady, ta nasza złota księga, która w swoim rejestrze nie pominie ani bitwy, ani potyczki, ani większej pościgówki, ani nawet ćwiczeń aplikacyjnych. Natomiast na pewno nie nadmieni, że bitwa pod Cacowem przerwała niejednemu słodką drzemkę w rannym słonku za stodołą, że dla mnie rozpoczęła się w chwili, gdy z podchorążym „Szarym” przygotowywałem się do spożycia jajecznicy omaszczonej kupioną za własny grosz słoninką. Dla kronikarza to mało ważne szczegóły, a myśmy w czasie bitwy i jeszcze kilka dni później żałowali nieskonsumowanego śniadania.

Była to w ogóle pechowa doba. Wyruszyliśmy dnia poprzedniego z miejscowości Raszków, jak zwykle po zachodzie słońca, było to na nowiu; noc ciemna, drogi leśne wąskie, piaszczyste, pełne wykrotów. Po chwili tabor nawala, pobiliśmy wtedy chyba wszystkie rekordy złamanych kół i przewróconych wozów. Wreszcie na skraju lasu lepsza droga, ale o 150 metrów – placówka niemiecka; nie palimy, nie rozmawiamy, przesuwamy się jak stado wilków, idące po łup, ale mogące samo stać się łupem. Wtem salwa cekaemów, nie tylko słychać, ale i widać. Pociski zapalające zasypują nas wspaniałą kaskadą krwawych serpentyn na tle ciemnej nocy. Ale konie się na tym nie znają, więc ponoszą i część taborów idzie w rozsypkę. Nasza tyraliera już się rozwinęła. Czekamy. Nie strzelamy. Szkoda amunicji. Noc i las do nas należą. Niemcy dali salwę i pewno zwiali… Dobra jest.

Uporządkowany tabor rusza dalej. O brzasku znów strzelanina na szosie równoległej do naszej osi marszu. Przez ranną mgłę dostrzegamy samochód. Krótka salwa i sprawa skończona. Samochód niemiecki wjechał na nasz zwiad konny, ten otworzył ogień: dwaj oficerowie lotnicy zabici: trzeci w niewoli.„Będziemy mieli dzień gorący, zaczyna się znów seria niemiecka” – gaworzą partyzanci.

W Cacowie chwilowy postój. Wiemy, że niedługi, jedni marzą o drzemce, inni o jedzeniu, rzecz gustu. Ostre pogotowie, konie w zaprzęgach… a o 11 samoloty nad wsią, padają pociski, już jedna zagroda płonie. Za chwilę ogon naszego taboru sprawnie znika w pobliskim lesie. Jeden samolot celnie trafiony z pióropuszem dymu ginie na horyzoncie, tyraliera niemiecka idzie na wieś. Pozostawiwszy niedojedzoną jajecznicę, wpadam na kwaterę po plecak. Stopniowo bitwa przenosi się do lasu, panującego nad wsią.

Batalion 202. PP dopuszcza tyralierę niemiecką na 50 kroków i salwą kładzie kilkudziesięciu Niemców. Pierwszy impet powstrzymany. Melduje o tym pułkownikowi Bohunowi goniec konny – „Pan major Jaxa melduje, że trzyma się dobrze, jeśli dostanie kilka papierosów, będzie trzymał się jeszcze lepiej”.

Niech lasy cacowskie i błota tynieckie opowiedzą o innych potyczkach tego dnia, a szczególnie tej nocy, gdy artyleria niemiecka wstrzelała się w nasz tabor, który w ciemnościach chyłkiem przemknął się bez strat przez groble, bagna i przeszedł bród przez Nidę. Pod Rząbcem zostawiliśmy dwóch kolegów, pod Cacowem jednego, krzyże z brzozy i jedlina na grobach… a Brygada pomaszerowała dalej.

Dziś walczy z dywersantami sowieckimi, wczoraj zniosła oddziały komuny rodzimej, jutro stoczy bój z Ukraińcami w obronie gnębionej ludności, to znów jak wilk skrwawi zęby w walce z Niemcami. Od Rząbca do Cacowa i z powrotem od miesięcy, a nawet od lat, bo Brygada przejęła tradycję i chwałę swych części składowych.

Brygadzie nikt nie daje broni, Brygada broń zdobywa sama! Na postojach chodzimy do akowców (AK), lub przyjmujemy ich wizyty, czym chata bogata, tym rada. Oni się chwalą bronią zrzutową. „Wy macie zrzuty, a my skoki i rzuty”, odpowiadają nasi chłopcy… A po Mszy Świętej, na defiladzie, piersi się prężą pod stenami [bryt. pistolet maszynowy], pepeszami i bergmanami. Wzrok zuchwały, aż krzyczy: to nasze, to moje – zdobyczne, to na Moskalach, a to na Niemcach, a to znów na Ukraińcach.

Brygada wie, że nie jest sama, za nią rozrzucone po kraju okręgi i załogi NSZ, a znów za tą organizacją – Obóz Narodowy, wreszcie cały Naród, nie ten papierowy, z ckliwych deklaracji, lecz ten, który walczy, cierpi i czeka na chwilę ostatecznej rozprawy z Moskalami i Niemcami, z Ukraińcami i zdrajcami różnego gatunku. Żołnierz Brygady wie, że walka musi być doprowadzona aż do zwycięskiego końca z wrogami zewnętrznymi i domowymi. Z dumą śledzi walki swych kolegów na froncie zachodnim i południowym, sam zaś walczy, maszeruje i śpiewa:

 

Brygada Świętokrzyska

To Polski znak!

Brygada Świętokrzyska

To orzeł, wolny ptak!

 

DROGA DO WOLNOŚCI

Rafał Sierchuła IPN Poznań

W miarę zbliżania się frontu wschodniego dowództwo Brygady i jej żołnierze stanęli przed dramatyczną alternatywą: albo rozwiązać jednostkę (jak oddziały AK) i zdemobilizować żołnierzy, licząc, że się jakoś zakonspirują, albo podjąć plan wycofania się na Zachód. Ta druga możliwość była zgodna z wcześniejszymi planami operacyjnymi NSZ, które zakładały, iż w momencie klęski Niemiec zostaną sformowane silne grupy operacyjne przeznaczone do opanowania terenów po Odrę i Nysę Łużycką oraz Prusy Wschodnie. Myśl ewakuacji najbardziej zagrożonych jednostek na Zachód rozwinął także naczelny wódz, gen. K. Sosnkowski, w szczegółowych wytycznych dla dowódcy AK z 25 lipca 1944 r.: „Upoważniam was w razie koniecznej potrzeby do wycofania w rozmiarach przez was określonych najbardziej zagrożonych elementów AK, a przede wszystkim młodzieży (na zachód ku granicy słowacko-węgierskiej). In extremis zezwalam na wycofanie tych elementów poza granice Kraju, z rozkazem przedostania się do sił naszych na obczyźnie”.

 

FRONT WAS WYRAŹNIE GONI

Wybór pierwszej z możliwości – rozwiązania Brygady i przejścia do ponownej konspiracji – zawierał w sobie niebezpieczeństwo potwornych represji ze strony NKWD i ich rodzimych popleczników. Oddziały NSZ, które współtworzyły Brygadę, toczyły liczne walki z komunistami, wielu żołnierzy było rozszyfrowanych przez wywiad AL. Nie mogli oni działać w szeregach nowej, antysowieckiej konspiracji. Ponadto trudne byłoby rozlokowanie setek ludzi jeszcze pod okupacją niemiecką, większość z nich była bowiem poszukiwana.

Pozostawało zatem przejście na Zachód. Wprawdzie III Rzesza w swym schyłkowym okresie istnienia, od ofensywy styczniowej 1945 r., nie była już potęgą, ale nadal dysponowała sprawnym aparatem militarno-policyjnym. Wykonanie tego zadania nie było więc łatwe. Aż do początku ofensywy sowieckiej w styczniu 1945 r. Brygada nie miała konkretnego planu ewakuacji i nie była do tego przygotowana, a sama ofensywa kompletnie ją zaskoczyła. 13 I 45. Front nas wyraźnie goni – notował kronikarz Brygady. – Sytuacja o tyle niebezpieczna, że znajdujemy się między czerwonymi, a przygotowaną przez Niemców linią oporu”. Do dowódcy Brygady przybył w tym dniu goniec od dowódcy NSZ gen. „Boguckiego” z rozkazem wycofania jednostki na Śląsk. Dramatyczne było ostatnie zdanie rozkazu: Pomocy żądanej udzielić nie możemy. Należy liczyć na własne siły”.

14 stycznia 1945 r. w rejonie stacji Tunel koło Pogwizdowa, po ciężkiej walce oddziałom Brygady udało się odeprzeć atak niemieckiego batalionu. Po kilku nieudanych próbach sforsowania Pilicy pułkownik “Bohun” zdołał wreszcie uzyskać zezwolenie na przejście przez most w okolicy Żarnowca w zamian za wypuszczenie kilkunastu niemieckich jeńców prowadzonych przez Brygadę. Przeprawę rozpoczęli pod ogniem sowieckich czołgów. Ścigani sowieckim ogniem artyleryjskim zatrzymali się w miejscowości Solec. 16 stycznia 1945 r. pod miejscowością Koziegłowy Brygada stanęła przed umocnieniami niemieckimi. Niemieckie dowództwo odcinka obrony przepuściło polski oddział bez żadnych warunków. Dwa dni później Brygada osiągnęła przedmieście Lublińca.

 

ODDZIAŁ KAPITANA “TOMA”

W marszu przez Śląsk polski oddział aprowizował się w opustoszałych osiedlach niemieckich. 19 stycznia Brygada doszła do Odry. Pod pretekstem przeprawy wozów z zaopatrzeniem oddział przekroczył Odrę w miejscowości Otmęt. Od 20 do 27 stycznia 1945 r. Brygada kontynuowała marsz na Zachód, przechodząc przez miejscowości: Elgut, Hammer, Feldheim, Kaubitz i oddalając się od frontu niemiecko-sowieckiego na odległość 100 km.

W Kaubitz dołączyła do Brygady Grupa AS (Akcji Specjalnej) z okręgu kieleckiego. W tym samym czasie dołączył także oddział kapitana „Toma”. Była to zagadkowa postać – za współpracę z Niemcami skazany na śmierć przez sąd NSZ, przeżył dwie próby wykonania tego wyroku. Z racji kontaktów z Niemcami podjął się pośredniczenia w rozmowach między dowództwem Brygady a Niemcami. Spotkanie takie odbyło się 28 stycznia w miejscu postoju Brygady. Oficerowie niemieccy interesowali się przemarszem Brygady, reprezentanci Brygady wyjaśnili, iż celem marszu jest zachowanie sił do przyszłej walki Zachodu z komunizmem. Po wysłuchaniu oświadczenia oficerowie niemieccy poinformowali brygadowców o konieczności konsultacji ze swoim dowództwem i dalszych kontaktach w trakcie przemarszu. W związku z silnie umocnioną obroną linii Śląska, Brygada uzyskała pozwolenie od władz niemieckich na przemieszczenie się na teren Czechosłowacji. Niemcy oświadczyli, że sprawę aprowizacji oddział miał uzgodnić z miejscowymi władzami czeskimi.

 

PRZEJŚCIE PRZEZ SUDETY

Następnym etapem marszu było przejście przez Sudety… „Bohun” wspominał:

Przejście przez czeskie góry Sudety było jednym z najcięższych, jakie wykonywaliśmy w posuwaniu się na Zachód. Wysokie góry, głębokie śniegi i strome drogi utrudniały i opóźniały przemarsz. Pomimo tych przeszkód żołnierz, choć głodny, w zniszczonym, podartym ubraniu, prawie u kresu wytrzymałości fizycznej, pokonywał wszystko z głęboką wiarą w lepszą przyszłość”.

Brygada Świętokrzyska w trakcie marszu przez Czechy nawiązała bardzo ścisłe kontakty z miejscowym podziemiem niepodległościowym. Był przy niej cały czas czeski oficer łącznikowy. Brygada zorganizowała w Czechach skrzynki kontaktowe jako drogę łączności z Polską. Na wypadek zbrojnego wystąpienia Niemców przeciw Brygadzie uzgodniono, że zostanie ona podzielona na małe oddziały partyzanckie i przy pomocy podziemia czeskiego będą one przedzierać się samodzielnie na Zachód.

Tylko raz wchodziło to w grę, gdy pod miejscowością Tabor silne niemieckie oddziały pancerne zagrodziły jej drogę. Wówczas płk „Bohun” przesunął ją w okoliczne lasy, zmieniając znacznie trasę przemarszu, aby uniknąć likwidacji. W pobliżu Arnau do Brygady dołączyło ok. 100 żołnierzy AK, zbiegłych jeńców z powstania warszawskiego.

Rozkazem z 7 lutego 1945 r. powstał kurs przygotowawczy do działań dywersyjnych na tyłach Armii Sowieckiej. Wytypowano do tych działań 60 żołnierzy. Kursem kierował por. Stefan Celichowski Skalski”. Szkoleniem łącznościowców w obsługiwaniu sprzętu radiowego kierowali instruktorzy z Organizacji Toma. „Tom” również odprawiał patrole wysyłane samolotami do Polski. Należy zaznaczyć, że żaden z dowódców patroli nie otrzymywał bezpośredniego zadania od Niemców. Pierwsze dwa patrole zostały zrzucone 23 marca 1945 r. Pierwszy dowodzony przez kpt. Zygmunta Rafalskiego „Sulimczyka” – zrzucono w Kieleckiem, drugi, por. Jana Ciesielskiego „Rumba” w okolicach Zawichostu.

Równocześnie wysłano dwóch oficerów na zachód w celu nawiązania łączności z II Korpusem. 15 kwietnia 1945 r. zrzucono kolejny patrol Brygady pod dowództwem por. Jerzego Brody „Gnata”. Wysłano również 45-osobowy oddział pieszy pod dowództwem kpt. Tadeusza Żółkiewskiego „Mosta”, z którego dwa wydzielone patrole pod dowództwem por. Jana Dzielskiego „Wareckiego” i plut. Włodzimierza Kołaczkiewicza „Zawiszy” dotarły do Polski.

 

ROZMOWY Z NIEMCAMI

 

Niemcy jednak cały czas nalegali, aby Brygada wystąpiła po ich stronie na froncie wschodnim jako polska jednostka w składzie Waffen SS. Do kolejnych zasadniczych rozmów na ten temat doszło 5 i 6 kwietnia 1945 r. Dowódca Brygady, płk „Bohun”, w rozkazie z 7 kwietnia 1945 r. informował o tym i oficerów, i żołnierzy:

Dnia 5 i 6 bm. odbyłem rozmowę z przedstawicielami władz niemieckich, wojskowych, w których stwierdziłem, że Grupa “Zachód” NSZ ma na celu w zmienionych obecnie warunkach przede wszystkim walkę z bolszewizmem, okupującym Polskę.

W wyniku ROZKAZ PŁK. „BOHUNA” Z 19 STYCZNIA 1945 R.

Żołnierze!

Ofensywa bolszewicka zmusiła nas do przesunięcia się na zachód Polski. Na drodze stanęły nam umocnienia niemieckie. W dniu 14 bm. starliśmy się z Niemcami, chcąc przebić się na Zachód. Nie daliśmy rady.

W dniu 15 bm. czołgi bolszewickie zaatakowały nas od wschodu. Dla ratowania Brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby przejść przez linie na Zachód. Tym samym weszliśmy w stan nieprowadzenia walki na czas nieokreślony. Mam nadzieję,że szybko toczące się wypadki wojenne pozwolą nam w niedalekiej przyszłości zameldować się u Naczelnego Wodza i Prawowitego Rządu Polskiego i według jego rozkazów zwrócić nasz oręż przeciwko wrogowi, którego każe nam zwalczać. Przypadł nam w udziale zaszczyt wkroczenia jako pierwszym oddziałom polskim na prastare nasze ziemie. To, co było marzeniem naszym, choć jeszcze dalekie od realizacji, zaczyna się spełniać. A jednocześnie przewidywania nasze, na których oparliśmy nasze plany, zaczynają się potwierdzać, bo ostatnie przemówienie premiera Arciszewskiego i Churchilla świadczą o zaostrzającym się konflikcie anglo-sowieckim na tle sprawy polskiej. Dzisiejsza historyczna chwila wymaga od nas wyjątkowego wysiłku i sprawności”.

W wyniku tego mojego stanowiska ustaliłem, że Grupa ma do wykonania następujące zadania:

1. przeprowadzenie włączenia jak największej liczby Polaków, przebywających na terenach Rzeszy do szeregów Grupy dla celów walki z Rosją Sowiecką o wolność i niepodległość Polski;

2. podtrzymywanie oporu NSZ na terenie Polski przeciw bolszewizmowi przez celowe wysyłanie przeszkolonych grup dowódczych i dywersyjnych;

    1. nawiązanie kontaktów z polską emigracją na Zachodzie, a w pierwszym rzędzie z Wodzem Naczelnym gen. Andersem, celem podporządkowania się jego rozkazom, dotyczącym walki wszystkich Sił Zbrojnych z okupantem bolszewickim o prawdziwą wolność i niepodległość Polski”.Komentując ten rozkaz, nieznany dziś autor artykułu z gazetki żołnierskiej Brygady Świętokrzyskiej „Marszu i Boju” z 13 kwietnia 1945 r., napisał: „Jedynie zbieżność naszych założeń z antybolszewicką polityką Rzeszy pozwala nam na razie na przebywanie na tym terenie, jesteśmy świadomi niebezpieczeństwa nawały bolszewickiej dla nas, jak i dla całej Europy. Nie wierzyliśmy nigdy i nie wierzymy nadal w dobrą wolę Rosji Sowieckiej. Jednocześnie nie zamierzamy bynajmniej odgrywać roli straży tylnej, osłaniającej odwrót armii niemieckiej, takiej, jaką kiedyś tragicznie odegrał Ks. Józef Poniatowski, osłaniając odwrót Napoleona. Zawsze jesteśmy przedstawicielami polskiej racji stanu i siłę naszą upatrujemy w ścisłej koordynacji mózgu politycznego z ramieniem zbrojnym, a jedynym czynnikiem rozkazodawczym był, jest i będzie dla nas Wódz Naczelny Armii Polskiej oraz Rząd Polski w Londynie”.

12 kwietnia 1945 r. odbyła się ostatnia rozmowa z przedstawicielami Wehrmachtu. Wysunęli oni propozycję walki partyzanckiej na tyłach posuwającej się Armii Sowieckiej. Po długich dyskusjach Niemcy zgodzili się na dalszy przemarsz na Zachód przez Czechosłowację z zastrzeżeniem ominięcia Pragi. 13 kwietnia 1945 r. Brygada ruszyła w kierunku Pilzna. 21 kwietnia czeski oficer łącznikowy poinformował dowództwo Brygady o położeniu oddziałów amerykańskich. Brygada przesunęła się w rejon Vsekary, skąd wysłano patrol w celu nawiązania kontaktu z oddziałami alianckimi.

 

WYZWOLENIE OBOZU KONCENTRACYJNEGO W HOLISZOWIE

 

Podziemie czeskie zdecydowanie odrzuciło plan wspólnego z Brygadą wywołania powstania w Pilznie i opanowania miasta. I trudno im się dziwić – po doświadczeniach powstańczej Warszawy nie chcieli ryzykować podobnego losu w ostatnich tygodniach wojny. Pomimo sprzeciwu czynników czeskich, obawiających się represji niemieckich, 5 maja Brygada wyzwoliła obóz koncentracyjny w Holiszowie, uwalniając około tysiąca kobiet (w tym wiele Polek i Żydówek), oraz odcięła drogę odwrotu wojsk niemieckich na Pilzno. Następnego dnia oddziały Brygady nawiązały kontakt taktyczny z jednostkami 3. Armii Amerykańskiej gen. George’a Pattona.

We wspólnych walkach Polacy i Amerykanie wzięli do niewoli sztab niemieckiej XIII Armii, w tym dwóch generałów. W okolicznościowym rozkazie do swoich podkomendnych płk „Bohun” napisał:

Dziś sztandary nasze powiewają obok zwycięskich barw amerykańskich, obok proporców wyzwolonego narodu czeskiego. Opatrzność pozwoliła nam raz jeszcze wziąć udział w walce przeciwko odwiecznemu wrogowi i dorzucić swą cząstkę do wspólnego wysiłku zjednoczonych narodów. W tej tak pamiętnej dla nas chwili dziękuję Wam za zaufanie, którym mnie obdarzyliście. Ta Wasza ufność umożliwiła mnie w znacznej mierze realizację tych zadań, które sobie postawiliśmy”.

 

DALSZE LOSY BRYGADY

Pierwsze reakcje „polskiego” Londynu, związane z informacjami, że silny polski oddział partyzancki przedostał się na Zachód i brał udział w walce u boku armii amerykańskiej, były entuzjastyczne.

W takim duchu utrzymane były informacje w serwisach radiowych. Naczelny wódz wysłał do Brygady oficera łącznikowego, ppłk. Alojzego Mazurkiewicza.

Jednak fakt, że formacja była oddziałem NSZ, w dodatku z części niescalonej z AK, zaważył na jej dalszych losach.

Wtedy spadła na nich nowa plaga z innej strony – pisał o brygadowcach Melchior Wańkowicz. – Londyn miał z nimi porachunki jeszcze z czasów Armii Krajowej. Jego oficerowie-łącznicy wiele wysiłku włożyli w to, aby Amerykanom tłumaczyć, że ci chłopcy, którzy płakali, oddając z tak pomysłowym i krwawym wysiłkiem ciułaną broń – to nie żołnierze, tylko displaced persons, jakieś cywilne plewy zagnane przemocą, wichrem wojny do Niemiec. Trudno było wyjść cało z tych połączonych ataków Warszawy, Rosji i Londynu, Amerykanie jednak czuli, że te ataki popychają ich do czegoś nieuczciwego. Odebrali broń, odebrali statut żołnierski, ale Brygady nie wydali, jej żołnierzy nie rozproszyli po obozach cywilnych”.Na początku sierpnia 1945 r. Brygadę przeniesiono do Coburga, gdzie nastąpiło rozbrojenie oddziału.

=========================

Dalsze losy Brygady Świętokrzyskiej, przekształconej w Kampanie Wartownicze, przedstawiono w „Dodatku IPN” – NGP 11/2007.

Pomimo sprzeciwu czynników czeskich, obawiających się represji niemieckich, 5 maja Brygada wyzwoliła obóz koncentracyjny w Holiszowie, uwalniając około tysiąca kobiet (w tym wiele Polek i Żydówek), oraz odcięła drogę odwrotu wojsk niemieckich na Pilzno. Następnego dnia oddziały Brygady nawiązały kontakt taktyczny z jednostkami 3. Armii Amerykańskiej gen.George’a Pattona. We wspólnych walkach Polacy i Amerykanie wzięli do niewoli sztab XIII Armii niemieckiej, w tym dwóch generałów.

 

Dodatek zredagowaŁ Wojciech Muszyński

Na podstawie Biuletynu IPN z dnia 1 sierpnia 2008 roku opracował Aleksander Szumański

=================================

 

Pułkownik Antoni Szacki vel Skarbek „Bohun–Dąbrowski” (1902–1992). Oficer służby stałej WP. Absolwent Szkoły Podchorążych w Warszawie (1927 r.), służył w 76. PP w Grodnie. W 1939 r. zbiegł z niewoli niemieckiej. Oficer Związku Jaszczurczego, następnie NSZ. Od 11 sierpnia 1944 do końca 1945 r. dowódca Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

[—]

przez kilka dni pełnił funkcję ordynansa Bohuna”, a następnie zbiegł. W rezultacie dalszej intensywnej akcji przeciwko AL zlikwidowano kilkudziesięciu komunistów. Skuteczność akcji antykomunistycznej Brygady spowodowała, że we wrześniu 1944 r. „Garbaty” zmuszony był rozwiązać swoją grupę i ewakuować się z zagrożonego terenu. W październiku oddziały Brygady przeszły na obszar powiatu radomszczańskiego, w dalszym ciągu likwidując niewielkie oddziały komunistyczne, grupy bandyckie i desanty sowieckie. Wśród zlikwidowanych komunistów byli sowiecki mjr Walentyn Morozow i dwóch spadochroniarzy z armii Berlinga: por. Bronisław Stachowski „Rezanow” i por. Henryk Stefaniak „Henryk”. Nie obeszło się także bez strat po stronie Brygady. 20 października nad Pilicą w czasie walki z sowieckimi partyzantami zginął jeden z żołnierzy – po stronie sowieckiej było dwóch zabitych. Jeszcze wcześniej, w pierwszych dniach października, grupa AL kierowana przez Stanisława Wilka „Sarnę” wzięła do niewoli i rozstrzelała powracającego z przepustki żołnierza Brygady Benona Sabłonia „Benka”. Sam „Sarna” został ujęty i zlikwidowany przez NSZ niecały miesiąc później, 31 października.

Następnego dnia w miejscowości Ciężkowice rozbito resztę jego grupy. Uwolniono przy tym więzionych i katowanych 10 członków podziemia niepodległościowego, zakładników z okolicznych wsi i dworów. Dwóch zakładników komuniści zdążyli już wcześniej zamordować. Wśród jeńców znajdował się lekarz – Gruzin, który wstąpił jako ochotnik do Brygady i przeszedł później cały jej szlak bojowy.

Jednym z sukcesów było zlikwidowanie 30 października 1944 r. sowieckiej radiostacji wraz z obsługą pod Soborzycami w powiecie częstochowskim. Dzięki sprawnemu wywiadowi i współpracy z placówkami AK patrole Brygady z dużą skutecznością wyłapywały i likwidowały członków AL i PPR. Ostatnią większą akcją antykomunistyczną była likwidacja 18 grudnia we wsi Krzelów (gmina Sędziszów) grupy sowieckiej z oddziału NKWD „Awangarda” dowodzonej przez lejtnanta Wasyla Tichonina „Wasyla”. Grupa ta była odpowiedzialna za wiele gwałtów i rabunków, których dopuściła się w okolicznych wsiach. Wszyscy zostali rozstrzelani.

Sporadyczne akcje antykomunistyczne, likwidacje pojedynczych skoczków sowieckich i członków PPR/AL prowadzono siłami niewielkich lotnych patroli do końca obecności Brygady na ziemi kieleckiej – do połowy stycznia 1945 r. Jednak zimowe warunki ograniczyły ich aktywność. Przeciwko Niemcom i ich kolaborantom

Równolegle ze zwalczaniem komunistów Brygada prowadziła działania przeciwko Niemcom. Miały one charakter ograniczony i sprowadzały się do samoobrony, ochrony ludności przed represjami i akcjami pacyfikacyjnymi oraz zaopatrzenia w broń i materiały wojskowe. Dowództwo starało się nie prowokować okupanta, obawiano się narażać ludność okolicznych miejscowości na pacyfikacje i odwet. Twierdzenia komunistycznej historiografii o współpracy Brygady z Niemcami w okresie, gdy jednostka ta działała na ziemi kieleckiej, były propagandowym kłamstwem. Żołnierze NSZ stoczyli kilkadziesiąt walk i potyczek zarówno z oddziałami żandarmerii, Wehrmachtu czy Luftwaffe, jak i kolaboracyjnymi formacjami: ukraińskim Schutzmannschaft i turkiestańskim Ostlegionen.

Jedną z pierwszych antyniemieckich akcji Brygady było rozbrojenie 18 sierpnia przez kompanię „Żbika” grupy dziewięciu Niemców i towarzyszących im Ukraińców. Jeńców rozstrzelano, a ślady egzekucji dokładnie zatarto, aby nie ściągnąć odwetu na okoliczną ludność. W ciągu kolejnych dni prowadzono dalsze akcje zaopatrzeniowe. 20 sierpnia oddziały Brygady pod wsią Brzeście zaatakowały niemiecką kolumnę samochodową. W wyniku walki zdobyto samochód załadowany transportem broni (ok. 300 karabinów produkcji belgijskiej) wraz z amunicją. Zginęło trzech Niemców. 21 sierpnia, kompania kpt. Henryka Karpowicza Rusina” zajęła stację kolejową Żelisławice, gdzie zdobyto nieco broni, a 23 sierpnia we wsi Jasienice oddział „Żbika” zorganizował udaną zasadzkę na 40-osobowy oddział niemiecki. W wyniku walki wszyscy Niemcy zostali zlikwidowani, straty partyzantów wyniosły sześciu żołnierzy.

Walka z pociągiem pancernym

27 sierpnia Brygada, stacjonująca we wsiach Kaniów i Jasiów, stoczyła walkę z oddziałem zwiadowczym złożonym z żołnierzy Ostlegionen wspieranych ogniem przez pociąg pancerny. Biorący udział w wymianie ognia oddział NSZ wycofał się ze stratami dwóch zabitych i trzech rannych. Do ponownego starcia z tym po11 sierpnia 1944 r. w majątku Lasocin przeprowadzono koncentrację oddziałów NSZ z udziałem 204. Pułku.

Powstała wówczas Brygada Świętokrzyską NSZ. Jej dowódcą został ppłk „Bohun-Dąbrowski”. W skład jednostki weszły wszystkie oddziały partyzanckie NSZ operujące w rejonie Kielce–Kraków–Częstochowa. Brygada Świętokrzyska była jedną z największych polskich jednostek partyzanckich. W czasie swojej prawie półrocznej działalności na ziemi kieleckiej stoczyła ponad 20 większych bitew i dziesiątki potyczek z jednostkami niemieckimi, grupami komunistycznymi i desantami sowieckimi. ciągiem doszło następnego dnia, podczas nieudanej akcji 204. PP wykolejenia niemieckiego składu z zaopatrzeniem w okolicy Końskich. Zamiast spodziewanego transportu nadjechał pociąg pancerny, który ostrzelał stanowiska partyzantów gęstym, choć niecelnym, ogniem z broni maszynowej. Tym razem udało się wycofać bez strat.

W następnym miesiącu, mimo iż równolegle prowadzono walkę z podziemiem komunistycznym, oddziały Brygady nie zajmowały biernej postawy w stosunku do Niemców. 1 września patrol pod dowództwem sierż. Aleksandra Wilczyńskiego „Wilka” w Radoszycach przyszedł z pomocą patrolowi aprowizacyjnemu z 3. Pułku Piechoty Legionów AK. 12 września oddział ppor. Edwarda Chmielewskiego „Zbigniewa” stoczył pod Raszkowem zwycięską potyczkę z patrolem batalionu turkiestańskiego.

Do poważnego starcia doszło 20 września pod Cacowem. Stacjonujące tam oddziały Brygady stoczyły bitwę z silnym oddziałem Niemców w sile ok. 400 żołnierzy Luftwaffe i ok. 100 żandarmów.

Starcie było wynikiem obławy niemieckiej w poszukiwaniu sprawców przeprowadzonego dzień wcześniej ataku na niemiecki samochód przez patrol z 2. Dyw. Piech. Leg. AK. Obława natknęła się na stacjonującą w Cacowie Brygadę. Atak oddziałów niemieckich został powstrzymany i zadano nieprzyjacielowi znaczne straty. W czasie bitwy niemiecki samolot zbombardował tabory Brygady we wsi Caców, nie wyrządzając im jednak większych szkód. Wieczorem Brygada oderwała się od Niemców i po przeprawie przez Nidę udała się w kierunku majątku Lasocin. Ogółem straty partyzantów wyniosły trzech zabitych i pięciu rannych.

Bitwa pod Cacowem

Bitwa pod Cacowem była ostatnim dużym starciem z Niemcami przed ewakuacją Brygady na zachód. W wyniku nasycenia Kielecczyzny oddziałami niemieckimi co jakiś czas dochodziło do spotkań

i wymiany ognia z niewielkimi patrolami żandarmerii, Wehrmachtu lub kolaborantów. Do ostatnich walk między BŚ a siłami niemieckimi doszło 19 grudnia pod

Krzelowem, gdzie oddział „Żbika” zaatakował oddział niemieckich saperów, likwidując czterech Niemców. Tego samego dnia pod Marcinkowicami 204. PP stoczył zwycięską walkę z oddziałem

złożonym z Niemców i tzw. Kałmuków (prawdopodobnie z Legionu Turkiestań-

skiego). Grupa została rozbrojona, rozmundurowana – do niewoli wzięto 16 Tatarów, dwóch Rosjan i dwóch Gruzinów.

Niemcom udało się zbiec. Po południu z odsieczą zatrzymanym przyszła kompania Schutzmannschaft, która zaatakowała kwatery Brygady. Atak odparto ogniem

karabinów maszynowych i śmiałym kontratakiem zmuszono napastników do

wycofania się. Poległ Niemiec i czterech kolaborantów. W obu starciach straty Brygady wyniosły jednego zabitego i trzech rannych.

Mapa obrazująca działania bojowe Brygady Świętokrzyskiej na Kielecczyźnie, sierpień 1944 r.–styczeń 1945 r.

 

[artykuł żołnierza Brygady Świętokrzyskiej z podziemnego pisma „Szaniec” ze stycznia 1945 r.]

W pamięci partyzanta zaciera się często kolejność wydarzeń; przemarsze, bitwy, potyczki, zlewają się w symfonię życia pełnego przygód i ciągłego napięcia. Chcąc przypomnieć sobie daty Rząbca i Cacowa, musiałbym zajrzeć do kalendarzyka, pamiętam tylko, że było to we wrześniu i że wpierw był Rząbiec, a później Caców; w Rząbcu otrzymałem nowiutki karabin, zdobyty na Moskalach,

z którego już pod Cacowem strzelałem do Niemców, tej zaś kolejności „żelaznej”

nic nie zmieni i nie zatrze w pamięci. A więc najpierw był Rząbiec. Kronikarz podał na pewno wzajemny stosunek sił Brygady Świętokrzyskiej oraz połączonych oddziałów Iwana Iwanowicza

Lwowskiego [właśc. Karawajewa] i herszta komunistycznego „Tadka Białego”, jak

również wszystkie koleje tej bitwy, ilość zużytej amunicji, pozycje obydwóch przeciwników, tudzież wszystkie inne tak ważne okoliczności.

Zwykły partyzant, chociażby z cenzusem, dowiaduje się o tych rzeczach znacznie później, sam wszystkiego nie widzi.

Pamięta natomiast, że po całonocnym marszu i po przespaniu dwóch godzin,

przygotował się właśnie do skonsumowania smacznej zalewajki. Ten zasłużony

posiłek ranny, urozmaicony pogawędką z gospodarzem, został nagle przerwany

alarmem, a więc chleb do kieszeni i biegiem marsz. Jeszcze nie wiadomo z kim

zaszczyt. Ale to mniejsza. Po drodze sytuacja się wyjaśnia – nasz podjazd został

w gajówce zaskoczony przez komunistyczny oddział dywersyjny, idziemy odbić kolegów, a może przy okazji zdobędziemy trochę broni.

Flankujemy po lesie, rolujemy zagajniki, rozsypujemy się w tyralierę, wreszcie mamy ich na muszce. Zaczynamy się orientować, że nasza kompania jest ostatnim ogniwem zamkniętego koła, w środku którego, o 20–30 kroków od nas przylgnęli do ziemi przeciwnicy, Moskale i alowcy (AL). Teraz się nie wymkną, albo się poddadzą, albo dojdzie do walki wręcz.

Strzelać zakazano, rozmawiać nie wolno, palić również; przyjemnie leżeć na

ciepłym mchu, oddychać żywicznym aromatem sosen, wśród gęstego podszycia,

ale trochę nudno, więc czołgając się, łasujemy rzadkie, bo już ostatnie, ale za to tak

słodkie i soczyste czernice. Obok mnie leży partyzant z bandażem na stopie. Zbiegł z izby chorych. Na moje wymówki odpowiada: „przecież nie nogą będę strzelał, a ręka zdrowa”.Tymczasem dowódca baonu major Rusin krzyczy, że aż wrony uciekają, rozstawia po kątach całą rodzinę komunistyczną, że aż uszy więdną od najsoczystszych wyrazów polskich, rosyjskich i ukraińskich. Poliglota – psiakrew! Połajanki wzajemne przed bitwą znali starożytni Grecy, znali Polacy, Turcy i Tatarzy i zagrzewali się niemi do bitwy, ale widocznie nie byli oni tak wymowni, lub też Homer i Sienkiewicz mieli uboższy język w porównaniu z naszym majorem. Bo ten zwyciężył samym „Słowem”. Początkowo pojedynczo, a później grupkami podrywają się przeciwnicy i składają broń we

wskazanych miejscach. Teraz i my, bez komendy, ruszamy oglądać zdobycz i zwartym kołem otaczamy jeńców. Partyzant polski nie wie, co okrucieństwo, w bój idzie jak do tańca, ale rozbrojonym jeden za drugim podał machorczaka, czasem częstuje jabłkiem:

Bić się nie potrafisz, patałachu, ale zapalić to byś owszem, masz ofermo, zaćmij sobie. Może to już twój ostatni” – dodaje groźnie.

Kilkuset jeńców, jedni wzięci w boju,drudzy rozbrojeni krzykiem, wśród nich koło 100 Moskali i Żydów, reszta Polacy, broni w bród, i to maszynowej, a nawet ciężkiej; pierwszorzędny nowiutki ckm. typu Maxim, model 1944, granatniki, przeciwpancerne, aparat radiowy, baterie, wreszcie gratka dla dwójki: dziennik z depeszami radiowym, nadanymi przez grupę do Moskwy i rozkazami stamtąd.

Dzień po dniu, godzina po godzinie, wszystko zapisane: pamiętajcie „AK to wrogi element faszystowski, PPS to nacjonaliści, bataliony chłopskie to niebezpieczna drobna burżuazja”. Śmiejemy się ładnie wyglądają te nasze bratnie formacje, wierzące jeszcze w szczerość

i przyjaźń Moskwy… Pokażemy im dziennik, ale i tak nie uwierzą, owszem poszczególny oficer, żołnierz – tak, ale góra znów zacznie deklamować o współpracy z „sojusznikiem naszych wielkich sprzymierzeńców”. Kto ma ćwieka w głowie, temu gładko nie wybiją go nawet oczywiste powody.

W nocy Moskale, już rozbrojeni, pró- bowali buntu i ucieczki, rychło w czas i zapłacili za to drogo. Już Polski nie opuszczą. Więcej kłopotu z jeńcami Polakami. Po zbadaniu jeńców okazuje się, że większość to równe chłopaki; ten uciekł z okopów, a tamten z Oświęcimia, ten znów wraca z pracy w Rzeszy. Spotkał oddział, dostał broń, czasem buty, to przystał. Później jeden z drugim coś zmiarkował, że za dużo Moskali, a teraz już wiedzą, o co chodzi, ale do domu nie chcą wracać, chcą do prawdziwego polskiego wojska. To już nie nasza rzecz, lekarz zbada, czy zdrów na ciele; dwójka,

czy nie zarażony trądem bolszewickim, co nieprzydatne pójdzie do domu.

A w bitwie pod Cacowem wielu z naszych „jeńców” spod Rząbca już walczyło… z Niemcami. Kiedyś wyciągnę pamiętniki zagryzmolone na postojach i opiszę, jak to było. Może tego nie zrobię, ale zawsze zostanie kronika Brygady, ta nasza złota księga, która w swoim rejestrze nie pominie ani bitwy, ani potyczki, ani większej pościgówki, ani nawet ćwiczeń aplikacyjnych. Natomiast na pewno

nie nadmieni, że bitwa pod Cacowem przerwała niejednemu słodką drzemkę w rannym słonku za stodołą, że dla mnie rozpoczęła się w chwili, gdy z podchorążym „Szarym” przygotowywałem się do

spożycia jajecznicy omaszczonej kupioną za własny grosz słoninką. Dla kronikarza to mało ważne szczegóły, a myśmy w czasie bitwy i jeszcze kilka dni później żałowali nieskonsumowanego śniadania.

Była to w ogóle pechowa doba. Wyruszyliśmy dnia poprzedniego z miejscowości Raszków, jak zwykle po zachodzie słońca, było to na nowiu; noc ciemna, drogi leśne wąskie, piaszczyste, pełne

wykrotów. Po chwili tabor nawala, pobiliśmy wtedy chyba wszystkie rekordy złamanych kół i przewróconych wozów.Wreszcie na skraju lasu lepsza droga, ale o 150 metrów – placówka niemiecka; nie palimy, nie rozmawiamy, przesuwamy się jak stado wilków, idące po łup, ale mogą-

ce samo stać się łupem. Wtem salwa cekaemów, nie tylko słychać, ale i widać.

Pociski zapalające zasypują nas wspaniałą kaskadą krwawych serpentyn na tle

ciemnej nocy. Ale konie się na tym nie znają, więc ponoszą i część taborów idzie

w rozsypkę. Nasza tyraliera już się rozwinęła. Czekamy. Nie strzelamy. Szkoda

amunicji. Noc i las do nas należą. Niemcy dali salwę i pewno zwiali… Dobra jest.

Uporządkowany tabor rusza dalej. O brzasku znów strzelanina na szosie równoległej do naszej osi marszu. Przez ranną mgłę dostrzegamy samochód. Krótka salwa i sprawa skończona. Samochód niemiecki wjechał na nasz zwiad konny, ten otworzył ogień: dwaj oficerowie lotnicy zabici: trzeci w niewoli. Będziemy mieli dzień gorący, zaczyna się znów seria niemiecka” – gaworzą partyzanci.

W Cacowie chwilowy postój. Wiemy, że niedługi, jedni marzą o drzemce, inni o jedzeniu, rzecz gustu. Ostre pogotowie, konie w zaprzęgach… a o 11 samoloty nad wsią, padają pociski, już jedna zagroda płonie. Za chwilę ogon naszego taboru sprawnie znika w pobliskim lesie. Jeden samolot celnie trafiony z pióropuszem dymu ginie na horyzoncie, tyraliera niemiecka idzie na wieś.

Pozostawiwszy niedojedzoną jajecznicę, wpadam na kwaterę po plecak. Stopniowo bitwa przenosi się do lasu, panującego nad wsią.

Batalion 202. PP dopucza tyralierę niemiecką na 50 kroków i salwą kładzie kilkudziesięciu Niemców.

Pierwszy impet powstrzymany. Melduje o tym pułkownikowi Bohunowi goniec konny – „Pan major Jaxa melduje, że trzyma się dobrze, jeśli dostanie kilka papierosów, będzie trzymał się jeszcze lepiej”.

Niech lasy cacowskie i błota tynieckie

opowiedzą o innych potyczkach tego

dnia, a szczególnie tej nocy, gdy artyleria

niemiecka wstrzelała się w nasz tabor,

który w ciemnościach chyłkiem przemknął się bez strat przez groble, bagna

i przeszedł bród przez Nidę.

Pod Rząbcem zostawiliśmy dwóch kolegów, pod Cacowem jednego, krzyże

z brzozy i jedlina na grobach… a Brygada

pomaszerowała dalej. Dziś walczy z dywersantami sowieckimi, wczoraj zniosła

oddziały komuny rodzimej, jutro stoczy

bój z Ukraińcami w obronie gnębionej

ludności, to znów jak wilk skrwawi zęby

w walce z Niemcami. Od Rząbca do Cacowa i z powrotem od miesięcy, a nawet

od lat, bo Brygada przejęła tradycję

i chwałę swych części składowych. Brygadzie nikt nie daje broni, Brygada broń

zdobywa sama!

Na postojach chodzimy do akowców

(AK), lub przyjmujemy ich wizyty, czym

chata bogata, tym rada. Oni się chwalą

bronią zrzutową. „Wy macie zrzuty, a my

skoki i rzuty”, odpowiadają nasi chłopcy… A po Mszy Świętej, na defiladzie,

piersi się prężą pod stenami [bryt. pistolet

maszynowy], pepeszami i bergmanami.

Wzrok zuchwały, aż krzyczy: to nasze, to

moje – zdobyczne, to na Moskalach, a to

na Niemcach, a to znów na Ukraińcach.

Brygada wie, że nie jest sama, za nią

rozrzucone po kraju okręgi i załogi NSZ,

a znów za tą organizacją – Obóz Narodowy, wreszcie cały Naród, nie ten papierowy, z ckliwych deklaracji, lecz ten, który

walczy, cierpi i czeka na chwilę ostatecznej rozprawy z Moskalami i Niemcami,

z Ukraińcami i zdrajcami różnego gatunku. Żołnierz Brygady wie, że walka musi

być doprowadzona aż do zwycięskiego

końca z wrogami zewnętrznymi i domowymi. Z dumą śledzi walki swych kolegów na froncie zachodnim i południowym, sam zaś walczy, maszeruje i śpiewa:

Brygada Świętokrzyska

To Polski znak!

Brygada Świętokrzyska

To orzeł, wolny ptak!

Rafał Sierchuła,

IPN Poznań

W miarę zbliżania się frontu wschodniego dowództwo Brygady i jej żołnierze stanęli przed

dramatyczną alternatywą: albo rozwiązać jednostkę (jak oddziały AK) i zdemobilizować żoł-

nierzy, licząc, że się jakoś zakonspirują, albo

podjąć plan wycofania się na Zachód. Ta druga

możliwość była zgodna z wcześniejszymi planami

operacyjnymi NSZ, które zakładały, iż w momencie klęski Niemiec zostaną sformowane silne

grupy operacyjne przeznaczone do opanowania

terenów po Odrę i Nysę Łużycką oraz Prusy

Wschodnie.

Myśl ewakuacji najbardziej zagrożonych jednostek na Zachód rozwinął także

naczelny wódz, gen. K. Sosnkowski,

w szczegółowych wytycznych dla dowódcy AK z 25 lipca 1944 r.: „Upoważniam

was w razie koniecznej potrzeby do wycofania w rozmiarach przez was określonych najbardziej zagrożonych elementów

AK, a przede wszystkim młodzieży (na

zachód ku granicy słowacko-węgierskiej).

In extremis zezwalam na wycofanie tych

elementów poza granice Kraju, z rozkazem przedostania się do sił naszych na

obczyźnie”.

Front nas wyraźnie goni

Wybór pierwszej z możliwości – rozwiązania Brygady i przejścia do ponownej konspiracji – zawierał w sobie niebezpieczeństwo potwornych represji ze strony NKWD i ich rodzimych popleczników.

Oddziały NSZ, które współtworzyły Brygadę, toczyły liczne walki z komunistami,

wielu żołnierzy było rozszyfrowanych

przez wywiad AL. Nie mogli oni działać

w szeregach nowej, antysowieckiej konspiracji. Ponadto trudne byłoby rozlokowanie setek ludzi jeszcze pod okupacją

niemiecką, większość z nich była bowiem

poszukiwana. Pozostawało zatem przej-

ście na Zachód. Wprawdzie III Rzesza

w swym schyłkowym okresie istnienia,

od ofensywy styczniowej 1945 r., nie była

już potęgą, ale nadal dysponowała sprawnym aparatem militarno-policyjnym. Wykonanie tego zadania nie było więc łatwe.

Aż do początku ofensywy sowieckiej

w styczniu 1945 r. Brygada nie miała konkretnego planu ewakuacji i nie była do tego przygotowana, a sama ofensywa kompletnie ją zaskoczyła.

13 I 45. Front nas wyraźnie goni – notował kronikarz Brygady. – Sytuacja o tyle niebezpieczna, że znajdujemy się mię-

dzy czerwonymi, a przygotowaną przez

Niemców linią oporu”. Do dowódcy Brygady przybył w tym dniu goniec od dowódcy NSZ gen. „Boguckiego” z rozkazem wycofania jednostki na Śląsk. Dramatyczne było ostatnie zdanie rozkazu:

Pomocy żądanej udzielić nie możemy.

Należy liczyć na własne siły”.

14 stycznia 1945 r. w rejonie stacji Tunel koło Pogwizdowa, po ciężkiej walce

Droga do Wolności

Pod Rząbcem zostawiliśmy dwóch kolegów, pod Cacowem jednego, krzyże z brzozy i jedlina na grobach…

a Brygada pomaszerowała dolej. Dziś walczy z dywersantami sowieckimi, wczoraj zniosła oddziały komuny

rodzimej, jutro stoczy bój z Ukraińcami w obronie gnę-

bionej ludności, to znów jak wilk skrwawi zęby w walce z Niemcami. Od Rząbca do Cacowa i z powrotem od

miesięcy, a nawet od lat, bo Brygada przejęła tradycję

i chwałę swych części składowych. Brygadzie nikt nie

daje broni, Brygada broń zdobywa sama!

Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej podporządkowanej okupacyjnym oddziałom amerykańskim w zachodnich Czechach mieli prawo noszenia odznak honorowych tych oddziałów US Army, u boku których

walczyli w ostatnich dniach wojny. Od lewej: por. Józef Nowacki „Jozef” z charakterystyczną odznaką

V Korpusu amer. (biała gwiazda wpisana w niebieski pięciokąt), obok por. Jerzy Skąpski z odznaką

2. Dyw. Piechoty „Indian Heads”. Maj 1945 r.

NIEZALE˚NA

GAZETA POLSKA

Warszawa, 1 sierpnia 2008 r.

VII

BRYGADA ÂWI¢TOKRZYSKA

oddziałom Brygady udało się odeprzeć

atak niemieckiego batalionu. Po kilku

nieudanych próbach sforsowania Pilicy

płk „Bohun” zdołał wreszcie uzyskać pozwolenie na przejście przez most w okolicy Żarnowca w zamian za wypuszczenie

kilkunastu niemieckich jeńców prowadzonych przez Brygadę. Przeprawę rozpoczęli pod ogniem sowieckich czołgów.

Ścigani sowieckim ogniem artyleryjskim

zatrzymali się w miejscowości Solec.

16 stycznia 1945 r. pod miejscowością

Koziegłowy Brygada stanęła przed umocnieniami niemieckimi. Niemieckie dowództwo odcinka obrony przepuściło polski oddział bez żadnych warunków. Dwa

dni później Brygada osiągnęła przedmie-

ście Lublińca.

Oddział kapitana „Toma”

W marszu przez Śląsk polski oddział

aprowizował się w opustoszałych osiedlach niemieckich. 19 stycznia Brygada

doszła do Odry. Pod pretekstem przeprawy wozów z zaopatrzeniem oddział przekroczył Odrę w miejscowości Otmęt. Od

20 do 27 stycznia 1945 r. Brygada kontynuowała marsz na Zachód, przechodząc

przez miejscowości: Elgut, Hammer, Feldheim, Kaubitz i oddalając się od frontu

niemiecko-sowieckiego na odległość

100 km.

W Kaubitz dołączyła do Brygady Grupa AS (Akcji Specjalnej) z okręgu kieleckiego. W tym samym czasie dołączył tak-

że oddział kapitana „Toma”. Była to

zagadkowa postać – za współpracę

z Niemcami skazany na śmierć przez sąd

NSZ, przeżył dwie próby wykonania tego

wyroku. Z racji kontaktów z Niemcami

podjął się pośredniczenia w rozmowach

między dowództwem Brygady a Niemcami. Spotkanie takie odbyło się 28 stycznia

w miejscu postoju Brygady. Oficerowie

niemieccy interesowali się przemarszem

Brygady, reprezentanci Brygady wyjaśnili, iż celem marszu jest zachowanie sił do

przyszłej walki Zachodu z komunizmem.

Po wysłuchaniu oświadczenia oficerowie

niemieccy poinformowali brygadowców

o konieczności konsultacji ze swoim dowództwem i dalszych kontaktach w trakcie przemarszu. W związku z silnie

umocnioną obroną linii Śląska, Brygada

uzyskała pozwolenie od władz niemieckich na przemieszczenie się na teren Czechosłowacji. Niemcy oświadczyli, że

sprawę aprowizacji oddział miał uzgodnić

z miejscowymi władzami czeskimi.

Przejście przez Sudety

Następnym etapem marszu było przej-

ście przez Sudety… „Bohun” wspominał:

Przejście przez czeskie góry Sudety było

jednym z najcięższych, jakie wykonywaliśmy w posuwaniu się na Zachód. Wysokie góry, głębokie śniegi i strome drogi

utrudniały i opóźniały przemarsz. Pomimo tych przeszkód żołnierz, choć głodny,

w zniszczonym, podartym ubraniu, prawie u kresu wytrzymałości fizycznej, pokonywał wszystko z głęboką wiarą w lepszą przyszłość”.

Brygada Świętokrzyska w trakcie marszu przez Czechy nawiązała bardzo ścisłe

kontakty z miejscowym podziemiem niepodległościowym. Był przy niej cały czas

czeski oficer łącznikowy. Brygada zorganizowała w Czechach skrzynki kontaktowe jako drogę łączności z Polską. Na wypadek zbrojnego wystąpienia Niemców

przeciw Brygadzie uzgodniono, że zostanie ona podzielona na małe oddziały partyzanckie i przy pomocy podziemia czeskiego będą one przedzierać się samodzielnie na Zachód. Tylko raz wchodziło

to w grę, gdy pod miejscowością Tabor

silne niemieckie oddziały pancerne zagrodziły jej drogę. Wówczas płk „Bohun”

przesunął ją w okoliczne lasy, zmieniając

znacznie trasę przemarszu, aby uniknąć

likwidacji. W pobliżu Arnau do Brygady

dołączyło ok. 100 żołnierzy AK, zbiegłych jeńców z powstania warszawskiego.

Rozkazem z 7 lutego 1945 r. powstał

kurs przygotowawczy do działań dywersyjnych na tyłach Armii Sowieckiej. Wytypowano do tych działań 60 żołnierzy.

Kursem kierował por. Stefan Celichowski

Skalski”. Szkoleniem łącznościowców

w obsługiwaniu sprzętu radiowego kierowali instruktorzy z Organizacji Toma. „Tom”

również odprawiał patrole wysyłane samolotami do Polski. Należy zaznaczyć, że

żaden z dowódców patroli nie otrzymywał

bezpośredniego zadania od Niemców.

Pierwsze dwa patrole zostały zrzucone

23 marca 1945 r. Pierwszy dowodzony

przez kpt. Zygmunta Rafalskiego „Sulimczyka” – zrzucono w Kieleckiem, drugi,

por. Jana Ciesielskiego „Rumba” w okolicach Zawichostu. Równocześnie wysłano

dwóch oficerów na zachód w celu nawią-

zania łączności z II Korpusem. 15 kwietnia 1945 r. zrzucono kolejny patrol Brygady pod dowództwem por. Jerzego Brody

Gnata”. Wysłano również 45-osobowy

oddział pieszy pod dowództwem kpt. Tadeusza Żółkiewskiego „Mosta”, z którego

dwa wydzielone patrole pod dowództwem

por. Jana Dzielskiego „Wareckiego”

i plut. Włodzimierza Kołaczkiewicza

Zawiszy” dotarły do Polski.

Rozmowy z Niemcami

Niemcy jednak cały czas nalegali, aby

Brygada wystąpiła po ich stronie na froncie wschodnim jako polska jednostka

w składzie Waffen SS. Do kolejnych zasadniczych rozmów na ten temat doszło

5 i 6 kwietnia 1945 r. Dowódca Brygady,

płk „Bohun”, w rozkazie z 7 kwietnia

1945 r. informował o tym i oficerów, i żoł-

nierzy:

Dn. 5 i 6 bm. odbyłem rozmowę

z przedstawicielami władz niemieckich,

wojskowych, w których stwierdziłem, że

Grupa »Zachód« NSZ ma na celu

w zmienionych obecnie warunkach

przede wszystkim walkę z bolszewizmem, okupującym Polskę. W wyniku teROZKAZ PŁK. „BOHUNA” Z 19 STYCZNIA 1945 R.

Żołnierze!

Ofensywa bolszewicka zmusiła nas do przesunięcia się

na zachód Polski. Na drodze stanęły nam umocnienia

niemieckie. W dniu 14 bm. starliśmy się z Niemcami,

chcąc przebić się na Zachód. Nie daliśmy rady. W dniu

15 bm. czołgi bolszewickie zaatakowały nas od wschodu. Dla ratowania Brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby przejść przez

linie na Zachód. Tym samym weszliśmy w stan nieprowadzenia walki na czas nieokreślony. Mam nadzieję,

że szybko toczące się wypadki wojenne pozwolą nam

w niedalekiej przyszłości zameldować się u Naczelnego Wodza i Prawowitego Rządu Polskiego i według jego rozkazów zwrócić nasz oręż przeciwko wrogowi,

którego każe nam zwalczać.

Przypadł nam w udziale zaszczyt wkroczenia jako

pierwszym oddziałom polskim na prastare nasze ziemie. To, co było marzeniem naszym, choć jeszcze dalekie od realizacji, zaczyna się spełniać. A jednocze-

śnie przewidywania nasze, na których oparliśmy nasze

plany, zaczynają się potwierdzać, bo ostatnie przemó-

wienie premiera Arciszewskiego i Churchilla świadczą

o zaostrzającym się konflikcie anglo-sowieckim na tle

sprawy polskiej. Dzisiejsza historyczna chwila wymaga od nas wyjątkowego wysiłku i sprawności”.

Obchody zwycięstwa nad Niemcami, 15 maja 1945 r. Defiluje kompania kpt. Szalawy

NIEZALE˚NA

GAZETA POLSKA

Warszawa, 1 sierpnia 2008 r.

VIII

BRYGADA ÂWI¢TOKRZYSKA

go mojego stanowiska ustaliłem, że Grupa ma do wykonania następujące zadania:

1. przeprowadzenie włączenia jak największej liczby Polaków, przebywających

na terenach Rzeszy do szeregów Grupy

dla celów walki z Rosją Sowiecką o wolność i niepodległość Polski;

2. podtrzymywanie oporu NSZ na terenie Polski przeciw bolszewizmowi przez

celowe wysyłanie przeszkolonych grup

dowódczych i dywersyjnych;

3. nawiązanie kontaktów z polską emigracją na Zachodzie, a w pierwszym rzę-

dzie z Wodzem Naczelnym gen. Andersem, celem podporządkowania się jego

rozkazom, dotyczącym walki wszystkich

Sił Zbrojnych z okupantem bolszewickim

o prawdziwą wolność i niepodległość

Polski”.

Komentując ten rozkaz, nieznany dziś

autor artykułu z gazetki żołnierskiej Brygady Świętokrzyskiej „Marszu i Boju”

z 13 kwietnia 1945 r., napisał: „Jedynie

zbieżność naszych założeń z antybolszewicką polityką Rzeszy pozwala nam na

razie na przebywanie na tym terenie, jesteśmy świadomi niebezpieczeństwa nawały bolszewickiej dla nas, jak i dla całej

Europy. Nie wierzyliśmy nigdy i nie wierzymy nadal w dobrą wolę Rosji Sowieckiej. Jednocześnie nie zamierzamy bynajmniej odgrywać roli straży tylnej, osłaniającej odwrót armii niemieckiej, takiej,

jaką kiedyś tragicznie odegrał Ks. Józef

Poniatowski, osłaniając odwrót Napoleona. Zawsze jesteśmy przedstawicielami

polskiej racji stanu i siłę naszą upatrujemy

w ścisłej koordynacji mózgu politycznego

z ramieniem zbrojnym, a jedynym czynnikiem rozkazodawczym był, jest i będzie

dla nas Wódz Naczelny Armii Polskiej

oraz Rząd Polski w Londynie”.

12 kwietnia 1945 r. odbyła się ostatnia

rozmowa z przedstawicielami Wehrmachtu. Wysunęli oni propozycję walki partyzanckiej na tyłach posuwającej się Armii

Sowieckiej. Po długich dyskusjach Niemcy zgodzili się na dalszy przemarsz na Zachód przez Czechosłowację z zastrzeżeniem ominięcia Pragi. 13 kwietnia 1945 r.

Brygada ruszyła w kierunku Pilzna.

21 kwietnia czeski oficer łącznikowy poinformował dowództwo Brygady o poło-

żeniu oddziałów amerykańskich. Brygada

przesunęła się w rejon Vsekary, skąd wysłano patrol w celu nawiązania kontaktu

z oddziałami alianckimi.

Wyzwolenie obozu koncentracyjnego

w Holiszowie

Podziemie czeskie zdecydowanie odrzuciło plan wspólnego z Brygadą wywo-

łania powstania w Pilznie i opanowania

miasta. I trudno im się dziwić – po do-

świadczeniach powstańczej Warszawy nie

chcieli ryzykować podobnego losu

w ostatnich tygodniach wojny. Pomimo

sprzeciwu czynników czeskich, obawiają-

cych się represji niemieckich, 5 maja Brygada wyzwoliła obóz koncentracyjny

w Holiszowie, uwalniając około tysiąca

kobiet (w tym wiele Polek i Żydówek),

oraz odcięła drogę odwrotu wojsk niemieckich na Pilzno. Następnego dnia oddziały Brygady nawiązały kontakt taktyczny z jednostkami 3. Armii Amerykańskiej gen. George’a Pattona. We

wspólnych walkach Polacy i Amerykanie

wzięli do niewoli sztab niemieckiej XIII Armii, w tym dwóch generałów.

W okolicznościowym rozkazie do swoich podkomendnych płk „Bohun” napisał:

Dziś sztandary nasze powiewają obok

zwycięskich barw amerykańskich, obok

proporców wyzwolonego narodu czeskiego. Opatrzność pozwoliła nam raz jeszcze

wziąć udział w walce przeciwko odwiecznemu wrogowi i dorzucić swą cząstkę do

wspólnego wysiłku zjednoczonych narodów. W tej tak pamiętnej dla nas chwili

dziękuję Wam za zaufanie, którym mnie

obdarzyliście. Ta Wasza ufność umożliwiła mnie w znacznej mierze realizację

tych zadań, które sobie postawiliśmy”.

Dalsze losy Brygady

Pierwsze reakcje „polskiego” Londynu,

związane z informacjami, że silny polski

oddział partyzancki przedostał się na Zachód i brał udział w walce u boku armii

amerykańskiej, były entuzjastyczne.

W takim duchu utrzymane były informacje w serwisach radiowych. Naczelny

wódz wysłał do Brygady oficera łącznikowego, ppłk. Alojzego Mazurkiewicza.

Jednak fakt, że formacja była oddziałem

NSZ, w dodatku z części niescalonej

z AK, zaważył na jej dalszych losach.

Wtedy spadła na nich nowa plaga z innej strony – pisał o brygadowcach Melchior Wańkowicz. – Londyn miał z nimi

porachunki jeszcze z czasów Armii Krajowej. Jego oficerowie-łącznicy wiele

wysiłku włożyli w to, aby Amerykanom

tłumaczyć, że ci chłopcy, którzy płakali,

oddając z tak pomysłowym i krwawym

wysiłkiem ciułaną broń – to nie żołnierze,

tylko dicplaced persons, jakieś cywilne plewy zagnane przemocą, wichrem wojny do Niemiec. Trudno było wyjść cało z tych połączonych ataków Warszawy, Rosji i Londynu, Amerykanie jednak czuli, że te ataki popychają ich do czegoś nieuczciwego. Odebrali broń, odebrali statut żołnierski, ale Brygady nie wydali, jej żołnierzy nie rozproszyli po obozach cywilnych”.

Na początku sierpnia 1945 r. Brygadę przeniesiono do Coburga, gdzie nastąpiło rozbrojenie oddziału. Dalsze losy Brygady Świętokrzyskiej, przekształconej w Kampanie Wartownicze, przedstawiono w „Dodatku IPN” – NGP 11/2007.

Pomimo sprzeciwu czynników czeskich, obawiających się represji niemieckich, 5 maja Brygada wyzwoliła obóz koncentracyjny w Holiszowie, uwalniając około tysiąca kobiet (w tym wiele Polek i Żydówek), oraz odcięła drogę odwrotu wojsk niemieckich na Pilzno. Następnego dnia oddziały Brygady nawiązały kontakt taktyczny z jednostkami 3. Armii Amerykańskiej gen. George’a Pattona. We wspólnych walkach Polacy i Amerykanie wzięli do niewoli sztab XIII Armii niemieckiej, w tym dwóch generałów.

Dodatek zredagowali Wojciech Muszyński i Rafał Sierchuła

Po zwycięstwie, Czechy, maj 1945 r., od lewej: naczelny lekarz Brygady Świętokrzyskiej dr „Wszebór”, sanitariuszka Maria hrabina Poray-Wybranowska „Fala”, por. Wacław Żurowski „Żur” i ppor. Jan Wódz

Lampart”

Tekst  wzięty  z  http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=22380&Itemid=80